Zawsze myślałam, że obiektywizm, tolerancja
i neutralna energia, to cechy, w których jestem mocna. Wydawało mi się, że
jestem taka świetna, bo nie oceniam i nie pakuję innych w ramy stereotypów.
Kiedy inni plotkowali lub też wyrażali swoje wysoce subiektywne opinie, ja
zawsze skrycie mówiłam sobie: „jak dobrze, że ty jesteś inna, jak wspaniale, że
dajesz innym ludziom prawo do tego, żeby po prostu byli sobą, nieważne kim są,
jak bardzo są kontrowersyjni i czy się z nimi zgadzasz, czy nie”. Okazało się
jednak, że życie to zaskakująca lekcja, która potrafi sprowadzić mnie na ziemię
i nauczyć pokory, kiedy odkrywa zakryte dotąd karty i wystawia mi rachunek z
mojego „obiektywizmu”, z którego dotąd byłam
tak dumna. No cóż…, ściągnęłam na siebie doświadczenia, które kazały mi
zweryfikować swoje odwieczne dogmaty…
Na początek tej historii zacznijmy jednak od
niewinnego pytania: z czym kojarzy Wam się praca biurowa?
Mój „myślotok” to:
Ø nuda…;
Ø cierpiętnicza mina
urzędnika przykutego do biurka tak, jakby był Prometeuszem cierpiącym za całą
ludzkość;
Ø sztywny dress code,
w tym mordercze szpilki, okulary na nosie i włosy spięte w kok;
Ø nuuuudaaaaa;
Ø pokój urzędniczy
jako cmentarz dla kreatywności i wyobraźni;
Ø martwy las z
dokumentacji, czyli „papierologia” piętrząca się na biurku niczym Mont Everest;
Ø labirynt niejasnych
przepisów, tor przeszkód z luk prawnych i złośliwy, trollowaty urzędnik
rzucający kłody pod nogi;
Ø pieczątki i listy –
pokryty patyną relikt przeszłości;
Ø klaustrofobiczne i
nijakie pokoje – cele, za którymi kończy się przestrzeń dla radości życia,
swobody i bezpretensjonalności, a zaczyna świat pozorów, układów, konformizmu i
relacji pan – poddany (czytaj: urzędnik – petent);
Ø NUDA!
Taaakkk… Przyznaję, że jeszcze do niedawna
byłam zdeklarowaną anty – fanką polskiej administracji publicznej jako
nadmiernie rozrośniętego tworu – archaicznego olbrzyma na glinianych nogach. W
dodatku byłam święcie przekonana, że praca biurowa to ostatnia rzecz, jaką
chciałabym robić, bo przecież nie mnie pisane jest 8 – godzinne ślęczenie przy
komputerze, formalizm, dress code i chłodne spojrzenie z nutą wyższości, jaka
nie jest obca urzędnikom w stosunku do petentów. Byłam pewna, że umarłabym w
takiej pracy ze swoją typowo wodnikową skłonnością do rebelii i buntu. Traf
chciał, że chwilowo odnalazłam swoje miejsce w jednym z urzędów i przekonałam
się, że po pierwsze oceniałam tę pracę przez wyimaginowany i wysoce
subiektywny, a więc krzywdząco niesprawiedliwy pryzmat, a po drugie – tyle
wiemy o sobie, na ile sprawdziły nas życiowe doświadczenia. Niczego nie można
założyć z góry, a najwięcej uczysz się o sobie, kiedy zostajesz skonfrontowany
ze swoimi przekonaniami, niepopartymi dotąd praktyką i doświadczeniem. W każdej
sytuacji można pozwolić sobie na autentyczność i wnieść prawdziwego siebie, co
zawsze jest odżywcze dla skostniałych struktur, a mądry człowiek to taki, który
potrafi wyciągnąć wnioski z każdego doświadczenia, bo inspirować się można
także rzeczami, które pozornie nigdy nas nie interesowały. Wystarczy tylko
zadać sobie pytanie: „czego mogę się tu nauczyć?”, a potem już tylko odkrywać
ukryte przesłanie dla siebie i rozwinąć w ten sposób swoją kreatywność oraz
wiedzę o sobie samym. „Jeśli się z czymś nie zgadzasz, zmień to, a jeśli nie
możesz tego zmienić – zmień sposób, w jaki o tym myślisz”.
Poza tym ciągle przekonuję się, że
absolutnie nigdy, przenigdy nie wolno oceniać z góry nikogo, ani niczego, bo
nasze osobiste sądy i opinie są złudne i nieprawdziwe jak krzywe zwierciadło w
cyrku. Nigdy nie możesz wiedzieć, co stoi za zachowaniem danego człowieka,
dlaczego jest złośliwy, smutny, zdystansowany i czemu sprawia wrażenie mało
sympatycznego. Nie wiesz, co siedzi mu w głowie, jaka jest jego historia, co
przeżył, co stracił, co kocha, o czym skrycie marzy, czego się wstydzi, czego
się boi, co naprawdę myśli, jaki krzyż ze sobą niesie. Co więcej, zazwyczaj
złość, frustracja, poczucie wyższości czy też emocjonalny chłód, jakim emanuje
jakaś osoba, wcale nie są skierowane personalnie konkretnie do ciebie. Tak ci
się tylko wydaje, a to tylko odbicie wewnętrznego świata tej osoby,
uzewnętrznienie demonów, z jakimi się mierzy w życiu, urzeczywistnienie jego
prywatnego pola bitwy. „We are all in the
same game just different levels, dealing with the same hell just different
devils”. Wniosek: nigdy nie atakuj i nie odpowiadaj atakiem na atak. Rozwiń w
sobie świadomość, która jest zrozumieniem, bo dzięki niej pojawi się spokój,
który nigdy nie będzie zburzony zachowaniem innych. Prawdziwa siła to nie walka
czy odpowiedź na zasadzie: oko za oko, ząb za ząb, ale spokój i nieuleganie
emocjom, kiedy ktoś nas zaatakuje słowem czy czynem. Prawdziwa siła to
transformacja miecza, który został wymierzony w naszą stronę w gołębia pokoju. Ludzie
z reguły lubią tych, którzy okazują im sympatię, ale czy nie jest tak, że w
innych ludziach drażni nas i nie lubimy tego, co siedzi głęboko w nas samych? Wniosek:
zmiany zawsze zaczynaj od siebie. To lekcja dla mnie, której codziennie się
uczę i z której codziennie zdaję egzamin.


