PIERWIASTEK
YIN
Jak moglibyście zdefiniować prawdziwą
kobiecość? Czym się wg Was przejawia?
Jeżeli o mnie chodzi, pojęcie to uległo
modyfikacji w moim osobistym słowniku. Przez długi czas uważałam, że lepiej
płynąć pod prąd i tracić energię na brawurowe zakręty ku feminizmowi. Walczyć
za sprawę bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz, po wieku doświadczeniach i wielu
przemyśleniach – wracam powoli do źródła, do prawdziwej esencji, która daje
największą siłę. Przewartościowałam pojęcie „kobiecości”. Na pewno przychodzą
mi go głowy 3 przykłady, gdzie kobiecość mnie zachwyca.
Po pierwsze – mój numer 1 z
życiowego doświadczenia, czyli moja mama. To ona uświadomiła mi, że warto
czasem wrócić do korzeni, a rodzina to jedna z najważniejszych i najbardziej
stabilnych wartości w życiu. Nie wiem czy sama kiedyś stworzę rodzinę, nie
przeszkadza mi bycie singlem i nie boję się samotności, ale nie zmienia to
faktu, że podziwiam i szanuję swoją mamę. Jak dla mnie to kobieta – skała, opoka,
która przetrzyma wszystko, wielozadaniowa opiekunka domowego ogniska, mediator
i pośrednik, psychoanalityk. Osoba, która potrafi ogarnąć wszystkie skrajnie
różne osobowości, jakie ma w domu i dbać o potrzeby każdej z nich. Osoba, która
myśli o wszystkim, wyprzedza fakty, przepowiada przyszłość, nadaje barwę. Osoba,
która się stara i której zależy. Osoba, która nie chce nic w zamian, chociaż
daje z siebie wszystko – stuprocentowe oddanie i poświęcenie. Kobieta dobra i
pokorna. Czarodziejka, bez której nic nie działa. Supermenka codzienności. Ginący
gatunek.
Podstawy kobiecości – troska,
ciepło, ofiarowanie, miłość, empatia.
Po drugie – moje oczarowanie tańcem
brzucha.
Fascynują mnie dojrzałe arabskie kobiety, które są
mistrzyniami tego stylu. Mogłabym patrzeć bez końca na ich zmysłowe, kocie
ruchy. Absolutnie nie przeszkadza mi to, że ich kształty bardziej przypominają
muzy Rubensa niż eteryczne baletnice. Tańcząc emanują zwierzęcym magnetyzmem i
niezachwianą pewnością siebie. One po prostu kochają siebie i swoje ciała.
Kochają nawet swoje niedoskonałości i nie wstydzą się ich. Dla mnie to jest
właśnie kwintesencja piękna i kobiecości – silna, pewna siebie kobieta,
doskonała w swojej nie – perfekcji.
Kolejny czynnik kobiecości –
czuć się dobrze w swojej skórze, czerpać z tego siłę. Być boginią, żywiołem.
Po trzecie – zjawisko w
kinie, czyli muzy Almodóvara. Uwielbiam zwłaszcza te filmy
hiszpańskiego reżysera, w których bohaterkami są kobiety jako odważne, silne
bohaterki codzienności, które nie poddają się przeciwnościom losu i idą wciąż
do przodu. Kobiety, które odbierają świat poprzez swoje uczucia i wrażliwość. Te
kobiety są jak mitologiczny Atlas, który dźwiga cały świat na barkach. Są oddane,
wierne swoim wartościom, opiekuńcze. Najbardziej przemawiają do mnie 3 filmy
Almodóvara o kobietach: „Volver”, „Wszystko o mojej matce” i „Przerwane
objęcia”. Penélope Cruz i Marisa Paredes są w nich genialne.
Kobiecy pierwiastek jako
odbiór świata sercem, pewien heroizm na poziomie prostych (oraz trudnych) chwil
codzienności, wierność sobie.
***
Tak właśnie rozumiem „kobiecość”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz