piątek, 29 listopada 2013

All roads lead to Rome (3)

NIEPLANOWANY POSTÓJ W NIEMIECKIM PEINE (1)

·         Chwila refleksji o perfekcjonizmie.


Następny dzień zaczęliśmy od poszukiwania mechanika, polecanego nam przez N.. Problem z motorem był na tyle niepokojący, że I. postanowił poradzić się fachowca. Mechanik pracował w pobliskim Peine. Liczyliśmy na to, że szybko uporamy się z wizytą i będziemy mogli kontynuować podróż zgodnie z planem. Niestety trochę błądziliśmy i jeździliśmy w kółko, mimo że dostaliśmy precyzyjne wskazówki, jak dojechać na miejsce. Trochę mnie irytowały te opóźnienia. Wtedy wywiązała się między nami rozmowa o perfekcjonizmie…

***
Kiedy okazało się, że wróciliśmy do punktu wyjścia, I. roześmiał się i powiedział tylko: To prawda, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale czy my musimy po wszystkich jeździć?! Nie przejął się, kiedy skomentowałam sytuację, wskazującą na to, że Jego orientacja przestrzenna najwyraźniej nie istnieje, skoro trafił dwa razy w to samo miejsce. On z kolei stwierdził, że nie jest nieomylny, a ja dużo tracę przez swój perfekcjonizm i nie można dążyć do tego, aby być idealnym w każdej dziedzinie. Ludzie z natury nie są idealni. Trzeba po prostu ukierunkować mądrze swój perfekcjonizm i ambicję poprzez wybór i skupienie na dziedzinie, w której chce się być idealnym. Resztę wystarczy wykonywać poprawnie. To gwarantuje spełnienie i radość w życiu i z życia.

Ja z kolei zawsze myślałam, że perfekcjonizm jest jedną z moich największych zalet, bo cokolwiek robię, staram się robić to jak najlepiej, na przekór powszechnej przeciętności i bylejakości. Tylko że podnoszenie sobie poprzeczki i ciągłe doskonalenie staje się pułapką, kiedy nie potrafię sobie odpuścić i marnuję zbyt dużo energii, siły i czasu na rzeczy czy czynności, które nie są priorytetowe, a często są nawet błahe, nieistotne, niewarte ceny, jaką za nie płacę, bo często zdarza się, że tej energii, siły i czasu zaczyna po prostu brakować na rzeczy naprawdę ważne. Wiem, że często detale przesłaniają mi rzeczywistość, tak jakbym oglądała świat pod mikroskopem, nie zdając sobie sprawy, lekceważąc piękno i wartość w całościowym ujęciu makro. Z czasem również pojawia się frustracja, kiedy uświadamiam sobie, że nie jestem idealna w każdym aspekcie życia. Trudno mi się z tym pogodzić. Mam skłonność do wpadania w skrajności, tracenia życiowego balansu, I. swoim wyczuciem sytuacji, czujnością i trafnym komentarzem, pozwala mi tę równowagę ponownie odzyskać.

***

Nauczyłam się, że niedoskonałość dobrze jest traktować jako przybraną postać wolności. To ułatwia wiele spraw i pozwala znaleźć priorytetową drogę w gąszczu detali. 


UNSCHEDULED STOP IN GERMAN  PEINE (1)

·         A moment of reflection about perfectionism.


The next day we started to search for a mechanic who was recommend to us by N.. The problem with the engine was so disturbing that I. decided to consult problems with the specialist. Mechanic works in a nearby Peine. We were hoping that we will deal with a visit soon and after that we will be able to continue our journey as we planned. Unfortunately, we wandering around a little, even though we got precise instructions on how to get our destination. I was a little irritated by the delay. Then, we began to talk about perfectionism...

***
When it turned out that we went back to the starting point, I. laughed and only said: It is true that all roads lead to Rome, but if we have to go through all! He didn’t bother when I commented on the situation, indicating that His orientation doesn’t exist, if He hit twice in the same place. On the other hand, He said that He is not infallible and I'm losing a lot by my perfectionism because I try to be the ideal in every area. People are not perfect by nature. You just have to focus your perfectionism and ambition wisely on the area where you really want to be perfect. It’s good when you just follow correctly all the rest. This guarantees the fulfillment and joy in life and living.

I always thought that perfectionism is one of my biggest advantages because whatever I do, I try to do my best, in spite of common mediocrity. But raising the bar and continuous improvement becomes a trap when I can’t let it go and start to waste too much energy, strength and time on things or activities which are not my priority. They are often even trivial, unimportant and not worth the price I must pay, because it often happens that I have not enough energy, strength and time for really important things in life. I know that the details often obscure of my reality so I watch the world under the microscope, ignoring the beauty and value of the overall macro perspective. Over time, there is also frustration, when I realize that I am not perfect in every aspect of life. I find it hard to accept. I tend to fall into extremes, losing life balance. I. senses my situation. He is vigilant and comments my behavior. He allows me to regain balance once again.

***
I learned that imperfection is a form of freedom. This theory facilitates a lot of things and allows me to find straight way in the jungle of details.

niedziela, 24 listopada 2013

All roads lead to Rome (2)

NA GRANICY NORWESKO – DUŃSKO – NIEMIECKIEJ

Jedynym momentem podczas naszej wyprawy, kiedy poruszaliśmy się innym środkiem transportu niż motor, był początkowy etap – przedostanie się z Norwegii do Dani. Popłynęliśmy promem. Opuszczaliśmy chłodną, pochmurną deszczową Norwegię – ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, w nadziei na promienną ciepłą wiosnę na południu.

Podróż promem trwała 12 godzin. Nie wspominam jej dobrze. Prom zdecydowanie nie należy do moich ulubionych środków transportu. Nasza kabina jako surowe minimum zabezpieczające podstawowe potrzeby, warunkowała duże ograniczenia swobody przemieszczania się, co w moim rozumowaniu było równoznaczne z ograniczeniem wolności. Czułam się trochę jak więzień. Marzyłam, żeby noc w końcu się skończyła i żebyśmy się stamtąd uwolnili. Niestety nie dane nam było nawet wyspać się, bo odgłosy pracującej maszynerii, były permanentne, przez co irytujące. W ogóle nie odpoczęłam tej nocy. I. zniósł wszystko jak zwykle dzielnie, nie narzekał na niewygody i nie widział w niczym problemu, podczas kiedy ja byłam w ferworze narzekania, spowodowanym niezaspokojeniem podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa.


Dania przywitała nas rześkim powietrzem i poranną mgłą. Pierwotnie mieliśmy przejechać cały kraj, nie zatrzymując się specjalnie nigdzie po drodze, chyba że po to, aby zatankować. Plany pokrzyżowała nam tzw. złośliwość rzeczy martwych – zaczęły się problemy z motorem. Pojawiły się niepokojące dźwięki podczas jazdy, z rury wydechowej wydobywał się ciemny dym, a silnik spalał paliwo zbyt zachłannie – dużo więcej niż powinien. I. był zmuszony zatrzymywać się częściej niż zamierzał, próbując zidentyfikować źródło problemu. Ja natomiast rozdzieliłam swoją uwagę na śledzenie postępów naprawy motoru i obserwację otoczenia.



Dania to wciąż Skandynawia, więc wydała mi się przyjazna i bezpiecznie znajoma, ze względu na atmosferę spokoju, pogodę i ludzką mentalność. Położenie geograficzne warunkuje jednak różnice w porównaniu z Norwegią. Brakuje fiordów, przecinających ląd, nizinny krajobraz zdominowany jest przez rozległe pola uprawne i farmy, nieobecne są urocze białe drewniane domy. Dania, przez którą przejeżdżaliśmy była bardzo swojska. Nie zrobiliśmy żadnego reprezentacyjnego zdjęcia. Tak naprawdę zrobiliśmy tylko jedno. Takie, które jest dowodem na to, że wiosna na dobre zagościła w tej części Europy, podczas gdy do Norwegii nawet jeszcze nie zawitała. W Danii mogłam w końcu nachalnie i bezczelnie nakarmić się widokiem wielu odcieni soczystej zieleni w przekonaniu, że w południowej Europie zostaniemy jeszcze bardziej nagrodzeni i poczujemy jeszcze więcej Słońca.



Jeszcze tego samego dnia udało nam się wjechać na niemiecką autostradę. Od tej pory zaczęliśmy uczestniczyć w wielkim pokazie mody, gdzie autostrada była wybiegiem dla pojawiających się na niej aut. Naszym celem był Hanower, gdzie zgodnie z planem mieliśmy nocować u znajomych I..

Niemieckie autostrady są uważane za najlepsze na świecie. Co ciekawe są również bezpłatne. Może jest to wynik dużej otwartości i tolerancji Niemców? Myślałam trochę nad tym i doprowadziło to do innej  głębszej refleksji. Współczesny świat to czas, kiedy wiele narodów ma problemy z tożsamością, a państwa są tyglem kulturowym, w którym zaczyna dostrzegać się, zarówno na szczeblu władzy, jak i obywateli, dalekosiężne konsekwencje otwartych granic i związaną z tym imigracją. Euforię i tolerancję, coraz częściej zastępuje nieufność i wrogość. Asymilacja kontra nacjonalizm nabierają coraz większej siły i rozpędu oraz zaczynają zbierać krwawe żniwo. Na świecie jest mnóstwo lontów i punktów zapalnych. Niestety są często skorelowane i wybuchają na zasadzie efektu domina.

***
Droga do Hanoweru okazała się długa i męcząca, zwłaszcza, że problemy z motorem stały się bardziej uciążliwe i dodatkowo nas opóźniały. I. musiał zatrzymać się nawet na autostradzie, kiedy okazało się, że odpadła nam część rury wydechowej. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, bez żadnych słów wyjaśnienia, zatrzymał się i cofnął po zgubiony element. Spacerował sobie autostradą, jak gdyby nigdy nic. Zanim zorientowałam się, co się w ogóle dzieje, I. wrócił ze swojej misji zwycięsko i bez słów zaczął przykręcać brakujący element.

Do Hanoweru udało nam się dojechać koło 22 – giej. Marzyłam tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w łóżku. To był naprawdę męczący dzień. Pierwszego dnia naszej wyprawy przejechaliśmy ponad 700 km.


ON THE BORDERLINE OF NORWAY - DENMARK- GERMANY

The only time during our trip when we moved to the other means of transport than the motor, was the initial stage – go over from Norway to Denmark. We sailed by ferry. We left a cool, cloudy, rainy Norway - recent weather doesn’t spoiled us, with the hope of sunny, warm spring in the south.

The ferry flowed by 12 hours. I don’t remember it well. Prom is definitely not my favorite means of transport. Our cabin as stringent minimum which guarantee only basic needs, determined the major restrictions of movement, which means for me restriction of freedom. I felt like a prisoner. I dreamed that this night finally ended and we freed up from here. Unfortunately, we had no chance to even sleep because the noise of machinery was permanent, so annoying. In general, we can’t rested that night. I. endured everything with His usual brave. He didn’t complain about the inconvenience and didn’t see any problem, while I was in the throes of complaints caused by unsatisfied basic needs of Maslow's pyramid.

Denmark welcomed us with crisp air and morning fog. Originally we planned crossing the entire country without stopping anywhere along the way, only in order to refuel. Natural perversity of inanimate objects thwarted our plans – we began to have problems with the engine of motor. There were being disturbing noises while driving, dark smoke was coming out from the exhaust pipe and the engine was burning fuel too greedy - a lot more than it should. I. had to stop more often than He intended, trying to identify the source of the problem. I had distributed attention to watch the progress of the motor’s repair and observation of the surroundings.

Denmark is still Scandinavia, so seemed to me friendly and familiar safely because of human mentality and the atmosphere of peace, serenity. Geographical location determines the differences in comparison with Norway. There is a lack of fjords which crossing the land, lowland landscape is dominated by large fields and farms, charming white wooden houses are absent. Denmark which we passed through was very homey. We didn’t take many photos. In fact, we have done only one which is the proof that spring has established itself well in this part of Europe. In Denmark, I could finally persistently and shamelessly feed myself with the view of many shades of lush greenery. I believed that in southern Europe, we will be even more rewarded and feel even more sun.

Later in that day, we were able to enter the German motorway. From now on, we began to participate in a big fashion show, where the motorway was catwalk for the cars. Our purpose was Hanover, where according to the plan, we had to stay in I.’s friends.

German motorways are considered as the best in the world. Interestingly, they are also free. Maybe this is the result of Germans’ great openness and tolerance? I thought a little bit about it and it led me to another deeper reflection. The modern world is a world where many nations have problems with identity and countries are a melting pot of culture, so people begin to notice (both at the government and citizens sides) far-reaching consequences of open borders and immigration. Euphoria and tolerance are increasingly replaced by distrust and hostility. Assimilation versus nationalism are becoming more force and beginning to collect bloody harvest. Around the world there are a lot of fuses and hot spots. Unfortunately, they are often correlated and explode on the basis of a domino effect.

***
The road to Hanover was long and tiring, especially because problems with the engine have been more onerous and delayed us. I. even had to stop on the highway when He noticed that motor lost some part of the exhaust pipe. He stopped and went back to the lost element without any words of explanation. He was walking along the highway, as if nothing happened. Before I realized what was going on, I. came back from His mission triumphantly and without any words He began to tighten the missing piece.

We managed to get to Hanover near 10 p.m.. I dreamed about going to bed as soon as possible. It was a really tiring day. On the first day of our trip, we drove over 700 km.


środa, 20 listopada 2013

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (All roads lead to Rome) (1)

PRZYGOTOWANIA

Jakiś czas temu I. postanowił, że w maju pojedzie motorem do Rzymu. Pomysł był szalony i ryzykowny, ale jednocześnie old school’owy i niekonwencjonalny. Jak On. Zostałam wtajemniczona w ambitny plan, a po kilku poważniejszych zawirowaniach w moim życiu, których skutkiem była np. przeprowadzka z G. do Norwegii, awansowałam również na pełnoprawną uczestniczkę wyprawy. Wyruszyliśmy wieczorem 8 – mego maja, z zamiarem przekroczenia wielu europejskich granic terytorialnych (Norwegii, Dani, Niemiec, Austrii i Włoch), odkryciem światów pomiędzy i jednocześnie, z uwagi na to, że była to nasza pierwsza wspólna podróż, poznaniem siebie nawzajem w innym środowisku, gdzie 24 – godziny na dobę jesteśmy razem. Jestem ciekawa, co przyniesie ta podróż, czy mnie zmieni, czy zmieni nas i jak bardzo…

***

Pakowałam się cały dzień, a raczej cały dzień zastanawiałam się, co mam/mogę wziąć ze sobą, żeby czuć się komfortowo, ale jednocześnie zminimalizować objętość. Bagaż motocyklowy nie pozostawia dużego pola manewru i rządzi się swoimi okrutnymi prawami, ale pomaga też wyzwolić pokłady kreatywności, kiedy nie chcąc się ograniczać musisz dokonywać wielu wyborów – najczęściej drogą eliminacji, bo wszystko nagle wydaje się być ważne, a brak którejś rzeczy jawi się jako strata nie do przeżycia. Grr! Już sama myśl o takim pakowaniu powodowała u mnie atak, w sumie niczym nieuzasadnionej paniki. I absolutnie nie miało znaczenia moje duże doświadczenie w tej dziedzinie, wymuszone moimi życiowymi zakrętami determinującymi mobilność. Czułam się zestresowana, niespokojna i przytłoczona. Przy tej podróży jednak nieoceniona okazała się pomoc I.. Nie musiałam nawet robić dobrej miny do złej gry i udawać, że mimo wszystko jestem panią sytuacji. On nas spakował. Moja rola ograniczyła się najpierw do wyrzucenia rano wszystkich ubrań, kosmetyków i wszelkich akcesoriów na łóżko, gdzie leżały cały dzień w nieładzie, bo ja byłam na kursie norweskiego, a następnie dokonałam poważnej selekcji, co jest mi naprawdę niezbędne, w wyniku której niezbędne okazało się prawie wszystko. I. udało się jednak jakoś spakować całość. Bez komentarzy, bez złośliwości i bez marudzenia.  


PREPARATION

Some time ago I. decided that He go to Rome in May. On motorbike. From Norway. The idea was crazy and adventurous but at the same time – old school and unconventional. Like Him. I was privy to this ambitious plan and after some serious turmoil in my life, which the effect was, for example my moving from G. to Norway, I was promoted to a full-fledged participant in the expedition. We started our trip in the evening of 8 May with the intention of crossing territorial boundaries of many European countries (Norway, Denmark, Germany, Austria and Italy), the discovery worlds between and at the same time (due to the fact that it was our first journey together) getting to know each other better in another environment, where we are together 24 - hours a day. I'm curious what bear this trip, if I will change or we will change and how much...

***

I packed all day, or rather I wondered the whole day what I have to / I can take with me to feel comfortable, but minimize the volume at the same time. Motorcycle’s luggage does not leave much room for maneuver and has own cruel laws. But it also helps to free of creativity, while I must make a lot of choices if I am not wishing to be limited - most often choices by elimination because all of  things seems to be important and the lack of either of things appears to be the loss not to survive. Grr! The thought of such packaging cause me an attack of unjustified panic. And my huge experience in this field, forced my life turns which determining mobility, absolutely didn’t help me. I felt stressed, anxious and overwhelmed. However, an aid of I. proved to be invaluable on this trip. I needn’t even grin and bear it and pretend that I am mistress of the situation. He packed us. My role was limited at first to thrown away on the bed all the clothes, cosmetics and accessories, where they lay all day in a mess because I was on the Norwegian course and then, I made seriously selection, what do I really need, as a result of which almost everything was necessary. I. somehow managed to pack a whole. Without comments, without malice and without whining. 

piątek, 15 listopada 2013

What was

PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Jestem indywidualistką i introwertyczką. To niebezpieczne połączenie, które jest wrogiem bliskości w związku. Jest chorobą. Panicznie próbuję zachować swoją niezależność, a pojęcia kompromisu, ustępstw i poświęceń – są dla mnie pustym frazesem, którego nie potrafię wcielić w życie. Nie potrafię, a może nie chcę? Wysyłam zielone światło, otwieram pierwsze drzwi. Robię to dość często – trudno walczyć z kobiecą próżnością. Chociaż czasami czuję się z tym źle, zwłaszcza kiedy widzę, że niewinny flirt zmienia mnie w mentalną bigamistkę. Nikt, kto zapuka do pierwszych drzwi i zdecyduje się wejść, nie ma pojęcia, jak dużo jeszcze drzwi będzie musiał otworzyć. I ile jest pułapek w tym labiryncie. Cały czas trzymam na dystans, zwłaszcza kiedy zauważam rosnące zaangażowanie drugiej strony i potrzebę wzajemności. Wycofuję się i uciekam. Nic nie dawać i nic nie brać – to dla mnie arcybezpieczne rozwiązanie. Rzucam linę, która prowadzi do mojego świata i na którą ktoś się czasem wspina, ale gdy uznam, że jest za blisko – spycham go bezceremonialnie w przepaść. A później znowu ciągnę do siebie. Błędne koło. Klasyczna zabawa w kotka i myszkę. Ostateczny wniosek jest taki, że gonienie króliczka to niezły fun, choć trochę werterowski, jeśli spożywa się go z dodatkiem wzniosłych romantycznych idei i emocji. Dla mnie gonienie króliczka jest chyba sensem istnienia. Mogę to robić bez końca. Jestem jak Syzyf. Wydaje mi się, że kiedy króliczka uda się w końcu złapać, w życie wkrada się szara codzienność, pojawia się nuda i stagnacja.

Wyróżniam dwie formy ograniczania wolności i kontrolowania. Jedną jest usiłowanie trzymania na smyczy, ze świadomością, że ta smycz może łatwo stać się pętlą na szyję. Jest to tak oczywista i brutalna forma uzależniania, że łatwo się jej kategorycznie przeciwstawić, przeciąć więzy bez poczucia winy. Druga jest dużo subtelniejsza, wymaga wyrachowania. To próba trzymania w złotej klatce. Zbrodnia w białych rękawiczkach. Próba zagłaskania na śmierć. Boję się wszystkich skrajności, które chociażby zahaczają o fanatyzm.


Po to, aby być z kimś i tworzyć udany szczęśliwy związek, muszę nauczyć się pokory, zaangażowania, większej empatii i otwarcia na potrzeby innych. Nie mam wątpliwości, że warto. Kiedy na drodze pojawia się właściwa osoba, żadna stawka nie jest za wysoka. I nie boję się podjąć wyzwania, mimo że znam Jego ocean potrzeb.


ON THE OTHER SIDE OF THE MIRROR

I'm an individualist and an introvert. This is a dangerous combination which is the enemy of intimacy in the relationship. It’s a disease. I’m trying desperately to maintain my independence and the concept of compromise, concessions and sacrifices – this is an empty phrase for me, which I can’t put into practice. I can’t or maybe I don’t want? I sometimes send a green light, I open the first door. I do this quite often - it's hard to fight with feminine vanity. Although sometimes I feel bad with it, especially when I see that an innocent flirt changes me in mental bigamist. No one, who knocked on the first door and decides to enter, has no idea how many doors he will have to open to keep on walking. And how many traps there are in this maze. All the time I keep my distance, especially when I notice the increasing involvement of other party and the need for reciprocity. I withdraw and escape. Nothing to give and nothing to take - it was extremely safety solution for me. I throw a rope that leads into my world and sometimes someone climbs, but when I decide that he is too close to me – I unceremoniously pushes him into the abyss. And then again pull together. A vicious circle. A classic game of cat and mouse. The ultimate conclusion is that chasing a rabbit is really good fun, although a little melancholic if you eaten it with the addition of lofty romantic ideas and emotions. For me, chasing the rabbit is probably the meaning of existence. I can do it without end. I'm like Sisyphus. It seems to me that when I finally manage to catch the bunny, gray sneaks into everyday life, bringing to life boredom and stagnation.

I distinguish two forms of restriction of freedom and control. One is attempting to keep on a leash, knowing that the leash can easily become a noose around my neck. This is so obvious and brutal form of addiction that it’s easy to categorically oppose it, cut ties without guilt. The second one is much more subtle, requires the cleverness. It is an attempt to hold someone in a golden cage. Crime in white gloves. An attempt to kill me with kindness. I'm afraid all the extremes that approach to bigotry.

In order to be with someone and make a successful and happy relationship, I need to learn humility, commitment, greater, empathy and openness to the needs of others. I have no doubt that it is worth it. When on the road appears the right person, no price is too high. I'm not afraid to take on the challenge, even though I know His ocean of needs.

piątek, 8 listopada 2013

Norway in a nutshell

KRÓTKO O NORWEGII



Norwegia jest dziwnym krajem. Wizualnie pięknym, ale klimatycznie i mentalnie – trudnym. Hermetycznym. Ludzie, którzy tam mieszkają muszą być twardzi, silni i wytrwali, aby przetrwać i funkcjonować w spokoju i przy zdrowych zmysłach. Myślę, że geny Wikingów bardzo to zadanie ułatwiają. Każdy zna swoje miejsce w szeregu.


To truizm, że położenie geograficzne i klimat danego miejsca, określają charakter jego mieszkańców. Norwegia to bardzo spokojny kraj, narzucający bezpieczne schematy życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Kraj uporządkowany. Kraj, w którym nikt nie wyprzedza na drodze. Nikt nie łamie prawa. Nikt się nie wychyla. Kraj, którego krajobraz jest zdominowany przez fiordy, skały i lasy, z porozrzucanymi i idealnie wplecionymi w pejzaż swojskimi, uroczymi, drewnianymi domkami. Kraj o niskiej gęstości zaludnienia, ale o wysokiej tożsamości narodowej. Kraj blond – patriotów, którzy tolerują imigrantów, ale traktują ich z lekkim przymrużeniem oka, z dystansem. Kraj silnych kobiet – feministek ze skłonnością do dominacji. Kraj chłodu i deszczu. Kraj bez Słońca. Kraj dla ludzi, którzy nie użalają się nad sobą. Kraj, gdzie kawa płynie strumieniami, będąc codziennym, podstawowym i niezastąpionym paliwem, dodającym ludziom energii. Kraj, w którym dostęp do alkoholu jest bardzo utrudniony. Kraj tolerancji seksualnej i światopoglądowej. Kraj ciszy. Kraj zamożny, w którym pracuje, bądź dorabia wielu Polaków, ale jednocześnie kraj o wysokich kosztach życia. Coś za coś.




NORWAY IN A NUTSHELL

Norway is a strange country. Visually beautiful but challenging climatically and mentally. Airtight. People who live there have to be tough, strong and steadfast in order to survive and remain calm and sane. I think the Viking make that easier. Everyone knows his place in the line.

It’s a truism that the geography and climate of the place, determine the nature of inhabitants. Norway is a peaceful country, which imposes safe patterns of life and social functioning. The orderly country. The country where on the road no one overtakes. No one is breaking the law. Everybody keeps their heads down. A country whose landscape is dominated by fjords, cliffs and forests with homely, charming wooden houses which are scattered and perfectly blenden into landscape. The country with a low population density but high national identity. Country of blonde - patriots who tolerate immigrants but take them with a grain of salt, from a distance. Country of strong women - feminists who has a tendency to dominate. Country of cold and rain. Country without the sun. Country for people who do not pity themselves. Country, where the coffee streams as everyday essential and irreplaceable fuel, adding energy to people. The country where access to alcohol is very difficult. Country of sexual and ideological tolerance. Country of silence. Wealthy country where many Polish work or moonlight jobs, but in the same time, this is also a country with a high cost of living. Quid pro quo. 



sobota, 2 listopada 2013

Slither

POŚLIZG

Kiedyś wierzyłam w przyjaźń damsko – damską. Naiwnie i mocno. Zanim się nie sparzyłam i nie straciłam jej bezpowrotnie. Zostałam wtedy uświadomiona, że kobiety są często zazdrosne i przed nikim nie wolno się otwierać w 100 % - ach. Ludzie mają tendencję do wykorzystywania intymnych informacji. A najbardziej ranią Ci, którzy znają Cię najlepiej, bo wiedzą, gdzie uderzyć, żeby naprawdę zabolało. W ramach zamiany, zaczęłam ślepo wierzyć w przyjaźń damsko – męską. To nie było trudne – uwielbiam męskie towarzystwo i męskie podejście do życia. Czarno – biały świat jest światem, który łatwo ogarnąć wzrokiem i umysłem. Tyle, że taka forma znajomości też okazała się utopią. Nie ma szans na funkcjonowanie bliskiej relacji, w której żadna ze stron nigdy nie będzie chciała się mocniej zaangażować, w którymś momencie jej trwania. Granica jest natomiast tak cienka i płynna, że niezmiernie łatwo ją przekroczyć. I zmienić tym samym wszystko na zawsze, bo nawet jeżeli chce się zawrócić, to nie można oczekiwać, że zastanie się świat w jego pierwotnej postaci. Nie można w tym wypadku zrobić obrotu o 360° i powrócić do punktu wyjścia. Panta rhei. Wszystko płynie i nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki. Ta rzeka jest już inna. Nie ma szans, żeby było inaczej.



SLITHER

I used to believe in women’s friendship. Naively and hard. Until I was betrayed and lost my best friend forever. After that I become conscious that women are often jealous and I can’t afford to open to anyone at 100%. People tend to use private information against you. And the most hurt those who know you best, because they know where to hit to really hurt you. As part of the conversion, I began to blindly believe in friendship between women and men. It was not difficult for me - I love the company of men and men's approach to life. Black - white world is a world that is easy to comprehend with sight and mind. Afraid so, this kind of relation also proved to be an utopia. There is no chance for the functioning of a close friendship in which none would never wanted to get more involved, at some point in its duration. However the border is so thin and smooth that it is extremely easy to cross this line. And crossing that line changes everything forever because even if you want to turn back, you can’t expect that you will find world in its original form. In this case, you are unable to rotated 360° and return to the starting point. Panta rhei. Everything flows and you can’t enter the second time the same river. This river is different now.