środa, 10 grudnia 2014

W zgodzie z własną naturą

Najważniejsze w życiu jest zachowanie swojego rytmu i właściwego tempa. Każdy z nas powinien tańczyć w takt swojej ulubionej melodii, bo harmonia wewnętrzna to nic innego, jak jedność pomiędzy słowami, myślami i czynami, pojednanie serca i umysłu. Co się dzieje, kiedy do melodii wkrada się fałszywa nuta? Powstaje kakofonia, a my wypadamy z rytmu, tracimy skrzydła. Aby do tego nie dopuścić trzeba przede wszystkim poznać siebie, ale nie tylko powierzchownie. Prawdziwe poznanie to wejście do jaskini lwa, bo tylko zanurzając się w głąb najciemniejszych zakamarków, pełnych metaforycznych potworów z szafy, jesteśmy w stanie po pierwsze zrozumieć, pokochać i zaakceptować siebie samych, po drugie – zacząć żyć w zgodzie z samym sobą, a ostatecznie – z innymi. Każdą zmianę zaczynamy od siebie, bo tylko na to mamy wpływ. Próba zmiany otoczenia jest jak walka z wiatrakami. 




Tylko jak w dzisiejszym świcie zaprzyjaźnić się z samym sobą, jeśli życie pędzi po równi pochyłej, a my wraz z nim? Na co dzień nie mamy przecież czasu na to, aby skupić się na sobie – zwrócić do swojego wnętrza i zaufać intuicji. Jesteśmy raczej więźniami zegarków i poganiaczami czasu. Lekceważymy naturalny rytm biologiczny swojego wewnętrznego zegara. Dekorujemy swoją imitację przestrzeni za metalowymi konstrukcjami miast. Nasz mechaniczny świat jest oceanem bodźców, w którym można utonąć, opium dla mas, w którym można się albo udusić, albo postradać zmysły. Ta woda wciąga nas w szaleńczy, obsesyjny pęd za bogactwem, karierą, urodą, sukcesem i wieczną młodością. Próbujemy odkryć kod nieśmiertelności, znaleźć źródełko wiecznej młodości. Zatracamy samych siebie. Oszukujemy samych siebie. Definiujemy siebie wg opinii innych, bo lubimy się przeglądać w cudzych oczach. Jesteśmy gatunkiem, który ewoluuje i sami określamy ten kierunek – w erze plastiku bliżej nam do cyborga niż istoty z krwi i kości. Z pomocą inżynierii genetycznej próbujemy wskrzesić Frankensteina. Czasami mam wrażenie, że miasto to tylko przestrzeń dla niespokojnego umysłu. Wciąż powołujemy do życia nowe formy i konstrukcje. A w czym ma się zakochać nasze serce? Czy może już się poddało i bije zgodnie z rytmem oczekiwań innych? Jaka jest Wasza ulubiona melodia? Aby ją odkryć, najpierw trzeba pozbyć się dźwięków należących do innych. Warstwa po warstwie doszukać się głębi. Może się wtedy okazać, że naszą naturalną wewnętrzną muzyką jest po prostu cisza.  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz