poniedziałek, 28 października 2013

Wind of change

MÓJ NORWESKI PRZYSTANEK NA ŻĄDANIE

Moja pierwsza podróż do Norwegii wydawała mi się niezobowiązująca w momencie podejmowania decyzji, ale okazało się, że zmieniła wszystko. W G. zaczęło pojawiać się dużo zakrętów w moim życiu. Dużo więcej niż byłam w stanie pokonać. Zaczęłam się gubić, błądzić we mgle, podejmować złe decyzje i palić za sobą wszystkie mosty, co zawsze wydaje mi się najbezpieczniejszym wyjściem. To mój standard działania, kiedy zmiany zaczynają się nagle i nakładają się na siebie, a ja przestaję panować nad sytuacją i myśleć logicznie. W tym szaleństwie jest metoda. Jestem tchórzem. Uwielbiam uciekać, bo codzienność mnie nudzi. Wiedziałam jedno, że wraz z rzuceniem pracy, skończył się jakiś etap w moim życiu. Wiedziałam też, że moja kolejna zmiana mieszkania i przeprowadzka była błędem. Podejmowanie decyzji w pośpiechu, bez myślenia o konsekwencjach, nigdy nie może być dobrym rozwiązaniem. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Zwłaszcza, że mój młodociany współlokator, żywił wobec mnie dużo cieplejsze uczucia niż ja do niego. Wspólne mieszkanie nie mogło wyjść nam na dobre. Zlekceważyłam jednak ten problem i to chyba w całym tym chaosie, który sama przecież stworzyłam, było moim największym grzechem. Nie potrafiłam posprzątać po sobie bałaganu, zamiast tego pogłębiałam go jeszcze bardziej.

W tym trudnym dla mnie momencie, rękę wyciągnęła do mnie osoba, na którą zawsze mogłam liczyć. Mój rycerz w lśniącej zbroi. Mój osobisty Anioł Stróż, stojący 24 godz. na posterunku. Mój norweski telefon zaufania, dostępny o każdej porze dnia i nocy. Zaproponował, że mogę Go odwiedzić. Nie zastanawiając się specjalnie nad kontekstem tego zaproszenia (mój standard działania), zgodziłam się. Chciałam uciec od problemów jak najdalej. Choćby na koniec świata. Byłam wtedy nieświadoma, że problemy (a może raczej ich źródło?) zabieram tak naprawdę wszędzie ze sobą. Są moim niechcianym, niewygodnym, lekceważonym Nadbagażem


MY NORWEGIAN  REQUEST STOP

My first trip to Norway seemed to me as non binding in the time of the decision but it turned out that it changed everything. A lot of complications began to appear in my life in G.. Much more than I was able to overcome. I started getting lost, wandering in the fog, making bad decisions and burn all the bridges behind me, which always seems to me to be the safest option. This is my standard action when changes start suddenly and overlap so I stop to control the situation and can’t think logically. There is method in this madness. I'm a coward. I love to run, because I get bored in everyday life. I knew that, along with quitting work, I ended some phase in my life. I also knew that my last change of apartment and moving was a mistake. Making a decision in haste, without thinking about the consequences, can never be a good option. I found out about this in the hardest way. Especially since I noticed that my young roommate had much warmer feelings than I had for him. Shared accommodation could not come up roses. But I ignored the problem and probably it was my greatest sin in all of this chaos that I created. I couldn’t clean up the mess but instead I deepen it even more.
In this difficult time for me, someone lent a helping hand, the person whom I could always count on. My knight in shining armor. My personal guardian angel, standing 24 hours at the station. My Norwegian helpline available at any time of day or night. He suggested that I could visit Him. Without thinking specifically of the context of this invitation (my standard action), I simply agreed. I wanted to get away from the problems as far as possible. Even at the end of the world. But I was unaware in that time that you really taking the problems (or rather their source?) everywhere with you. This is my unwelcome, uncomfortable, neglected Excess baggage...

sobota, 26 października 2013

Home

BUMERANG


Uświadomiłam sobie, że do domu rodzinnego wracam jak bumerang. To jedyne miejsce na świecie, gdzie czuję się bezpiecznie i dokąd mogę uciec po licznych zawirowaniach w moim życiu, po to, żeby lizać w spokoju rany i zbierać siły do nowej walki. To jedyna Przystań i jedyna Stabilizacja, jaką teraz mam. Miejsce, gdzie czasem pojawiam się ze złamanymi skrzydłami, po to, żeby odrodzić się jak feniks z popiołów. I po to, aby kolejny raz wyfrunąć z gniazda. Ale z każdym moim kolejnym powrotem, mogę uświadomić sobie, jak bardzo się zmieniłam od czasów poprzedniego. Zmiany są dobre. Pod warunkiem, że są to zmiany na lepsze. Tylko do takich dążę. Dążę do perfekcji. 





 BOOMERANG



I realized that I come back to my family home like a boomerang. This is the only place in the world where I feel safe and where I can escape from the many twists in my life, just to lick the wounds in peace and gather strength for a new fight. It is the only Harborage and the only Stabilization that I’m having now. The place where I sometimes show up with broken wings, just to be reborn like a phoenix from the ashes. In order to fly the nest once again. But, with each and every return, I realize how much I have changed since the previous one. Changes are good. Provided that these changes are for the better. I strive only for this one. I strive for perfection

czwartek, 24 października 2013

At the crossroads (10)

Zostało trochę czasu do odlotu, więc wróciliśmy jeszcze na chwilę do samochodu. Przesiedliśmy się na tylne siedzenie. Wziął mnie na kolana. Wiedziałam, że chciał się tam ze mną kochać, ale chyba miał opory, bo dookoła na parkingu wciąż byli jacyś ludzie. Mi to nie przeszkadzało. Nie obchodziło mnie nic, co działo się na zewnątrz. Skupiłam się tylko na I., chciałam za wszelką cenę zostać z Nim jak najdłużej. Chciałam zapamiętać i przeżyć jak najwięcej. Byłam bardzo zachłanna, bo kochałam Go tak bardzo. Ale nie byłam jednocześnie wzorem trzeźwości już w domu, a w aucie piłam jeszcze piwo, którym mnie poczęstował, więc po tym jak zażartowałam:

Chcesz mnie wykorzystać, a później porzucić!


Zablokował się i już nie liczył na seks. Odłożyliśmy to. Na później…? Na nigdy…? Zamiast tego zdjęłam z Niego koszulkę. Teraz śpię w niej. Chcę czuć Jego zapach. Stałam się fetyszystką. I dobrze mi z tym. Dla mnie Jego zapach to najpiękniejsze perfumy, a Jego DNA to najlepszy kosmetyk i najskuteczniejsze lekarstwo. I nie potrafię przestać kochać. Nie przetnę ten liny. Nie chcę się uwolnić. Nigdy. I nigdy nie stracę nadziei, że jeszcze będziemy razem. To jedyny most, którego nie potrafię za sobą spalić.



It has been some time for departure so we went back to the car for a moment. We changed to the back seat. He took me to His knees. I knew that He wanted fuck me there, but He was hesitant because around the parking were still some people. I didn’t mind. I didn’t care about anything that was going on outside. I focused only on I., I wanted for at all costs to stay with Him as long as possible. I wanted to remember and experience as much as possible. I was very greedy because I loved him so much. But I wasn’t example of sobriety already in the home, and even in the car I drank beer, which I. offered me, so after I joked:

- Do you want to use me and dump after that?! -

He locked up and no longer expected to have sex with me. We must postponed it. Put on ice…? Put off forever...? I took off His shirt, instead. Now I’m sleeping in it. I want to feel His smell. I became fetishist. And I'm okay with that. For me, His smell it’s the most beautiful perfume scent and His DNA is the best and most effective cosmetic medicine. And I can’t stop loving. I can’t cut off the rope. I don’t want to break free. Never. I'll never lose hope that we'll be together once more in the future. This is the only bridge that I can’t burn.

poniedziałek, 21 października 2013

At the crossroads (9)

Kiedy na lotnisku pomagał mi zanieść walizkę do odprawy bagażowej, musieliśmy przez chwilę czekać w kolejce. Zwierzyłam Mu się:

– Podejmujesz trudne decyzje, ale podoba mi się to w Tobie. Naprawdę rozumiem Twój punkt widzenia. I myślę o Tobie perspektywicznie. Nie wierzę, że to już koniec między nami. Nie wierzę, że kontakt się urwie...

– Możesz pisać. Pisz, jeśli mnie kochasz.

– Po co? Ja nie wierzę w związki na odległość.


– Przylecę do G. po Twoje majtki.



Once, at the airport He helped me to carry the suitcase to check in, we had a while to wait in line so I had time to confided to Him:

- You make tough decisions but I like that in you. I understand your point of view. I’m thinking of you in long-term. I can’t believe that this's over between us. I don’t believe that the contact will break forever...

- You can write. Write, if you really love me.

- What for? I don’t believe in the distance relationships.

- I arrive in G. on your panties.

sobota, 19 października 2013

At the crossroads (8)

Znowu byłam blisko Niego i chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W końcu mogliśmy spokojnie i szczerze rozmawiać o wszystkim. Zapytał mnie, gdzie byłam na wakacjach. Mimo że przecież pisałam Mu, że jestem u rodziców. Byłam rozczarowana. Wciąż nie mógł uwierzyć, że pomimo wielu wad, które posiadam, akurat z wiernością nigdy nie miałam problemu.

– Byłam w domu. Cały czas. Moja mama płakała, kiedy wyjeżdżałam. Nigdy to się jeszcze nie zdarzyło. Patrzyłam na nią i pomyślałam wtedy, że jedynymi osobami na świecie, które kochają mnie prawdziwie i bezinteresownie, jest moja rodzina.

– Czemu tak zareagowałaś, kiedy mieliśmy wypadek na motorze?

– Bo nie lubię, kiedy ludzie pokazują słabość. Sama staram się jej nie okazywać.

Czemu nie napisałeś mi, że ta ręka jest jednak złamana?

Nie pamiętam czy odpowiedział…

Zapytał mnie o M.

– Odezwał się 2 dni po tym, kiedy napisałeś mi, że do siebie nie pasujemy. Już wtedy wiedziałam, że to początek końca między Tobą a mną.

Rozbawiło go to.

– Nie wierzę, że sam się odezwał.

– Ale to prawda. Stwierdził, że to intuicja. Zaprosił mnie do siebie.

– Może się zakochał.

– Wątpię. Ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Powoli w ogóle przestaję wierzyć w miłość…

– Ile ma lat?

– 35.

– Bądź dla Niego dobra. Może was odwiedzę. On będzie bardziej brutalny. Takich facetów jak ja już nie ma.

– Wiem.

– Wybierasz skomplikowane rozwiązania, drogę pełną zakrętów. Powinnaś na siebie uważać. Jesteś dziwnym człowiekiem. Najdziwniejszym, jakiego poznałem…


Dużo rozmawialiśmy. I. wiedział, że po alkoholu jest w stanie wyciągnąć ze mnie wszystko. Słowa pijanych są przecież myślami trzeźwych. Byłam tego świadoma, ale nie miałam do Niego pretensji. Nie miałam nic do ukrycia. I nie miałam już nic do stracenia. Potem sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Zamiast rozmowy, woleliśmy wyrazić się w inny sposób. I to był najlepszy seks, jaki pamiętam. Chociaż tyle mogłam Mu dać. Namiastkę szczęścia. Bardzo nie chciałam wypuścić Go z łóżka. Starałam się jak najbardziej odciągnąć moment rozstania. Niestety w końcu nadszedł…



I was close to Him again and I wanted this moment to last forever. In the end, we were able to talk about everything with calm and honest. He asked me where I was on vacation. Although, after I wrote to Him that I was in my parents. I was disappointed. He still couldn’t believe that despite the many flaws that I have, I just never had a problem with faithfulness.

- I was at home. All the time. My mom cried when I left. It has never happened yet. I looked at her and I thought then that the only people in the world who love me truly and selflessly, is my family.

- Why you didn’t react when we had an accident on a motorcycle?

- Because I don’t like when people show weakness. I try to never show it by myself.

Why don’t you write to me that you hand is really broken?

I don’t remember the answer...

He asked me about M.

- He spoke to me two days after you wrote to me that we don’t match to each other. Even then, I knew that it was the beginning of the end between you and me.

It amused Him.

- I can’t believe he spoke first.

- But it's true. He said that this is intuition. He invited me to his place.

- Maybe he fell in love.

- I doubt it. I don’t believe in love at the first sight. Slowly, I stopped believe in love at all...

- How old is he?

- 35.

- Be good for him. Maybe I will visit you. He will be more violent than I. Guys like me is gone now.

- Yes, I know that.

- You choose complicated solutions, a winding road. You should take care of yourself. You're a strange person. The strangest person, I've ever met...

We talked a lot. I. knew that the alcohol is able to draw from me all. Words of drunks are actually thoughts of sober. I was aware of it but I didn’t blame Him. I had nothing to hide. And I had nothing to lose also. Then, things took a different turn. Instead of talking, we preferring to express ourselves in other way. And it was the best sex I remember. I could give Him only this. Substitute for happiness. I didn’t want to let Him out of bed. I tried to pull away the moment of parting as much as possible. Unfortunately, the time has come finally...

środa, 16 października 2013

At the crossroads (7)

Siedziałam na podłodze w sypialni i pakowałam resztę rzeczy. On wrócił spod prysznica i przeszedł obok mnie do sąsiedniego pokoju. W mojej głowie pojawiła się refleksja i natychmiast ją zwerbalizowałam:

– Wiesz, co ja myślę? Myślę, że Ty mnie nigdy nie kochałeś i dopiero teraz sobie to uświadomiłeś. I nie potrafisz powiedzieć mi tego wprost… Co Ty do mnie tak naprawdę czujesz?

Nie odpowiedział…

Kiedy ostatecznie uporałam się z pakowaniem, I. leżał już na łóżku. Wiedziałam, że to koniec między nami, ale patrzyłam na Niego z przyjemnością, bez cienia żalu czy pretensji. Nie widzieliśmy się przez prawie 3 miesiące. Tak cholernie za Nim tęskniłam i tak marzyłam, żeby Go dotknąć…

– Wiem, że to nic nie zmieni, ale mogę się do Ciebie przytulić?

– Chodź.




I sat on the floor in the bedroom and was packing the rest of my things. He came out from the shower and walked past me, into the next room. In my head there occurred one reflection and I verbalised it immediately:

- You know what I’m thinking now? I guess you never loved me but you understand it just now. And now, you simply afraid to say it directly to me... What are you really feel to me?

He didn’t answer...

When I finally got through the packaging, I. was lying on the bed. I knew well, that this is over between us, but I looked at him with pleasure, without a trace of regret or blame. We hadn’t seen each other for nearly three months. I so damn missed Him and I also so dreamed to touch Him...

- I know that it doesn’t change anything, but can I hug you?
- Come on.

niedziela, 13 października 2013

At the crossroads (6)

I w końcu dotarło do mnie, że w ten sposób zostałam oficjalnie porzucona. Pierwszy raz w życiu. I pogodziłam się z tym, bo nie jestem na tyle zakłamana, żeby nie dostrzegać faktu, że ta decyzja, była po prostu skutkiem mojego zachowania. Szanuję decyzje I. i wierzę w sprawiedliwość i obiektywizm Jego oceny sytuacji. Przekonałam się też, że cokolwiek by ze mną zrobił i tak jestem w stanie wybaczyć Mu wszystko. Wydaje mi się, że zawsze rozumiałam Jego punkt widzenia i nie lekceważyłam Go, dlatego nie przemawia do mnie w 100 % - ach Jego argument, będący podstawą naszego rozstania. Argument o tym, że Go nie szanuję i manipuluję. Wiem, że gubi mnie mój introwertyzm, indywidualizm i to, że nie ma we mnie harmonii myśli, słów i czynów. Nie umiałam się zaangażować, zlekceważyłam wagę małych gestów i jest już za późno, żeby to naprawić. On we mnie nie wierzy. I tylko z tym faktem nie mogę się jeszcze pogodzić. Jak On mógł tak łatwo ze mnie zrezygnować, mimo że tak bardzo mnie kochał?! Przynajmniej bardzo mnie o tym zapewniał. Różnica między nami jest taka, że ja znając dobrze wszystkie Jego wady i wiedząc, jak trudny ma charakter, mimo wszystko nie poddawałam się i chciałam z Nim być. Dostrzegałam potencjał tego związku. Wcale nie uważałam, że to masochizm i same straty. Nie boję się kompromisów. Nigdy nie składam całej odpowiedzialności za problemy w związku tylko na drugą stronę, bo jestem świadoma, że wszelkie zmiany trzeba zaczynać od siebie. Dlatego też nie boję się również problemów, bo uważam, że nie ma nic za darmo i że jeżeli coś ma mieć wartość, musi być zdobywane pracą. Nad związkiem trzeba pracować, po to, żeby mógł być idealny. Szczęście nie jest podane na tacy. Najważniejsze są chęci. Po obu stronach. Wiedziałam, że wiele mogę Mu dać i sprawić, żeby był szczęśliwy. Tylko, że jestem świadoma, że jeżeli komuś zależy, to znajdzie rozwiązanie, a jeżeli nie – znajdzie wymówkę. Bardzo się zmieniłam dla Niego, chociaż On tego nie widzi. „Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. I. po prostu się poddał.



And then, it occurred to me that in this way, I was officially abandoned. For the first time in my life. I deal with it because I'm not hypocritical enough to overlook the fact that this decision was simply the result of my behavior. I respect I. decision’s and I believe in fairness and objectivity of His assessment of the situation. I have found also, that whatever He do with me, I am able to forgive Him everything. It seems to me that I always understand His point of view and I didn’t ignore Him, so His argument, which is the basis of our separation, doesn’t appeal to me in 100 per cent. The argument that I don’t respect Him and manipulated a lot. I know that I am lost because of my introversion, individualism and the fact that there is no harmony in my thoughts, words and deeds. I couldn’t get involved, I ignored the importance of small gestures and it is too late to fix it. He doesn’t believe in me. And this is the only fact that I can’t even accept. How He could so easily give up with me, despite the fact that He loved me so much?! At least, I was always very assured about it. The difference between us is that I know well all His faults and knowing how difficult is His character and I didn’t give up and I wanted to be with Him, after all and no matter what. I really saw the potential of our relationship. I never thought that it was masochism and the same loss. I'm not afraid to compromise. I don’t submit the entire responsibility for the problems in relation to the other side only because I’m aware that any changes you need to start with yourself. Therefore, I don’t fear the problems because I think that in this world there is nothing for free and that if something has real value, it must be earned by hard work. You have to work on the relationship, just to be able to be perfect. Happiness is not indicated on the tray. The most important is the desire. On both sides. I knew that I can give Him much and also make Him happy. It's just that I'm aware of that, if someone cares, he will find a solution, and if he not - finds an excuse. I've changed for Him but He couldn’t see it. "You remain responsible forever for what you have tamed". I. just gave up.

czwartek, 10 października 2013

At the crossroads (5)

Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko przestać walczyć i grzecznie spakować całe moje dotychczasowe życie z Nim do walizek. Misja wydawała mi się niemożliwa. Alkohol bardzo mi pomógł zmierzyć się ze wszystkim. Kolejny raz przekonałam się, że Jack Daniel’s jest najlepszym przyjacielem kobiety. Zawsze rozumie, jest niezawodny i nie ocenia. Po prostu jest. Okazało się przy okazji, że życie na walizkach przez ostatni rok, zmieniło moje podejście do pakowania. Przestałam reagować alergicznie na tę czynność, stałam się ozięble logiczna i zorganizowana. Zupełnie inaczej niż w życiu. Pakowanie zawsze generuje jakiś nieporządek, ale jest to jedyny bałagan, nad którym panuję. Bałaganu mojego zachowania i konsekwencji moich decyzji, do tej pory nie udało mi się tak doskonale ogarnąć. Ale staję się w tym coraz lepsza – praktyka czyni mistrza.


So I was left with no choice but to stop fighting and politely pack up my whole life with Him to the case. The mission seemed impossible. Alcohol helped me deal with everything. Once again, I found out that Jack Daniel's is a girl's best friend. He always understoods. He is reliable and doesn’t judge. He just is. It turned out that living out of a suitcase for the last year, changed my approach to packaging. I stopped responding allergic to this process, I became coldly logical and organized. Totally different than in life. Packing always generates a mess but this is only mess which I can control. Clutter my behavior and the consequences of my decision, I’m not been able to so perfectly comprehend so far. But I get this better and better - practice makes perfect.

poniedziałek, 7 października 2013

At the crossroads (4)

I mogłam już tylko oświadczyć z przekonaniem:

– Będziesz tego żałował.

Odpowiedział po prostu:

– Wiem.


I nie powiedział już nic więcej. Pomyślałam wtedy jak bardzo chciałabym, żeby był w końcu szczęśliwy, a patrząc na stan, w którym Go zastałam, było mi przykro, że tak nie jest. I wiedziałam, że jestem winna. Decyzja zapadła i była nieodwołalna. Nie mogłam już wnieść apelacji. Nawet nie chciałam. Nie jestem aż taką egoistką. Pomyślałam też, że Jego brak szczęścia ze mną, jest najlepszą motywacją, żeby od Niego odejść. Prawdziwą miłość określa to, że potrafi wyrzec się swojego szczęścia dla szczęścia kochanej osoby. I nigdy nie wątpi, że to uczciwa stawka. I chociaż każde miejsce na świecie, gdzie Go nie ma, jest moim więzieniem, a rozstanie jest moją karą za grzechy, to jest też jednocześnie moim wybawieniem – początkiem resocjalizacji. Wiem, że kiedy się pozbieram, ułożę elementy układanki, z których się składam, będę jeszcze silniejsza i bardziej świadoma siebie i świata. Silniejsza dla siebie. I chciałabym wierzyć, że także silniejsza dla Niego. 



I could only declare with conviction:

- You will regret it.

He replied simply:

- I know.

And He didn’t say anything more. And I thought, how I wish He was finally happy, and when I’m looking at the condition in which I found him, I was sorry that it doesn’t happen. I knew I am guilty. The decision was made and it was irrevocable. I couldn’t have appeal. I don’t even want to. I'm not so selfish. I also thought that his unhappiness with me, is the best motivation to move away from Him. True love sets that you can give up your happiness for the happiness of a loved one. And never doubt that this is a fair rate. And although every place in the world, where he is not there, is my prison, and parting is my punishment for sin, it is also at the same time my salvation - the beginning of rehabilitation. I know that when I get to put together, compose the pieces of which I am filed, I will be even stronger and more aware of myself and the world. Stronger for myself. And I believe that stronger for Him also.

sobota, 5 października 2013

At the crossroads (3)

Po serii ciosów z obu stron, które tylko potęgowały agresję i wpędzały nas w błędne koło, zaczęłam powoli odpuszczać. Wiedziałam, że mój upór był bezsensowny. Zapytałam tylko:

– Czy już nic nie jestem w stanie zmienić? Nic nie mogę dla Ciebie zrobić, pomóc Ci i jakoś Cię przekonać, że się zmieniłam i że mi na Tobie zależy?
– Idź do kościoła i pomódl się za mnie.odpowiedział.
– Po co?
– Żebym przestał być takim skurwysynem.


Wiedziałam już, że jest taki twardy, uparty i nieugięty, że żadne moje słowa nie są w stanie Go przekonać. Nawet mój, dotychczas niezawodny, kobiecy urok osobisty. Myślałam zawsze, że każdy mur jest bramą, ale teraz wiem, że czasami trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić. Strach przed porażką nie jest gorszy niż próba przeciągnięcia liny na swoją stronę, za wszelką cenę, kosztem drugiej osoby. Nie chciałam jeszcze bardziej Go prowokować. Nie chcę, żeby I. stał się moim wrogiem. Nie zniosłabym tego, zwłaszcza, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, a my balansowaliśmy właśnie na krawędzi. Myślę, że powoli uczę się pokory i coraz częściej zakładam kaganiec mojej indywidualności. Dla dobra tych, którym na mnie zależy.


After a series of punches from both sides which only intensified aggression and entrap us in a vicious circle, I started to let go. I knew that my stubbornness was senseless. I only asked Him:

- Maybe I can do something, change something? Can I do anything for you, help you and somehow convince you that I have changed and that I care about you?
- Go to church and pray for me. – He answered.
- For what?
- So I stopped being such a bastard.

I already knew that He is so tough, stubborn and adamant that none of my words are able to convince Him. Even my, yet reliable, feminine charm. I thought always that every wall is a door, but now I know that sometimes you have to know when to let go. Fear of failure is worse than trying to drag a line to your site, at all costs, at the expense of the other. I didn’t want to provoke Him even more. I don’t want I. became my enemy. I couldn’t bear it, especially that from love to hate there is just one step and we balance just on the edge. I think that I slowly learn to be humble and I increasingly assume the muzzle of my individuality. For the sake of those who care about me.

wtorek, 1 października 2013

At the crossroads (2)

Było mi przykro, bo przez 2 dni od mojego powrotu I. unikał mnie jak ognia. To było dziecinne. Teraz w końcu przestał przede mną uciekać i po raz pierwszy od 3 miesięcy mogłam na Niego spojrzeć. Był taki smutny i zmęczony. Nie zauważyłam do tej pory, że ma tyle zmarszczek. A może wcześniej tyle ich nie było? Zamiast Idealisty i Marzyciela, którego chciałam zobaczyć, stanął przede mną typowy Człowiek z Przeszłością. Z bagażem doświadczeń, który za bardzo Go obciąża, z którym nie umie sobie poradzić. Jeden z najsmutniejszych widoków w moim życiu… Próbowałam Go zrozumieć i zapytałam:

– Ile trwał Twój najdłuższy związek?

To był mój błąd. I. wściekł się, chociaż zawsze umiał zapanować nad emocjami. Jeszcze nigdy nie patrzył na mnie z taką agresją i wrogością.

– Będziesz mnie teraz sprawdzać?!

Nie zareagowałam. I już nawet nie musiał odpowiadać – wiedziałam wszystko, co chciałam. Wiedziałam też jak bardzo jest z Nim źle…





I was sad because for two days since my return, I. avoid me like the plague. It was childish. Now, when He finally stopped to run away, I could look at Him for the first time since three months. He was so sad and tired. Until now I didn’t noticed that He has so many wrinkles. Or maybe they were not there earlier? Instead of Idealist and Dreamer which I wanted to see, he stood in front of me like a typical Man with The past. With the baggage of experience which charged him too much, which can’t cope with. One of the saddest sights in my life... I was trying to understand him and asked:

- How much have your longest relationship lasted?

That was my mistake. I. was furious, although He has been always able to control His emotions. He has never looked at me with such aggression and hostility.

 - You’ll try to check me now?!

I didn’t react. And He doesn’t even has to answer - I knew everything that I wanted. I also knew how bad He was…