Celem odnalezienia zagubionego świadectwa
pracy, zostałam zmuszona do bardziej niż pobieżnych porządków już na
przedwiośniu, które doprowadziły do zaskakującego odkrycia – odgrzebały
przeszłość sprzed 17 lat i przywróciły pamięć. Pretekstem stały się pamiętniki,
które prowadziłam jako dziewczynka, tuż po wejściu w wiek „nastu” lat. Płacz i
śmiech towarzyszyły mi podczas wertowania stron, które zapisywałam z takim rozczulającym
wdziękiem i dbałością o estetykę, na jaką może sobie pozwolić tylko niewinne i
czyste dziecko, przebywające w swoim własnym niewinnym i czystym świecie.
10 VI 2001
r.
Moi
bracia naoglądali się filmu „MacGyver” i teraz noszą ze sobą podręczny zestaw
MacGyvera, znajduje się w nim m.in. sznurek, śrubokręt, drut i coś tam jeszcze
oraz cukier w temperówce mający dwa zastosowania:
1)
w razie gdy złapią ich agenci obcych wywiadów
ma posłużyć za cyjanek
2)
gdyby zaproszono ich na przyjęcie mieliby już
cukier do herbaty.
Ostatnio
dużo oglądali też „Power Rangers”, dlatego często wchodzą do szafy, która służy
im za Zorda.
15.IX.2001
r.
Nie
mogę już, chodząc do biblioteki, dekorować moich wpisów do zeszytu odwiedzin w
czytelni kwiatkami, bo zabroniła mi bibliotekarka po wizycie kontrolerów. Na
szczęście ona myśli, że ja naprawdę pisząc, stawiam takie wielkie na trzy
kratki zawijasy.
30 V
2000 r.
Piesek
Jakieś
2 miesiące temu tatuś i mamusia zapytali czy nie chcielibyśmy jeszcze jednego
pieska. Naturalnie zgodziliśmy się. Psiaka mieliśmy wziąć od wujka N. Czekałam
na niego z utęsknieniem. Jest śliczny, nieposłuszny i strasznie przez nas
rozpieszczony.
Nazwaliśmy
go Rocky.
Wpis z 30 maja 2000 r. jest ostatnim z
mojego pierwszego pamiętnika. Wpis ten jest dla mnie tym cenniejszy, bo mój
pies już nie żyje. Był z nami do 2014 r. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że czas
mija, ale czasami zdarza się coś takiego, co nam to uświadamia w całej swej
brutalnie nieuchronnej pełni, dlatego rozpłakałam się jak dziecko, kiedy
dotarło do mnie, że doświadczam na własnej skórze jak czas nie tylko mija, ale
też zmienia perspektywę, zaciera ślady, osłabia więzi i zabiera ze sobą to wszystko,
co kiedykolwiek pokochało moje serce.
***
Ale może ten pył, jaki stanowimy w
kosmosie, może ta sekunda naszego istnienia, ta chwila na osi czasu w
nieosiągalnej dla nas skali wieczności, może ta chwila – chociaż ulotna i
krucha – mimo wszystko jest absolutnie bezcenna, bo kochając to wszystko, czym
los nas obdarował i co postawił na naszej drodze, a co jest równie ulotne i
kruche jak my – to wszystko staje się nasze, ulubione, wybrane, ukochane, ważne
i nie ma znaczenia, że jest nasze,
ulubione, wybrane, ukochane, ważne tylko przez tę krótką chwilę. Żyjemy dla
tego, za co gotowi bylibyśmy umrzeć. Żyjemy dla miłości, a miłość stanowi
własną kategorię i nie poddaje się niewoli upływającego czasu.