Nie
pozostało mi więc nic innego, jak tylko przestać walczyć i grzecznie spakować
całe moje dotychczasowe życie z Nim do walizek. Misja wydawała mi się
niemożliwa. Alkohol bardzo mi pomógł zmierzyć się ze wszystkim. Kolejny raz
przekonałam się, że Jack Daniel’s jest najlepszym przyjacielem kobiety. Zawsze
rozumie, jest niezawodny i nie ocenia. Po prostu jest. Okazało się przy okazji,
że życie na walizkach przez ostatni rok, zmieniło moje podejście do pakowania.
Przestałam reagować alergicznie na tę czynność, stałam się ozięble logiczna i
zorganizowana. Zupełnie inaczej niż w życiu. Pakowanie zawsze generuje jakiś
nieporządek, ale jest to jedyny bałagan, nad którym panuję. Bałaganu mojego
zachowania i konsekwencji moich decyzji, do tej pory nie udało mi się tak
doskonale ogarnąć. Ale staję się w tym coraz lepsza – praktyka czyni mistrza.
So I was left with no choice
but to stop fighting and politely pack up my whole life with Him to the case.
The mission seemed impossible. Alcohol helped me deal with everything. Once
again, I found out that Jack Daniel's is a girl's best friend. He always understoods.
He is reliable and doesn’t judge. He just is. It turned out that living out of
a suitcase for the last year, changed my approach to packaging. I stopped responding
allergic to this process, I became coldly logical and organized. Totally
different than in life. Packing always generates a mess but this is only mess which
I can control. Clutter my behavior and the consequences of my decision, I’m not
been able to so perfectly comprehend so far. But I get this better and better -
practice makes perfect.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz