wtorek, 4 listopada 2014

"Żaden płatek śniegu nie spada w złe miejsce"






Jesień działa na mnie bardzo nostalgicznie, co dla takiej osoby jak ja, która już z natury pielęgnuje i dopieszcza ogródek swojego wewnętrznego świata, oznacza, że podczas tej szczególnej pory roku odpływam myślami jeszcze dalej w kosmos niż zazwyczaj. Z drugiej strony, choć bardzo brakuje mi słońca odnajduję mnóstwo drobiazgów, którymi mogę się cieszyć pomimo szarugi. Chyba w końcu nauczyłam się akceptować rzeczywistość i nie buntuję się już na zastany status quo, który nie odpowiada moim wyobrażeniom. Odkryłam, że spowity mglistą poświatą „umierający” jesienny krajobraz też może być piękny, a tym, co przeszkadza nam dostrzec jego uroki są tylko i wyłącznie nasze myśli. Coraz bardziej akceptuję też samą siebie, a zdrowy egoizm paradoksalnie pozwala mi też lepiej patrzeć na innych ludzi – skoro wybaczam sobie drobne grzeszki, to wybaczam je też innym. To bardzo proste, ale prawdziwe. W związku z tym m.in. przestałam już robić sobie wyrzuty z powodu moich – coraz rzadszych, ale jednak wciąż czających się w cieniu – przejawów sezonowej melancholii, która między innymi objawia się tendencją do zalewania się łzami z byle powodu, chyba tylko po to, aby upodobnić się w ten sposób do klasycznego jesiennego dnia – wyciszonej aury zatopionej w strugach deszczu. W ramach profilaktyki anty – łzowej postanowiłam jednak nie oglądać już wieczorem żadnych smętnych filmów, które mogłyby rozbudzić we mnie wzburzony ocean. Działa! Moje najnowsze odkrycia, którymi chciałam się z Wami podzielić:

1. Brak oczekiwań i poskromienie pragnienia programowania przyszłości z jednoczesnym skupieniem na teraźniejszości dają spokój, radość i spełnienie. Dzięki temu nagle okazało się, że mam więcej czasu na wszystko.

2. Zdałam sobie sprawę, że uwielbiam się przemieszczać. Ostatnio najchętniej na rowerze. Stąd zdjęcia z moich eksploracyjnych wypraw po dzikich zakamarkach, gdzie lubię się chować.







3. Chociaż wciąż mam naturę włóczęgi, która odzywa się we mnie od czasu do czasu, to z wielką satysfakcją obserwuję, że chyba pierwszy raz w życiu udało mi się rozkochać w codzienności i pomimo przeczucia, że kiedyś znowu przyjdzie czas na migrację, to nie próbuję już niczego przyspieszać na siłę. Przekonałam się też, że moje życie nie było jednak tak chaotyczne, jak mi się kiedyś wydawało.

„Każda rzeka prowadzi do morza, więc nie musisz się zastanawiać, czy jesteś w świętej rzece. Święta czy nie – każda wcześniej czy później dopływa do morza. Unoś się więc wraz z nią. I to właśnie nazywamy ZAUFANIEM – zaufaniem Istnieniu, które, dokądkolwiek wiedzie, doprowadzi cię do właściwej ścieżki, do właściwego celu. Nie jest twoim wrogiem. Uwierz naturze, że dokądkolwiek cię prowadzi, tam jest twoje miejsce.” (Osho)