Słońce jest dla niektórych ludzi obiektem
boskiego kultu i jestem w stanie to zrozumieć, kiedy obserwuję jak sama źle
znoszę sezonowy deficyt naturalnego światła. Zimą dość często czuję, że wewnętrznie
umieram i jak dla mnie nie ma przesady w stwierdzeniu, że słońce nas karmi
(głównie witaminą D – najlepszy antydepresant!), zasila i daje energię. Mnie na
pewno odżywia radością życia i wewnętrznym spokojem, dlatego też zimą jestem
notorycznie głodna. Trzeba jednak kochać to, co się ma i akceptować
rzeczywistość zamiast skupiać się na brakach i opierać nieuchronnym zmianom,
więc trzymam się korzyści płynących ze spowitego mrokiem sezonu jesienno –
zimowego. Dzięki temu tegoroczna zima jest dla mnie dużo przyjemniejsza niż w
poprzednich latach.
W jaki sposób polubić zimę i jak docenić
jej atuty?
Po pierwsze – senna aura wycisza i sprzyja
temu, aby zajrzeć do swojego wnętrza, czyli przeżyta właściwie może stać się
dla nas szansą do lepszego poznania samych siebie, w tym prawdziwych motywów
naszego zachowania i najgłębszych pragnień, a także daje możliwość zlokalizowania
źródła naszych największych problemów. Wszystkie odpowiedzi są przecież w nas,
ale poznanie ich nie jest wcale takie proste, bo trzeba nie tylko skupienia i
wyciszenia, ale także wystarczająco dużo odwagi, aby zajrzeć do
najciemniejszych zakamarków swojego umysłu, stanąć w prawdzie i zrozumieć
siebie, a może nawet uleczyć swoje wewnętrzne dziecko? Zima sprzyja takiej medytacji,
bo wnosi więcej spokoju, a podążając jej rytmem nie mamy wyjścia – musimy
zwolnić. Jest też okazją do pielęgnowania swoich małych, intymnych rytuałów lub
do szukania nowych przyjemności. Dla jednych może to być długa gorąca kąpiel z
olejkiem aromatycznym, dla innych ciekawa książka czy odkrycie w sobie
artystycznej duszy w kuchni czy na płótnie. Każdy ma jakieś swoje misterium.
Może to być wieczorny ceremoniał słuchania muzyki, zwykły kubek dymiącego kakao
albo narty czy siłownia, bo odpoczywać można także aktywnie. Ważne, aby zrelaksować
się poprzez zrobienie czegoś tylko dla siebie: dla swojego ciała, umysłu i
ducha, co pozwoli Wam rozpieścić swoje zmysły, zadbać o siebie i wprowadzić się
w stan błogostanu, jaki należy się każdemu. Na co dzień odmawiamy sobie tak
wielu rzeczy i rano wstajemy z łóżka z wypisaną misją na twarzy z cyklu: „Jak
przetrwać kolejny dzień?”. Zbroimy się jak do bitwy, a może warto odpuścić? Zimą
natura od nas tego wymaga, więc może warto pójść za jej głosem i stworzyć samemu
sobie jak najwięcej okazji do relaksu, który niepotrzebnie uważamy za towar
luksusowy i elitarny? Warto znaleźć na to choć chwilę czasu, nawet w obliczu napiętego
codziennego grafiku i co najważniejsze: odpoczywać bez wyrzutów sumienia i
gonitwy myśli w głowie. Postarać się niczego nie planować i nie zastanawiać się,
rozluźnić ciało i umysł. Po prostu głęboko oddychać i żyć.
A jeśli pojawi się rysa na spokojnej tafli,
która nie pozwala nam zrelaksować się w pełni, to może warto z dystansu, czyli
z pozycji obserwatora zajrzeć w głąb swoich destrukcyjnych emocji, jakie o tej
porze roku często wypływają na powierzchnię (np. złość, smutek, opór, nerwowość,
niepokój, stres), zaakceptować je i zmienić swoje skostniałe schematy myślowe,
a tym samym poskromić swoją emocjonalną huśtawkę, nieprzewidywalną jak pogodę. Jak
to zrobić? Wystarczy rozgrzeszyć samego siebie ze wszystkich nieodciągnięć, otulić
się koktajlem pozytywnych, wibrujących emocji. Zaprzyjaźnić się z samym sobą,
czyli wybaczyć sobie i zaakceptować swoje słabości. Uwierzyć, że przyszłość
jest jasna i bezpieczna. Optymistycznym myśleniem przyciągnąć do siebie
wszystko to, co dobre, bo pozytywny umysł to potęga. Jak często zdarza się, że
nasze negatywne myśli sabotują nasze życie? Warto się od nich uwolnić poprzez
zastąpienie ich takimi, które napełnią nasze życie pozytywną energią. I robić
to z uporem maniaka nawet jeśli nasz umysł stwierdzi, że to głupie, dziecinne i
bez sensu. Lepsze to niż życie w otchłani czarnej rozpaczy, depresji,
sceptycyzmu, irytacji, złości, poczucia pustki oraz patrzenie na świat przez
pryzmat swoich emocjonalnych ran z przeszłości, które zatruwają nasze życie jak
trucizna. „Change your thoughts
and you change your world” – jak mówił Norman Vincent Peale. Nasza podświadomość
działa w końcu w nawykowy sposób, a więc wierzy i wciela w życie to, co
wielokrotnie sobie powtarzamy. Chyba lepiej, aby były to myśli nacechowane
pozytywnym nastawieniem do wszystkiego, co nas otacza?
Co jeszcze pomaga docenić zimę i w jakim
kierunku możemy próbować zmienić swoje myśli? Oczywiście poprzez zmianę
perspektywy i umiejętność odpuszczania. To drugi stopień wtajemniczenia, bo
zrelaksowanie się i wyciszenie nie jest dla nas tak trudne do osiągnięcia jak właśnie
zmiana perspektywy. A tymczasem nie mamy przecież wpływu na niektóre zmiany
takie jak pogoda, więc nie ma sensu z nimi walczyć. Zamiast tego lepiej
zaakceptować zastany status quo i pozbyć się oczekiwań, które wprowadzają opór
przed zmianą. Wiadomo, że każdy z nas woli piękną słoneczną pogodę za oknem,
ale pomyślcie sami: z reguły jesteśmy zaprogramowani, aby uważać, że pochmurny,
deszczowy dzień jest brzydki, ale przecież to nie musi być prawda. To jest po
prostu mokry dzień i to my decydujemy czy ten mokry dzień będzie nacechowany
negatywnie i czy będzie nam się podobał, czy też nie. A więc dlaczego mamy być
nieszczęśliwi podczas pochmurnej, deszczowej aury za oknem? Co więcej, wcale
nie musimy nastawiać się na to, aby jakoś przetrwać ten dzień, zupełnie jakby
robił nam na przekór. Możemy za to cieszyć się nim i wyjść mu naprzeciw. Kluczem
otwierającym drzwi wewnętrznego oporu jest użycie własnej wyobraźni i
zachowanie elastyczności myślenia, bo martwienie się jest niewłaściwym użyciem
wyobraźni, a żeby widzieć jasno, wystarczy zmienić perspektywę. Jeśli nie
umiecie przyjąć z radością mokrego dnia, dostrzec i szczerze uwierzyć w jego zalety,
to możecie chociaż zaakceptować ten dzień poprzez uświadomienie sobie, że życie
to nieustanna hiperbola i po deszczowym dniu ZAWSZE wychodzi Słońce i to
właśnie dzięki deszczowi słoneczny dzień wydaje się jeszcze piękniejszy. J
P.S.1. Jako „deszcz” możecie wstawić
wszystko to, czego nie lubicie i przeciw czemu się buntujecie, czyli wszystko
to, co uważacie w swoim słowniku za tzw. „przeciwności losu”.
P.S.2. Przy okazji wpisu o niewolnikach słońca
i pokonaniu sezonowej depresji, który publikuję właśnie dzisiaj, czyli w Sylwestra
– chciałam złożyć Wam życzenia. W Nowym Roku życzę Wam dużo światła, ale nie
tego na zewnątrz, tylko tego wewnętrznego. Niech nigdy nie gaśnie. J



















































