niedziela, 16 marca 2014

Życie na Wenus

PIERWIASTEK YIN


Jak moglibyście zdefiniować prawdziwą kobiecość? Czym się wg Was przejawia?

Jeżeli o mnie chodzi, pojęcie to uległo modyfikacji w moim osobistym słowniku. Przez długi czas uważałam, że lepiej płynąć pod prąd i tracić energię na brawurowe zakręty ku feminizmowi. Walczyć za sprawę bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz, po wieku doświadczeniach i wielu przemyśleniach – wracam powoli do źródła, do prawdziwej esencji, która daje największą siłę. Przewartościowałam pojęcie „kobiecości”. Na pewno przychodzą mi go głowy 3 przykłady, gdzie kobiecość mnie zachwyca.

Po pierwsze – mój numer 1 z życiowego doświadczenia, czyli moja mama. To ona uświadomiła mi, że warto czasem wrócić do korzeni, a rodzina to jedna z najważniejszych i najbardziej stabilnych wartości w życiu. Nie wiem czy sama kiedyś stworzę rodzinę, nie przeszkadza mi bycie singlem i nie boję się samotności, ale nie zmienia to faktu, że podziwiam i szanuję swoją mamę. Jak dla mnie to kobieta – skała, opoka, która przetrzyma wszystko, wielozadaniowa opiekunka domowego ogniska, mediator i pośrednik, psychoanalityk. Osoba, która potrafi ogarnąć wszystkie skrajnie różne osobowości, jakie ma w domu i dbać o potrzeby każdej z nich. Osoba, która myśli o wszystkim, wyprzedza fakty, przepowiada przyszłość, nadaje barwę. Osoba, która się stara i której zależy. Osoba, która nie chce nic w zamian, chociaż daje z siebie wszystko – stuprocentowe oddanie i poświęcenie. Kobieta dobra i pokorna. Czarodziejka, bez której nic nie działa. Supermenka codzienności. Ginący gatunek.

Podstawy kobiecości – troska, ciepło, ofiarowanie, miłość, empatia.

Po drugie – moje oczarowanie tańcem brzucha. Fascynują mnie dojrzałe arabskie kobiety, które są mistrzyniami tego stylu. Mogłabym patrzeć bez końca na ich zmysłowe, kocie ruchy. Absolutnie nie przeszkadza mi to, że ich kształty bardziej przypominają muzy Rubensa niż eteryczne baletnice. Tańcząc emanują zwierzęcym magnetyzmem i niezachwianą pewnością siebie. One po prostu kochają siebie i swoje ciała. Kochają nawet swoje niedoskonałości i nie wstydzą się ich. Dla mnie to jest właśnie kwintesencja piękna i kobiecości – silna, pewna siebie kobieta, doskonała w swojej nie – perfekcji.

Kolejny czynnik kobiecości – czuć się dobrze w swojej skórze, czerpać z tego siłę. Być boginią, żywiołem.

Po trzecie – zjawisko w kinie, czyli muzy Almodóvara. Uwielbiam zwłaszcza te filmy hiszpańskiego reżysera, w których bohaterkami są kobiety jako odważne, silne bohaterki codzienności, które nie poddają się przeciwnościom losu i idą wciąż do przodu. Kobiety, które odbierają świat poprzez swoje uczucia i wrażliwość. Te kobiety są jak mitologiczny Atlas, który dźwiga cały świat na barkach. Są oddane, wierne swoim wartościom, opiekuńcze. Najbardziej przemawiają do mnie 3 filmy Almodóvara o kobietach: „Volver”, „Wszystko o mojej matce” i „Przerwane objęcia”. Penélope Cruz i Marisa Paredes są w nich genialne.


Kobiecy pierwiastek jako odbiór świata sercem, pewien heroizm na poziomie prostych (oraz trudnych) chwil codzienności, wierność sobie.


***
Tak właśnie rozumiem „kobiecość”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz