WEGETARIANIZM
Jestem wegetarianką od jakiś 7 lat. Jestem nią
nie dlatego, że moim celem jest utrata zbędnych kilogramów. Chociaż jeżeli
miałabym traktować swój wegetarianizm jak rodzaj diety, to muszę przyznać, że
jest to jedyna długofalowa dieta, jakiej jestem w stanie się trzymać. Istotą jest
to, że to tak naprawdę nie dieta, a styl życia.
Przyzwyczaiłam się już na generalnie brak akceptacji
otoczenia i ciągłe uwagi na najwyraźniej kontrowersyjny temat wegetarianizmu. Nie
przeszkadza mi to, że jestem trochę jak wyrzutek. Właściwie nigdy mi to szczególnie
nie przeszkadzało, bo zbyt mocno wierzę w swoje racje. Mam bowiem jedną cechę, o
której zwykle nikomu nie mówię, a którą szczególnie w sobie uwielbiam. Jest nią
współzależność. Kształtuje się
ona w dużym stopniu w wyniku mojego introwertyzmu, który niestety oznacza wiele
barier komunikacyjnych: np. często się zapominam i za długo przebywam w swoim
świecie, prowadząc dialog sama ze sobą i rozbudowując swoje życie wewnętrzne, ale
z drugiej strony prowadzi mnie to do wielu inspirujących przemyśleń. Współzależność
oznacza na przykład, że wszędzie widzę powiązania i mam skłonność do nadawania
wszystkiemu głębokiego sensu i znaczenia. Wiem, że nic nie dzieje się bez
przyczyny, a moim sekretem szczęścia, satysfakcji i zadowolenia z życia, jest ustalanie
mierzalnych, osiągalnych celów i marzeń. Bez nich i bez misji, tracę poczucie
sensu, jestem jak ryba wyrzucona na brzeg. Mam potrzebę nadawania wszystkiemu
znaczenia, bo dopiero wtedy mogę płynąć swobodnie, z pasją. Muszę w coś głęboko
wierzyć.
Pamiętam, że kiedy byłam mała, rodzice często
kupowali dziecięce książeczki, które później czytali mojej siostrze i mnie. To były
różne bajki i wierszyki. Jedną z nich zapamiętałam szczególnie, chociaż
teoretycznie powinna pobudzać dziewczęcą wyobraźnię dużo mniej niż np. Królewna
Śnieżka. Książeczka zaczynała się od rymowanki, której niestety nie zacytuję,
bo zwyczajnie już jej dokładnie nie pamiętam. Chodziło o to, że w wierszyku
wymieniane były różne zawody i jeden zależał w jakiś sposób od drugiego,
tworząc jeden wspólny łańcuch powiązań. Na przykład piekarz nie mógłby upiec
chleba, gdyby młynarz nie zrobił mąki itp., itd.. Pamiętam, że bardzo mnie to
fascynowało. I to uczucie zostało ze mną przez te wszystkie lata jako element
mojej osobowości.
Lubię skupiać się na niematerialnych
aspektach życia oraz szukać niewidzialnych nici przyczynowo – skutkowych,
związków, zależności i porównań. Wszystkie razem tworzą pajęczą sieć. Z tego
powodu jestem na przykład wegetarianką. Jest to wynik mojego współodczuwania. Źródeł jest
wiele, ale spójrzcie na przykład na naturalny cykl życia zwierząt, od narodzin
do śmierci. Człowiek z nożem i widelcem nie jest jednym z ogniw tego łańcucha. Jest
agresorem, który ten łańcuch brutalnie przerywa. Celem życia zwierząt nie jest na
pewno wylądowanie na naszym talerzu. One starają się po prostu żyć swoim
własnym rytmem, którego my nie rozumiemy. Ja nie mam zamiaru odbierać im tego
prawa i decydować o ich losie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz