Psychologia, socjologia, religia, filozofia
są często zgodne w swoich założeniach w sprawie istoty człowieczeństwa. Nawet
jeśli otoczka ulega interpretacji, to zdejmowana warstwa po warstwie, ukazuje
esencję, sedno sprawy, które zawsze jest takie samo. Tak dzieje się w przypadku
2 najważniejszych lekcji, jakie każdy z nas musi przerobić w drodze do
prawdziwego szczęścia i spełnienia. Po pierwsze – uwolnić serce od nienawiści,
po drugie – uwolnić umysł od zmartwień, a odpowiedzią – kluczem na każde najważniejsze
pytanie jest miłość oraz empatia – jako świadomość śmierci i jednocześnie celebracja
życia. Dopiero ten klucz otwiera drzwi do Tajemniczego Ogrodu. Można dążyć do
ideału np. szukając Boga nad nami albo Boga w sobie, z pomocą modlitwy albo
medytacji. Zależy, w co jesteśmy skłonni uwierzyć i jakiej idei całkowicie się
oddać. Na pewno warto próbować. Warto starać się nadać realny, namacalny
kształt duchowemu światu. W końcu kiedyś cała nasza cywilizacja była tylko
myślą, którą ktoś urzeczywistnił. Dzięki twórczej idei wcielonej w życie,
możemy dzisiaj spać w wygodnym łóżku, jeździć wygodnymi samochodami, przekraczać
granice za pomocą sieci internetowej. To kiedyś były tylko myśli. W dzisiejszym
świecie nie ma rzeczy niemożliwych, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Warto
używać jej mądrze.
niedziela, 30 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
Wiosenne porządki
RUTYNA CZY ZMIANY?
Nadeszła astronomiczna wiosna, a co się
kojarzy z tą porą roku? Wiosenne porządki, rewitalizacja, zmiany… To dobry czas
nie tylko na posprzątanie swojego przydomowego ogródka, ale może także na przemeblowanie
swojego własnego życia, wyplenienie przestarzałych nawyków, zrobienie miejsca
na coś nowego, co może wyrosnąć, zakwitnąć i w efekcie nas zachwycić? Każdy z
nas doświadcza przecież takiej chwili w swoim życiu, kiedy analizuje to, co
osiągnął, gdzie jest i dokąd zmierza. Wiosna to dobry czas, żeby być może ustalić
sobie nowe cele, priorytety, marzenia, aspiracje lub tylko skorygować to, co
zmierza w złym kierunku. Jakich zmian oczekujecie czy też potrzebujecie w tym
roku?
Jedyną pewną rzeczą na świecie są ZMIANY. Te, które
świadomie tworzymy i te, na które nie mamy może aż tak dużego wpływu. Jedno jest
pewne – z reguły nie lubimy zmian, boimy się ich, a szczególnie tych dużych,
rewolucyjnych, o sile huraganu, na które nie jesteśmy gotowi. One zwykle
wywracają nasze życie do góry nogami, burzą wszystko to, na co tak długo pracowaliśmy.
Uważamy, że to niesprawiedliwe. Tracimy balans i poczucie bezpieczeństwa. Czasami
też poczucie sensu. Dążymy do tego, aby odbudować swój osobisty mikrokosmos oraz
samych siebie w pierwotnym kształcie – dokładnie w ten sam sposób i z tych
samych elementów układanki. Nie dostrzegamy jak duży potencjał drzemie w
zmianie. Nie widzimy w niej przyjaciela i przewodnika, tylko wroga, który chce
nas zniszczyć. A może często jest tak, że skoro nasza poprzednia, rzekomo
misterna i solidna konstrukcja, rozsypała się w drobny mak, to świadczy to o
tym, że nie była tak do końca zbudowana prawidłowo i zwyczajnie przeoczyliśmy albo
zaniedbaliśmy jakiś ważny element, na który powinniśmy zwrócić szczególną
uwagę? Może zamiast odtwarzać z uporem maniaka przeszłość, powinniśmy jednak
zmienić strategię postępowania i skupić wszystkie siły na budowie nowej, lepszej
przyszłości, próbując zmienić to, co nam dotychczas przeszkadzało i blokowało
nasz potencjał?
Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z tymi
samymi demonami bez względu na nasz kolor skóry, pochodzenie, płeć, wiek, status
ekonomiczny czy stan cywilny, bo wszyscy żyjemy w tym samym świecie paradoksów:
ciało – umysł, myśl – słowo, materia – duchowość. Może w Waszym życiu jest
obecna hamletowska sentencja „być albo nie być”, a może bardziej współczesne – „być
czy mieć”. Mnie najczęściej dotyka inny dylemat: „rutyna czy zmiany”.
Nasze codzienne życie opisują 2
przeciwstawne siły: fala zmian i koleina rutyny. Najważniejsze to znaleźć
balans między nimi, naszą własną odpowiedź, w oparciu o osobisty kompas
wartości. Sprawa nie jest taka prosta – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dzięki
zmianom, które wiążą się z podjęciem WYZWANIA możemy się
rozwijać, odkrywać świat i samych siebie, wychodzić poza granice swojej strefy
komfortu, pokonywać swoje słabości i lęki.
Bezpieczną strefą komfortu jest natomiast wszystko to, co możemy nazwać RUTYNĄ. To, co udało nam
się osiągnąć w jakiś sposób. Często długą i żmudną pracą. To, co daje nam
poczucie sensu, stabilizacji, ukorzenienia, podkreśla naszą obecność w świecie
i społeczną rolę. Niestety przejawia się też schematyzmem naszego działania, co zagraża naturalnej
ciekawości, zabiera entuzjazm, barwę, pasję życia, poczucie wolności,
skupienie, zainteresowanie i ambicję. Rutyna jest naszą smyczą, wewnętrzną
granicą, którą sami sobie ustalamy. Wyzwanie pozwala nam zerwać ten łańcuch i
sięgnąć po nowe. Daje wewnętrzną siłę.
Pomimo że zmiana i rutyna to 2 różne
bieguny - każdą zmianę można oswoić, przyzwyczaić się do niej i sprowadzić ją do
postaci codziennej rutyny. Rutyna daje radość, jeśli zrobimy z niej RYTUAŁ. Wtedy mamy szansę
mocniej przeżywać, doświadczać i czuć. Jesteśmy bardziej świadomi i skupieni na
chwili obecnej, na tym, co dzieje się „tu i teraz”, zamiast błądzić myślami
wstecz czy też za bardzo do przodu. Warto doceniać i cieszyć się ze wszystkiego, co jest naszym
udziałem w teraźniejszości. Celebracja ważnych chwil jest ważna, bo dzięki niej życie staje się ucztą, na której zawsze będziemy mogli się rozgościć, czuć
bezpiecznie i dobrze bawić, niezależnie od charakteru zmiennych, na jakie się
natkniemy.
Już wiecie jaka zmiana jest Wam najbardziej
potrzebna do tego, aby Wasze życie miało lepszą jakość i dawało Wam więcej
radości?
niedziela, 16 marca 2014
Życie na Wenus
PIERWIASTEK
YIN
Jak moglibyście zdefiniować prawdziwą
kobiecość? Czym się wg Was przejawia?
Jeżeli o mnie chodzi, pojęcie to uległo
modyfikacji w moim osobistym słowniku. Przez długi czas uważałam, że lepiej
płynąć pod prąd i tracić energię na brawurowe zakręty ku feminizmowi. Walczyć
za sprawę bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz, po wieku doświadczeniach i wielu
przemyśleniach – wracam powoli do źródła, do prawdziwej esencji, która daje
największą siłę. Przewartościowałam pojęcie „kobiecości”. Na pewno przychodzą
mi go głowy 3 przykłady, gdzie kobiecość mnie zachwyca.
Po pierwsze – mój numer 1 z
życiowego doświadczenia, czyli moja mama. To ona uświadomiła mi, że warto
czasem wrócić do korzeni, a rodzina to jedna z najważniejszych i najbardziej
stabilnych wartości w życiu. Nie wiem czy sama kiedyś stworzę rodzinę, nie
przeszkadza mi bycie singlem i nie boję się samotności, ale nie zmienia to
faktu, że podziwiam i szanuję swoją mamę. Jak dla mnie to kobieta – skała, opoka,
która przetrzyma wszystko, wielozadaniowa opiekunka domowego ogniska, mediator
i pośrednik, psychoanalityk. Osoba, która potrafi ogarnąć wszystkie skrajnie
różne osobowości, jakie ma w domu i dbać o potrzeby każdej z nich. Osoba, która
myśli o wszystkim, wyprzedza fakty, przepowiada przyszłość, nadaje barwę. Osoba,
która się stara i której zależy. Osoba, która nie chce nic w zamian, chociaż
daje z siebie wszystko – stuprocentowe oddanie i poświęcenie. Kobieta dobra i
pokorna. Czarodziejka, bez której nic nie działa. Supermenka codzienności. Ginący
gatunek.
Podstawy kobiecości – troska,
ciepło, ofiarowanie, miłość, empatia.
Po drugie – moje oczarowanie tańcem
brzucha.
Fascynują mnie dojrzałe arabskie kobiety, które są
mistrzyniami tego stylu. Mogłabym patrzeć bez końca na ich zmysłowe, kocie
ruchy. Absolutnie nie przeszkadza mi to, że ich kształty bardziej przypominają
muzy Rubensa niż eteryczne baletnice. Tańcząc emanują zwierzęcym magnetyzmem i
niezachwianą pewnością siebie. One po prostu kochają siebie i swoje ciała.
Kochają nawet swoje niedoskonałości i nie wstydzą się ich. Dla mnie to jest
właśnie kwintesencja piękna i kobiecości – silna, pewna siebie kobieta,
doskonała w swojej nie – perfekcji.
Kolejny czynnik kobiecości –
czuć się dobrze w swojej skórze, czerpać z tego siłę. Być boginią, żywiołem.
Po trzecie – zjawisko w
kinie, czyli muzy Almodóvara. Uwielbiam zwłaszcza te filmy
hiszpańskiego reżysera, w których bohaterkami są kobiety jako odważne, silne
bohaterki codzienności, które nie poddają się przeciwnościom losu i idą wciąż
do przodu. Kobiety, które odbierają świat poprzez swoje uczucia i wrażliwość. Te
kobiety są jak mitologiczny Atlas, który dźwiga cały świat na barkach. Są oddane,
wierne swoim wartościom, opiekuńcze. Najbardziej przemawiają do mnie 3 filmy
Almodóvara o kobietach: „Volver”, „Wszystko o mojej matce” i „Przerwane
objęcia”. Penélope Cruz i Marisa Paredes są w nich genialne.
Kobiecy pierwiastek jako
odbiór świata sercem, pewien heroizm na poziomie prostych (oraz trudnych) chwil
codzienności, wierność sobie.
***
Tak właśnie rozumiem „kobiecość”.
czwartek, 6 marca 2014
Moja filozofia życiowa
WEGETARIANIZM
Jestem wegetarianką od jakiś 7 lat. Jestem nią
nie dlatego, że moim celem jest utrata zbędnych kilogramów. Chociaż jeżeli
miałabym traktować swój wegetarianizm jak rodzaj diety, to muszę przyznać, że
jest to jedyna długofalowa dieta, jakiej jestem w stanie się trzymać. Istotą jest
to, że to tak naprawdę nie dieta, a styl życia.
Przyzwyczaiłam się już na generalnie brak akceptacji
otoczenia i ciągłe uwagi na najwyraźniej kontrowersyjny temat wegetarianizmu. Nie
przeszkadza mi to, że jestem trochę jak wyrzutek. Właściwie nigdy mi to szczególnie
nie przeszkadzało, bo zbyt mocno wierzę w swoje racje. Mam bowiem jedną cechę, o
której zwykle nikomu nie mówię, a którą szczególnie w sobie uwielbiam. Jest nią
współzależność. Kształtuje się
ona w dużym stopniu w wyniku mojego introwertyzmu, który niestety oznacza wiele
barier komunikacyjnych: np. często się zapominam i za długo przebywam w swoim
świecie, prowadząc dialog sama ze sobą i rozbudowując swoje życie wewnętrzne, ale
z drugiej strony prowadzi mnie to do wielu inspirujących przemyśleń. Współzależność
oznacza na przykład, że wszędzie widzę powiązania i mam skłonność do nadawania
wszystkiemu głębokiego sensu i znaczenia. Wiem, że nic nie dzieje się bez
przyczyny, a moim sekretem szczęścia, satysfakcji i zadowolenia z życia, jest ustalanie
mierzalnych, osiągalnych celów i marzeń. Bez nich i bez misji, tracę poczucie
sensu, jestem jak ryba wyrzucona na brzeg. Mam potrzebę nadawania wszystkiemu
znaczenia, bo dopiero wtedy mogę płynąć swobodnie, z pasją. Muszę w coś głęboko
wierzyć.
Pamiętam, że kiedy byłam mała, rodzice często
kupowali dziecięce książeczki, które później czytali mojej siostrze i mnie. To były
różne bajki i wierszyki. Jedną z nich zapamiętałam szczególnie, chociaż
teoretycznie powinna pobudzać dziewczęcą wyobraźnię dużo mniej niż np. Królewna
Śnieżka. Książeczka zaczynała się od rymowanki, której niestety nie zacytuję,
bo zwyczajnie już jej dokładnie nie pamiętam. Chodziło o to, że w wierszyku
wymieniane były różne zawody i jeden zależał w jakiś sposób od drugiego,
tworząc jeden wspólny łańcuch powiązań. Na przykład piekarz nie mógłby upiec
chleba, gdyby młynarz nie zrobił mąki itp., itd.. Pamiętam, że bardzo mnie to
fascynowało. I to uczucie zostało ze mną przez te wszystkie lata jako element
mojej osobowości.
Lubię skupiać się na niematerialnych
aspektach życia oraz szukać niewidzialnych nici przyczynowo – skutkowych,
związków, zależności i porównań. Wszystkie razem tworzą pajęczą sieć. Z tego
powodu jestem na przykład wegetarianką. Jest to wynik mojego współodczuwania. Źródeł jest
wiele, ale spójrzcie na przykład na naturalny cykl życia zwierząt, od narodzin
do śmierci. Człowiek z nożem i widelcem nie jest jednym z ogniw tego łańcucha. Jest
agresorem, który ten łańcuch brutalnie przerywa. Celem życia zwierząt nie jest na
pewno wylądowanie na naszym talerzu. One starają się po prostu żyć swoim
własnym rytmem, którego my nie rozumiemy. Ja nie mam zamiaru odbierać im tego
prawa i decydować o ich losie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)