NA GRANICY NORWESKO – DUŃSKO –
NIEMIECKIEJ
Jedynym
momentem podczas naszej wyprawy, kiedy poruszaliśmy się innym środkiem
transportu niż motor, był początkowy etap – przedostanie się z Norwegii do
Dani. Popłynęliśmy promem. Opuszczaliśmy chłodną, pochmurną deszczową Norwegię
– ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, w nadziei na promienną ciepłą wiosnę
na południu.
Podróż
promem trwała 12 godzin. Nie wspominam jej dobrze. Prom zdecydowanie nie należy
do moich ulubionych środków transportu. Nasza kabina jako surowe minimum zabezpieczające
podstawowe potrzeby, warunkowała duże ograniczenia swobody przemieszczania się,
co w moim rozumowaniu było równoznaczne z ograniczeniem wolności. Czułam się
trochę jak więzień. Marzyłam, żeby noc w końcu się skończyła i żebyśmy się
stamtąd uwolnili. Niestety nie dane nam było nawet wyspać się, bo odgłosy
pracującej maszynerii, były permanentne, przez co irytujące. W ogóle nie
odpoczęłam tej nocy. I. zniósł wszystko jak zwykle dzielnie, nie narzekał na
niewygody i nie widział w niczym problemu, podczas kiedy ja byłam w ferworze
narzekania, spowodowanym niezaspokojeniem podstawowych potrzeb z piramidy
Maslowa.
Dania
przywitała nas rześkim powietrzem i poranną mgłą. Pierwotnie mieliśmy
przejechać cały kraj, nie zatrzymując się specjalnie nigdzie po drodze, chyba
że po to, aby zatankować. Plany pokrzyżowała nam tzw. złośliwość rzeczy
martwych – zaczęły się problemy z motorem. Pojawiły się niepokojące dźwięki
podczas jazdy, z rury wydechowej wydobywał się ciemny dym, a silnik spalał
paliwo zbyt zachłannie – dużo więcej niż powinien. I. był zmuszony zatrzymywać
się częściej niż zamierzał, próbując zidentyfikować źródło problemu. Ja
natomiast rozdzieliłam swoją uwagę na śledzenie postępów naprawy motoru i
obserwację otoczenia.
Dania
to wciąż Skandynawia, więc wydała mi się przyjazna i bezpiecznie znajoma, ze
względu na atmosferę spokoju, pogodę i ludzką mentalność. Położenie
geograficzne warunkuje jednak różnice w porównaniu z Norwegią. Brakuje fiordów,
przecinających ląd, nizinny krajobraz zdominowany jest przez rozległe pola
uprawne i farmy, nieobecne są urocze białe drewniane domy. Dania, przez którą
przejeżdżaliśmy była bardzo swojska. Nie zrobiliśmy żadnego reprezentacyjnego
zdjęcia. Tak naprawdę zrobiliśmy tylko jedno. Takie, które jest dowodem na to,
że wiosna na dobre zagościła w tej części Europy, podczas gdy do Norwegii nawet
jeszcze nie zawitała. W Danii mogłam w końcu nachalnie i bezczelnie nakarmić
się widokiem wielu odcieni soczystej zieleni w przekonaniu, że w południowej
Europie zostaniemy jeszcze bardziej nagrodzeni i poczujemy jeszcze więcej
Słońca.
Jeszcze
tego samego dnia udało nam się wjechać na niemiecką autostradę. Od tej pory zaczęliśmy
uczestniczyć w wielkim pokazie mody, gdzie autostrada była wybiegiem dla
pojawiających się na niej aut. Naszym celem był Hanower, gdzie zgodnie z planem
mieliśmy nocować u znajomych I..
Niemieckie
autostrady są uważane za najlepsze na świecie. Co ciekawe są również bezpłatne.
Może jest to wynik dużej otwartości i tolerancji Niemców? Myślałam trochę nad
tym i doprowadziło to do innej głębszej
refleksji. Współczesny świat to czas, kiedy wiele narodów ma problemy z
tożsamością, a państwa są tyglem kulturowym, w którym zaczyna dostrzegać się,
zarówno na szczeblu władzy, jak i obywateli, dalekosiężne konsekwencje
otwartych granic i związaną z tym imigracją. Euforię i tolerancję, coraz
częściej zastępuje nieufność i wrogość. Asymilacja kontra nacjonalizm nabierają
coraz większej siły i rozpędu oraz zaczynają zbierać krwawe żniwo. Na świecie
jest mnóstwo lontów i punktów zapalnych. Niestety są często skorelowane i
wybuchają na zasadzie efektu domina.
***
Droga
do Hanoweru okazała się długa i męcząca, zwłaszcza, że problemy z motorem stały
się bardziej uciążliwe i dodatkowo nas opóźniały. I. musiał zatrzymać się nawet
na autostradzie, kiedy okazało się, że odpadła nam część rury wydechowej. Wbrew
zdrowemu rozsądkowi, bez żadnych słów wyjaśnienia, zatrzymał się i cofnął po
zgubiony element. Spacerował sobie autostradą, jak gdyby nigdy nic. Zanim
zorientowałam się, co się w ogóle dzieje, I. wrócił ze swojej misji zwycięsko i
bez słów zaczął przykręcać brakujący element.
Do
Hanoweru udało nam się dojechać koło 22 – giej. Marzyłam tylko o tym, żeby jak
najszybciej znaleźć się w łóżku. To był naprawdę męczący dzień. Pierwszego dnia naszej wyprawy
przejechaliśmy ponad 700 km.
ON THE BORDERLINE OF NORWAY - DENMARK- GERMANY
The only time during our trip when we moved to the other means of
transport than the motor, was the initial stage – go over from Norway to
Denmark. We sailed by ferry. We left a cool, cloudy, rainy Norway - recent
weather doesn’t spoiled us, with the hope of sunny, warm spring in the south.
The ferry flowed by 12 hours. I don’t remember it well. Prom is definitely
not my favorite means of transport. Our cabin as stringent minimum which guarantee
only basic needs, determined the major restrictions of movement, which means
for me restriction of freedom. I felt like a prisoner. I dreamed that this night
finally ended and we freed up from here. Unfortunately, we had no chance to
even sleep because the noise of machinery was permanent, so annoying. In
general, we can’t rested that night. I. endured everything with His usual brave.
He didn’t complain about the inconvenience and didn’t see any problem, while I
was in the throes of complaints caused by unsatisfied basic needs of Maslow's
pyramid.
Denmark welcomed us with crisp air and morning fog. Originally we planned
crossing the entire country without stopping anywhere along the way, only in
order to refuel. Natural perversity of inanimate objects thwarted our plans – we
began to have problems with the engine of motor. There were being disturbing
noises while driving, dark smoke was coming out from the exhaust pipe and the
engine was burning fuel too greedy - a lot more than it should. I. had to stop
more often than He intended, trying to identify the source of the problem. I had
distributed attention to watch the progress of the motor’s repair and
observation of the surroundings.
Denmark is still Scandinavia, so seemed to me friendly and familiar
safely because of human mentality and the atmosphere of peace, serenity. Geographical
location determines the differences in comparison with Norway. There is a lack
of fjords which crossing the land, lowland landscape is dominated by large
fields and farms, charming white wooden houses are absent. Denmark which we
passed through was very homey. We didn’t take many photos. In fact, we have
done only one which is the proof that spring has established itself well in
this part of Europe. In Denmark, I could finally persistently and shamelessly
feed myself with the view of many shades of lush greenery. I believed that in
southern Europe, we will be even more rewarded and feel even more sun.
Later in that day, we were able to enter the German motorway. From now
on, we began to participate in a big fashion show, where the motorway was catwalk
for the cars. Our purpose was Hanover, where according to the plan, we had to
stay in I.’s friends.
German motorways are considered as the best in the world. Interestingly,
they are also free. Maybe this is the result of Germans’ great openness and
tolerance? I thought a little bit about it and it led me to another deeper
reflection. The modern world is a world where many nations have problems with
identity and countries are a melting pot of culture, so people begin to notice (both
at the government and citizens sides) far-reaching consequences of open borders
and immigration. Euphoria and tolerance are increasingly replaced by distrust
and hostility. Assimilation versus nationalism are becoming more force and beginning
to collect bloody harvest. Around the world there are a lot of fuses and hot
spots. Unfortunately, they are often correlated and explode on the basis of a
domino effect.
***
The road to Hanover was long and tiring, especially because problems with
the engine have been more onerous and delayed us. I. even had to stop on the
highway when He noticed that motor lost some part of the exhaust pipe. He stopped
and went back to the lost element without any words of explanation. He was
walking along the highway, as if nothing happened. Before I realized what was
going on, I. came back from His mission triumphantly and without any words He began
to tighten the missing piece.
We managed to get to Hanover near 10 p.m.. I dreamed about going to bed as
soon as possible. It was a really tiring day. On the first day of our trip, we
drove over 700 km.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz