Moja pierwsza podróż do Norwegii wydawała
mi się niezobowiązująca w momencie podejmowania decyzji, ale okazało się, że
zmieniła wszystko. W G. zaczęło pojawiać się dużo zakrętów w moim życiu. Dużo
więcej niż byłam w stanie pokonać. Zaczęłam się gubić, błądzić we
mgle, podejmować złe decyzje i palić za sobą wszystkie mosty, co zawsze wydaje
mi się najbezpieczniejszym wyjściem. To mój standard działania, kiedy zmiany
zaczynają się nagle i nakładają się na siebie, a ja przestaję panować nad
sytuacją i myśleć logicznie. W tym szaleństwie jest metoda. Jestem tchórzem. Uwielbiam
uciekać, bo codzienność mnie nudzi. Wiedziałam jedno, że wraz z rzuceniem
pracy, skończył się jakiś etap w moim życiu. Wiedziałam też, że moja kolejna
zmiana mieszkania i przeprowadzka była błędem. Podejmowanie decyzji w
pośpiechu, bez myślenia o konsekwencjach, nigdy nie może być dobrym
rozwiązaniem. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Zwłaszcza, że mój
młodociany współlokator, żywił wobec mnie dużo cieplejsze uczucia niż ja do
niego. Wspólne mieszkanie nie mogło wyjść nam na dobre. Zlekceważyłam jednak
ten problem i to chyba w całym tym chaosie, który sama przecież stworzyłam,
było moim największym grzechem. Nie potrafiłam posprzątać po sobie bałaganu,
zamiast tego pogłębiałam go jeszcze bardziej.
W tym trudnym dla mnie momencie, rękę
wyciągnęła do mnie osoba, na którą zawsze mogłam liczyć. Mój rycerz w lśniącej
zbroi. Mój osobisty Anioł Stróż, stojący 24 godz. na posterunku. Mój norweski
telefon zaufania, dostępny o każdej porze dnia i nocy. Zaproponował, że mogę Go
odwiedzić. Nie zastanawiając się specjalnie nad kontekstem tego zaproszenia
(mój standard działania), zgodziłam się. Chciałam uciec od problemów jak
najdalej. Choćby na koniec świata. Byłam wtedy nieświadoma, że problemy (a może
raczej ich źródło?) zabieram tak naprawdę wszędzie ze sobą. Są moim
niechcianym, niewygodnym, lekceważonym Nadbagażem…
MY NORWEGIAN REQUEST STOP
My first trip to Norway seemed to me as non binding in the time of the
decision but it turned out that it changed everything. A lot of complications
began to appear in my life in G.. Much more than I was able to overcome. I
started getting lost, wandering in the fog, making bad decisions and burn all
the bridges behind me, which always seems to me to be the safest option. This
is my standard action when changes start suddenly and overlap so I stop to
control the situation and can’t think logically. There is method in this madness.
I'm a coward. I love to run, because I get bored in everyday life. I knew that,
along with quitting work, I ended some phase in my life. I also knew that my last
change of apartment and moving was a mistake. Making a decision in haste,
without thinking about the consequences, can never be a good option. I found
out about this in the hardest way. Especially since I noticed that my young
roommate had much warmer feelings than I had for him. Shared accommodation
could not come up roses. But I ignored the problem and probably it was my
greatest sin in all of this chaos that I created. I couldn’t clean up the mess but
instead I deepen it even more.
In this difficult time for me, someone lent a helping hand, the person whom
I could always count on. My knight in shining armor. My personal guardian angel,
standing 24 hours at the station. My Norwegian helpline available at any time
of day or night. He suggested that I could visit Him. Without thinking
specifically of the context of this invitation (my standard action), I simply agreed.
I wanted to get away from the problems as far as possible. Even at the end of
the world. But I was unaware in that time that you really taking the problems
(or rather their source?) everywhere with you. This is my unwelcome,
uncomfortable, neglected Excess
baggage...

