niedziela, 27 kwietnia 2014

Let's play again...?

PRÓBA SIŁ


Nasz „nowy wspaniały świat” to po prostu gra, a im bardziej jest „cywilizowany” i technologicznie rozwinięty, tym czarno – białe pola na szachownicy stają się mniej oczywiste. Łatwo się zagubić i popełnić błąd, bo w rozgardiaszu współczesności pełno jest barw i odcieni, które mieszają się ze sobą, więc czasami to, co wydawało się czarne, okazuje się być białe i na odwrót. Pierwotna forma ulega zniekształceniu, jak w przypadku wilka w owczej skórze, dziewczynki z zapałkami czy brzydkiego kaczątka. Czasami trudno rozpoznać, która ludzka poza jest najbliższa prawdy. Zawsze jednak można podjąć grę i zbliżyć się do innych, zderzyć z nimi, nawiązać relacje i zbudować więzi.

Jesteśmy  uwięzieni w swoich rolach, które codziennie odgrywamy. Działamy w różny sposób – możemy być Strategami, Stoikami, Cynikami, Optymistami, Entuzjastami, Krytykami, Filozofami, Realistami, Marzycielami, Materialistami, Ekspresjonistami, Minimalistami, Maksymalistami, Ryzykantami, Desperatami. Każdy ma swoją własną filozofię. Każdy tworzy swoją własną bajkę. Gry są w końcu również teatrem, bo wymagają włożenia maski. Jednej z wielu. Mimochodem przybieramy pokerową twarz, za którą nikt nie jest w stanie odgadnąć, co naprawdę się kryje. Łatwo i wygodnie jest być konformistą. W materialnym świecie konwenansów, formalizmu i narzuconych sztywnych społecznych reguł, dążymy do mistrzostwa w sztuce opanowania emocji i zakrycia swojego prawdziwego oblicza. Nie poznajemy swojego odbicia w lustrze. Nie znamy osoby, która na nas patrzy, bo nie jest prawdziwa.


Postanowiłam zrobić wszystko, żeby się uwolnić i pozostać czystą kartą, bez względu na zewnętrzne okoliczności. Odcinam wszystkie chore więzy i przestaję być marionetką w cudzych rękach. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (CZĘŚĆ 2)

NORWESKIE MORZE






Norwegia to kraj dla samotników. Ogromna przestrzeń bywa czasem przytłaczająca, bo gęstość zaludnienia jest niewielka. W kraju króluje cisza. Nie jest to miejsce, gdzie łatwo się odnaleźć ludziom o charakterze południowców. My mamy w sobie słowiańską duszę, która jest zarówno melancholijna, jak i skora do zabawy. Osoby towarzyskie i z wielkim temperamentem, które w chaosie wielu bodźców zewnętrznych czują się jak ryby w wodzie, mogą nie odnajdywać się w Norwegii, która nie pulsuje życiem i posiada spowolnione tętno.







Uwielbiałam wyglądać przez okno w samolocie, kiedy obniżaliśmy lot nad Norwegią. W Polsce zostawiałam proste drogi, skupiska świateł i budynków, po to, aby po 1,5 – godzinnym locie w chmurach trafić do zupełnie innego świata, który określa spokój i porządek.




Generalnie im bliżej gór, tym mniej oznak cywilizacji. Długie kręte drogi, wiją się w nieskończoność wśród bezkresnych widowiskowych terenów, gdzie jedynym przejawem obecności człowieka jest okresowo jakaś stacja benzynowa. Czasami pojawiają się małe zapomniane wioski, porozrzucane w dolinach między fiordami, otoczone wysokimi górami. Jedyna droga do nich prowadzi przez długi tunel wykuty w skale. Nie zraża to tubylców, dla których takie miejsce jest idealną alternatywą na weekendowy wypad za miasto. Wielu Norwegów posiada domki letniskowe w niewielkich górskich miasteczkach. To popularne miejsce na pustelnię czy azyl. Dla kogoś, kto marzy o spokoju, izolacji i skrajnym odcięciu. Dla obserwatorów, potrzebujących refleksji nad sobą i nad światem. Albo dla kogoś, komu zależy na spędzeniu czasu wyłącznie w gronie najbliższych.







sobota, 5 kwietnia 2014

„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (1)

Na skutek zbiegu wielu okoliczności, świadomie lub trochę mniej – w końcu przybijamy do swojego życiowego portu, tak jak Odyseusz do Itaki. Znajdujemy swoją przystań, swoje miejsce na Ziemi, swoje przeznaczenie. Zapuszczamy korzenie.

Jesteśmy różni. Niektórzy z nas kochają morze, inni – góry. Niektórzy świetnie odnajdują się w miejskiej aglomeracji, inni wolą spokojną egzystencję na łonie natury.

O tym, jak duży wpływ na  człowieka ma otoczenie – przekonałam się najlepiej, kiedy mieszkałam w Norwegii. Mam tendencję do chłonięcia atmosfery miejsca, w którym się znajduję. Przesiąkam nią. Jestem jak papierek lakmusowy i nie zawsze wychodzi mi to na zdrowie.




NORWESKIE POWIETRZE


Norwegia to kraj dla ekologów. Czuć w nim potęgę przyrody. Jest tam wiele miejsc nietkniętych przez człowieka (co nie znaczy, że nieodkrytych), unikalnych, pierwotnych, dlatego też zjawiskowo pięknych. W Norwegii bez dwóch zdań szanuje się naturę i jej siłę. Dba się również o środowisko naturalne. Nikt nie śmieci, woda jest przejrzysta, a powietrze krystalicznie czyste, orzeźwiające. Poza charakterystycznymi fiordami, które jak krwioobieg przecinają ziemię, zetkniemy się też z wieloma skupiskami skalnymi. Na zachodzie jest ich mnóstwo. Pomyślcie, jaka to musi być benedyktyńska praca – wykuwać autostrady i budować miasta w tak trudnych warunkach przyrodniczych! Norweską naturę ciężko jest okiełznać. To, co szczególnie uwielbiam w Norwegii to wodospady. Dopóki tam pierwszy raz nie pojechałam, nie byłam świadoma, że ten kraj posiada wodospady i co więcej – jest ich tak wiele. Zakochałam się bez pamięci. Skandynawia jest też bardzo zalesiona. Wszyscy wiemy, że kontakt z naturą może być formą terapii, zwłaszcza na pośpiech i stresy współczesnej cywilizacji, ale norweska natura ma dodatkową wartość – ogrom. Bez trudu można się zagubić, zatopić, zatracić w bezkresnej, wyciszonej przestrzeni. Jednocześnie można poczuć jak ludzka jednostka jest bezsilna, krucha i słaba w obliczu przyrodniczego majestatu. Czujemy się często panami świata, ale tak naprawdę nie mamy szans w starciu z żywiołem wymierzonym przeciwko nam. Norweska przyroda uczy pokory. Jest przepustką do innego świata, który rządzi się swoimi prawami. Jest onieśmielającym sacrum. Jest Nauczycielem.