Człowiek jest jak drzewo.
Potrzebuje korzeni, które dają mu oparcie, stabilizację,
bezpieczeństwo i poczucie przynależności. Korzenie to symbol dojrzałości i
odpowiedzialności, a te determinują racjonalizm i pragmatyzm. Korzenie to
miejsce, do którego przylegamy. Miejsce, które nazywamy domem. Osadzamy się w
tym miejscu, w swoim scenariuszu (rodzina, praca, znajomi, czas wolny).
Umacniamy siebie. Jest tylko jedno „ale”. Świat jest zmienny i to jego
najbardziej pewna cecha. Wszystko płynie. Dziś się śmiejesz, jutro będziesz
płakał. Dziś zyskujesz, jutro tracisz. Na świecie musi przecież istnieć
równowaga, a uwikłani w naszej ludzkiej dualności, egzystując na świecie
biegunowości – nic nie jest pewne na 100%. Żadna wartość, z którą się utożsamiamy:
dom, praca, zdrowie, znajomi czy też twarz, jaką pokazujemy światu. Pewne są
tylko zmiany. Tymczasem my kurczowo trzymamy się swojego mikrokosmosu, swojego
małego świata, swojej prywatnej świątyni, którą zbudowaliśmy, umacnialiśmy i
misternie dekorowaliśmy przez wiele lat. Może nawet przez całe życie, traktując
ją jak coś trwałego, nienaruszalnego i wiecznego. Kurczowo czepiamy się tego, co mamy, tego, co znamy, tego, do czego
zdążyliśmy się przyzwyczaić, bo w chaotycznym świecie daje nam to punkt oparcia,
drogowskaz, kompas jak odnaleźć się w świecie dookoła nas. Nasz świat daje jednak
tylko iluzję kontroli. Nic i nikogo nie posiadamy na własność. Możemy tylko
doświadczać, odczuwać. I pozwolić odejść, kiedy przyjdzie właściwa pora.
Zdolność odpuszczania wszystkiego, czego się kurczowo trzymamy: wszystkich naszych
wyobrażeń, pragnień i oczekiwań oraz nieprzywiązywanie się do żadnego ze swoich
scenariuszy życiowych – oznacza koniec cierpienia.
Czy warto utożsamiać swoje korzenie
z miejscem, gdzie żyjemy; z ludźmi, w których oczach lubimy się przeglądać; z
pracą, jaką wykonujemy?
Wierzę, że nasze prawdziwe korzenie to coś
dużo więcej, a porzucając na chwilę gęsty świat materii, odkrywamy, że prawdziwe
korzenie są w nas. To nasza psychofizyczność, której nie da się uchwycić
namacalnie, ale wystarczy zatrzymać się na chwilę i w ciszy zapuścić korzenie w
głąb siebie, zaufać sobie i swojej niezawodnej, choć zagłuszanej na co dzień intuicji,
uwierzyć w siebie, aby zawsze mieć stały punkt oparcia, bez względu na
okoliczności, gdziekolwiek się nie udamy i cokolwiek nie spotka nas na naszej
drodze. Kim jesteśmy, jeśli nie potrafimy zaufać sami sobie? Chorągiewką na
wietrze, zamkiem budowanym na piasku, pogrzebanym skarbem, ptakiem, który
zapomniał jak latać. Ale pielęgnując korzenie w sobie mamy pewność, że choćby
nasz osobisty świat się walił i kruszył od podstaw, nawet bez przyczyny i bez naszej
winy, to żadne trzęsienie ziemi nie będzie w stanie na nas trwale wpłynąć, bo
po okresie destabilizacji okaże się, że chociaż naszego świata już nie ma, to my
wciąż jesteśmy. Co to oznacza? Tylko tyle, że poczucie bezpieczeństwa,
oparcie i przynależność to zaufanie do Życia jako takiego, które powinno
wypływać z naszego wnętrza i nie może być uzależnione od zewnętrznych
czynników. Wiara w siebie, w to, że sobie poradzę, że coś znaczę i wierność swoim ideałom – to prawdziwe
korzenie. Umacniamy je, kiedy przechodzimy transformację poprzez różne życiowe doświadczenia:
dobre i złe, które przyjmujemy w pokorze. Dzięki temu dojrzewamy i stajemy się
coraz doskonalsi. Korzenie już w nas są – wystarczy tylko je odkryć i
zapuszczać coraz głębiej w sobie, ale jednocześnie tak jak drzewo – piąć się w
górę, aby dosięgnąć nieba. Czy na tym właśnie nie polega życie?
Gdy czasem macie wrażenie, że Wasz
świat się wali, uznajcie to za dobry znak.
Może jest to sugestia, że nie warto
odbudowywać wszystkiego od podstaw, posługując się tymi samymi kawałkami puzzli?
Może zniszczona układanka jest najlepszą motywacją do zmiany na lepsze jakiejś
części swojego życia, której do tej pory niepotrzebnie kurczowo się
trzymaliście? Może trzęsienie ziemi w życiu to potrzebna zmiana, którą musicie
przejść, żeby dojrzeć? Nie trzeba rozumieć natury tej zmiany, wystarczy zaufać,
bo skoro życie toczy się dalej, a Słońce wciąż wschodzi, to ostatecznie
wszystko będzie dobrze. To pewne.
