KAPITULACJA
Odpuściłam sobie definitywnie – rozstałam
się z I. już jakiś czas temu. Wybaczyłam Jemu i wybaczyłam sobie do tego
stopnia, że nie atakują mnie już momenty słabości, kiedy zdaję sobie sprawę,
czego w moim życiu nie będzie…
Nie będzie Jego czujnego wzroku i
przeszywających na wylot analiz. Przerażało mnie to w Nim, a jednocześnie
fascynowało ze względu na nieomylność i mądrość Jego oceny sytuacji. Nigdy nie
poznałam kogoś takiego. Nie mogłam nic przed Nim ukryć, a pod koniec już nic
ukryć nie chciałam. Byłam ekshibicjonistycznie szczera. Było mi wszystko jedno.
Nie będzie też tej dziwnej więzi między
nami, za którą tak tęsknię. Nieziemskiej siły przyciągania. On mówił, że zna
moje myśli, tak jakby była między nami bliskość i pokrewieństwo na wyższym,
duchowym poziomie. Chociaż nasza relacja od początku była wystawiona na ciężkie
próby, to jednak przez chwilę mogliśmy być razem, wbrew wszystkim przeszkodom,
a uwierzcie mi tych przeszkód było naprawdę baaaaardzo wiele. Pamiętam jak
cudownie się przy Nim czułam w tych piękniejszych momentach naszego wspólnego
życia. Czy może raczej naszego współistnienia? Fundamentalny konflikt między
nami właśnie tego przecież dotyczył. On dążył do 100% - owego zespolenia, czego
ja nie chciałam się nawet podjąć. Chcę pozostać sobą i budować bliskość w szacunku
dla ludzkiej odmienności i indywidualizmu. Przekornie buntowałam się przeciwko
Jego miłości bez pamięci i całkowitemu zatraceniu się w drugiej osobie. Nie
chciałam być zjedzona żywcem. Nie potrafiliśmy się w związku z tym porozumieć,
bo nie słyszeliśmy się nawzajem, mimo desperackich prób. Nie zabrakło nam
miłości, zabrakło zaufania. Z perspektywy czasu nie żałuję jednak, że weszłam w
ten związek bez przyszłości, bo niektóre chwile z Nim były nieziemskie, bo On
był magiczny. Pierwszy raz w życiu tak mocno czułam, że nic nie dzieje się bez
przyczyny, wszystko ma jakiś cel i ukryte znaczenie, a na świecie jest pełno
duchowości. I to właśnie było piękne.
***
Nauczyłam się, że warto wybaczać ludziom
absolutnie wszystko i uwalniać się od wszelkich negatywnych emocji – żalu,
zazdrości, złości, poczucia winy i poczucia krzywdy, bo one uderzają przede
wszystkim w nas – w adresata, a nie w odbiorcę. Są szkodliwym, zbędnym
balastem, który nas unieszczęśliwia, obciąża i nie pozwala iść dalej. Dlatego
też wybaczam – innym i samej sobie, starając się inspirować tym, co było dobre
oraz wyciągać lekcję z tego, co było złe. Kluczem jest, by być jak tabula
rasa w
każdej nowej relacji, uczyć się na błędach, ale nie żyć przeszłością. To trudna
umiejętność, ale gra jest warta świeczki, co do tego nie mam wątpliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz