środa, 20 listopada 2013

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (All roads lead to Rome) (1)

PRZYGOTOWANIA

Jakiś czas temu I. postanowił, że w maju pojedzie motorem do Rzymu. Pomysł był szalony i ryzykowny, ale jednocześnie old school’owy i niekonwencjonalny. Jak On. Zostałam wtajemniczona w ambitny plan, a po kilku poważniejszych zawirowaniach w moim życiu, których skutkiem była np. przeprowadzka z G. do Norwegii, awansowałam również na pełnoprawną uczestniczkę wyprawy. Wyruszyliśmy wieczorem 8 – mego maja, z zamiarem przekroczenia wielu europejskich granic terytorialnych (Norwegii, Dani, Niemiec, Austrii i Włoch), odkryciem światów pomiędzy i jednocześnie, z uwagi na to, że była to nasza pierwsza wspólna podróż, poznaniem siebie nawzajem w innym środowisku, gdzie 24 – godziny na dobę jesteśmy razem. Jestem ciekawa, co przyniesie ta podróż, czy mnie zmieni, czy zmieni nas i jak bardzo…

***

Pakowałam się cały dzień, a raczej cały dzień zastanawiałam się, co mam/mogę wziąć ze sobą, żeby czuć się komfortowo, ale jednocześnie zminimalizować objętość. Bagaż motocyklowy nie pozostawia dużego pola manewru i rządzi się swoimi okrutnymi prawami, ale pomaga też wyzwolić pokłady kreatywności, kiedy nie chcąc się ograniczać musisz dokonywać wielu wyborów – najczęściej drogą eliminacji, bo wszystko nagle wydaje się być ważne, a brak którejś rzeczy jawi się jako strata nie do przeżycia. Grr! Już sama myśl o takim pakowaniu powodowała u mnie atak, w sumie niczym nieuzasadnionej paniki. I absolutnie nie miało znaczenia moje duże doświadczenie w tej dziedzinie, wymuszone moimi życiowymi zakrętami determinującymi mobilność. Czułam się zestresowana, niespokojna i przytłoczona. Przy tej podróży jednak nieoceniona okazała się pomoc I.. Nie musiałam nawet robić dobrej miny do złej gry i udawać, że mimo wszystko jestem panią sytuacji. On nas spakował. Moja rola ograniczyła się najpierw do wyrzucenia rano wszystkich ubrań, kosmetyków i wszelkich akcesoriów na łóżko, gdzie leżały cały dzień w nieładzie, bo ja byłam na kursie norweskiego, a następnie dokonałam poważnej selekcji, co jest mi naprawdę niezbędne, w wyniku której niezbędne okazało się prawie wszystko. I. udało się jednak jakoś spakować całość. Bez komentarzy, bez złośliwości i bez marudzenia.  


PREPARATION

Some time ago I. decided that He go to Rome in May. On motorbike. From Norway. The idea was crazy and adventurous but at the same time – old school and unconventional. Like Him. I was privy to this ambitious plan and after some serious turmoil in my life, which the effect was, for example my moving from G. to Norway, I was promoted to a full-fledged participant in the expedition. We started our trip in the evening of 8 May with the intention of crossing territorial boundaries of many European countries (Norway, Denmark, Germany, Austria and Italy), the discovery worlds between and at the same time (due to the fact that it was our first journey together) getting to know each other better in another environment, where we are together 24 - hours a day. I'm curious what bear this trip, if I will change or we will change and how much...

***

I packed all day, or rather I wondered the whole day what I have to / I can take with me to feel comfortable, but minimize the volume at the same time. Motorcycle’s luggage does not leave much room for maneuver and has own cruel laws. But it also helps to free of creativity, while I must make a lot of choices if I am not wishing to be limited - most often choices by elimination because all of  things seems to be important and the lack of either of things appears to be the loss not to survive. Grr! The thought of such packaging cause me an attack of unjustified panic. And my huge experience in this field, forced my life turns which determining mobility, absolutely didn’t help me. I felt stressed, anxious and overwhelmed. However, an aid of I. proved to be invaluable on this trip. I needn’t even grin and bear it and pretend that I am mistress of the situation. He packed us. My role was limited at first to thrown away on the bed all the clothes, cosmetics and accessories, where they lay all day in a mess because I was on the Norwegian course and then, I made seriously selection, what do I really need, as a result of which almost everything was necessary. I. somehow managed to pack a whole. Without comments, without malice and without whining. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz