niedziela, 24 listopada 2013

All roads lead to Rome (2)

NA GRANICY NORWESKO – DUŃSKO – NIEMIECKIEJ

Jedynym momentem podczas naszej wyprawy, kiedy poruszaliśmy się innym środkiem transportu niż motor, był początkowy etap – przedostanie się z Norwegii do Dani. Popłynęliśmy promem. Opuszczaliśmy chłodną, pochmurną deszczową Norwegię – ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, w nadziei na promienną ciepłą wiosnę na południu.

Podróż promem trwała 12 godzin. Nie wspominam jej dobrze. Prom zdecydowanie nie należy do moich ulubionych środków transportu. Nasza kabina jako surowe minimum zabezpieczające podstawowe potrzeby, warunkowała duże ograniczenia swobody przemieszczania się, co w moim rozumowaniu było równoznaczne z ograniczeniem wolności. Czułam się trochę jak więzień. Marzyłam, żeby noc w końcu się skończyła i żebyśmy się stamtąd uwolnili. Niestety nie dane nam było nawet wyspać się, bo odgłosy pracującej maszynerii, były permanentne, przez co irytujące. W ogóle nie odpoczęłam tej nocy. I. zniósł wszystko jak zwykle dzielnie, nie narzekał na niewygody i nie widział w niczym problemu, podczas kiedy ja byłam w ferworze narzekania, spowodowanym niezaspokojeniem podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa.


Dania przywitała nas rześkim powietrzem i poranną mgłą. Pierwotnie mieliśmy przejechać cały kraj, nie zatrzymując się specjalnie nigdzie po drodze, chyba że po to, aby zatankować. Plany pokrzyżowała nam tzw. złośliwość rzeczy martwych – zaczęły się problemy z motorem. Pojawiły się niepokojące dźwięki podczas jazdy, z rury wydechowej wydobywał się ciemny dym, a silnik spalał paliwo zbyt zachłannie – dużo więcej niż powinien. I. był zmuszony zatrzymywać się częściej niż zamierzał, próbując zidentyfikować źródło problemu. Ja natomiast rozdzieliłam swoją uwagę na śledzenie postępów naprawy motoru i obserwację otoczenia.



Dania to wciąż Skandynawia, więc wydała mi się przyjazna i bezpiecznie znajoma, ze względu na atmosferę spokoju, pogodę i ludzką mentalność. Położenie geograficzne warunkuje jednak różnice w porównaniu z Norwegią. Brakuje fiordów, przecinających ląd, nizinny krajobraz zdominowany jest przez rozległe pola uprawne i farmy, nieobecne są urocze białe drewniane domy. Dania, przez którą przejeżdżaliśmy była bardzo swojska. Nie zrobiliśmy żadnego reprezentacyjnego zdjęcia. Tak naprawdę zrobiliśmy tylko jedno. Takie, które jest dowodem na to, że wiosna na dobre zagościła w tej części Europy, podczas gdy do Norwegii nawet jeszcze nie zawitała. W Danii mogłam w końcu nachalnie i bezczelnie nakarmić się widokiem wielu odcieni soczystej zieleni w przekonaniu, że w południowej Europie zostaniemy jeszcze bardziej nagrodzeni i poczujemy jeszcze więcej Słońca.



Jeszcze tego samego dnia udało nam się wjechać na niemiecką autostradę. Od tej pory zaczęliśmy uczestniczyć w wielkim pokazie mody, gdzie autostrada była wybiegiem dla pojawiających się na niej aut. Naszym celem był Hanower, gdzie zgodnie z planem mieliśmy nocować u znajomych I..

Niemieckie autostrady są uważane za najlepsze na świecie. Co ciekawe są również bezpłatne. Może jest to wynik dużej otwartości i tolerancji Niemców? Myślałam trochę nad tym i doprowadziło to do innej  głębszej refleksji. Współczesny świat to czas, kiedy wiele narodów ma problemy z tożsamością, a państwa są tyglem kulturowym, w którym zaczyna dostrzegać się, zarówno na szczeblu władzy, jak i obywateli, dalekosiężne konsekwencje otwartych granic i związaną z tym imigracją. Euforię i tolerancję, coraz częściej zastępuje nieufność i wrogość. Asymilacja kontra nacjonalizm nabierają coraz większej siły i rozpędu oraz zaczynają zbierać krwawe żniwo. Na świecie jest mnóstwo lontów i punktów zapalnych. Niestety są często skorelowane i wybuchają na zasadzie efektu domina.

***
Droga do Hanoweru okazała się długa i męcząca, zwłaszcza, że problemy z motorem stały się bardziej uciążliwe i dodatkowo nas opóźniały. I. musiał zatrzymać się nawet na autostradzie, kiedy okazało się, że odpadła nam część rury wydechowej. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, bez żadnych słów wyjaśnienia, zatrzymał się i cofnął po zgubiony element. Spacerował sobie autostradą, jak gdyby nigdy nic. Zanim zorientowałam się, co się w ogóle dzieje, I. wrócił ze swojej misji zwycięsko i bez słów zaczął przykręcać brakujący element.

Do Hanoweru udało nam się dojechać koło 22 – giej. Marzyłam tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w łóżku. To był naprawdę męczący dzień. Pierwszego dnia naszej wyprawy przejechaliśmy ponad 700 km.


ON THE BORDERLINE OF NORWAY - DENMARK- GERMANY

The only time during our trip when we moved to the other means of transport than the motor, was the initial stage – go over from Norway to Denmark. We sailed by ferry. We left a cool, cloudy, rainy Norway - recent weather doesn’t spoiled us, with the hope of sunny, warm spring in the south.

The ferry flowed by 12 hours. I don’t remember it well. Prom is definitely not my favorite means of transport. Our cabin as stringent minimum which guarantee only basic needs, determined the major restrictions of movement, which means for me restriction of freedom. I felt like a prisoner. I dreamed that this night finally ended and we freed up from here. Unfortunately, we had no chance to even sleep because the noise of machinery was permanent, so annoying. In general, we can’t rested that night. I. endured everything with His usual brave. He didn’t complain about the inconvenience and didn’t see any problem, while I was in the throes of complaints caused by unsatisfied basic needs of Maslow's pyramid.

Denmark welcomed us with crisp air and morning fog. Originally we planned crossing the entire country without stopping anywhere along the way, only in order to refuel. Natural perversity of inanimate objects thwarted our plans – we began to have problems with the engine of motor. There were being disturbing noises while driving, dark smoke was coming out from the exhaust pipe and the engine was burning fuel too greedy - a lot more than it should. I. had to stop more often than He intended, trying to identify the source of the problem. I had distributed attention to watch the progress of the motor’s repair and observation of the surroundings.

Denmark is still Scandinavia, so seemed to me friendly and familiar safely because of human mentality and the atmosphere of peace, serenity. Geographical location determines the differences in comparison with Norway. There is a lack of fjords which crossing the land, lowland landscape is dominated by large fields and farms, charming white wooden houses are absent. Denmark which we passed through was very homey. We didn’t take many photos. In fact, we have done only one which is the proof that spring has established itself well in this part of Europe. In Denmark, I could finally persistently and shamelessly feed myself with the view of many shades of lush greenery. I believed that in southern Europe, we will be even more rewarded and feel even more sun.

Later in that day, we were able to enter the German motorway. From now on, we began to participate in a big fashion show, where the motorway was catwalk for the cars. Our purpose was Hanover, where according to the plan, we had to stay in I.’s friends.

German motorways are considered as the best in the world. Interestingly, they are also free. Maybe this is the result of Germans’ great openness and tolerance? I thought a little bit about it and it led me to another deeper reflection. The modern world is a world where many nations have problems with identity and countries are a melting pot of culture, so people begin to notice (both at the government and citizens sides) far-reaching consequences of open borders and immigration. Euphoria and tolerance are increasingly replaced by distrust and hostility. Assimilation versus nationalism are becoming more force and beginning to collect bloody harvest. Around the world there are a lot of fuses and hot spots. Unfortunately, they are often correlated and explode on the basis of a domino effect.

***
The road to Hanover was long and tiring, especially because problems with the engine have been more onerous and delayed us. I. even had to stop on the highway when He noticed that motor lost some part of the exhaust pipe. He stopped and went back to the lost element without any words of explanation. He was walking along the highway, as if nothing happened. Before I realized what was going on, I. came back from His mission triumphantly and without any words He began to tighten the missing piece.

We managed to get to Hanover near 10 p.m.. I dreamed about going to bed as soon as possible. It was a really tiring day. On the first day of our trip, we drove over 700 km.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz