Najważniejsze w życiu jest zachowanie
swojego rytmu i właściwego tempa. Każdy z nas powinien tańczyć w takt swojej
ulubionej melodii, bo harmonia wewnętrzna to nic innego, jak jedność pomiędzy
słowami, myślami i czynami, pojednanie serca i umysłu. Co się dzieje, kiedy do
melodii wkrada się fałszywa nuta? Powstaje kakofonia, a my wypadamy z rytmu,
tracimy skrzydła. Aby do tego nie dopuścić trzeba przede wszystkim poznać
siebie, ale nie tylko powierzchownie. Prawdziwe poznanie to wejście do jaskini
lwa, bo tylko zanurzając się w głąb najciemniejszych zakamarków, pełnych
metaforycznych potworów z szafy, jesteśmy w stanie po pierwsze zrozumieć,
pokochać i zaakceptować siebie samych, po drugie – zacząć żyć w zgodzie z samym
sobą, a ostatecznie – z innymi. Każdą zmianę zaczynamy od siebie, bo tylko na to
mamy wpływ. Próba zmiany otoczenia jest jak walka z wiatrakami.
Tylko jak w
dzisiejszym świcie zaprzyjaźnić się z samym sobą, jeśli życie pędzi po równi
pochyłej, a my wraz z nim? Na co dzień nie mamy przecież czasu na to, aby skupić
się na sobie – zwrócić do swojego wnętrza i zaufać intuicji. Jesteśmy raczej więźniami
zegarków i poganiaczami czasu. Lekceważymy naturalny rytm biologiczny swojego
wewnętrznego zegara. Dekorujemy swoją imitację przestrzeni za metalowymi
konstrukcjami miast. Nasz mechaniczny świat jest oceanem bodźców, w którym
można utonąć, opium dla mas, w którym można się albo udusić, albo postradać
zmysły. Ta woda wciąga nas w szaleńczy, obsesyjny pęd za bogactwem, karierą,
urodą, sukcesem i wieczną młodością. Próbujemy odkryć kod nieśmiertelności,
znaleźć źródełko wiecznej młodości. Zatracamy samych siebie. Oszukujemy samych
siebie. Definiujemy siebie wg opinii innych, bo lubimy się przeglądać w cudzych
oczach. Jesteśmy gatunkiem, który ewoluuje i sami określamy ten kierunek – w
erze plastiku bliżej nam do cyborga niż istoty z krwi i kości. Z pomocą
inżynierii genetycznej próbujemy wskrzesić Frankensteina. Czasami mam wrażenie,
że miasto to tylko przestrzeń dla niespokojnego umysłu. Wciąż powołujemy do
życia nowe formy i konstrukcje. A w czym ma się zakochać nasze serce? Czy może
już się poddało i bije zgodnie z rytmem oczekiwań innych? Jaka jest Wasza
ulubiona melodia? Aby ją odkryć, najpierw trzeba pozbyć się dźwięków należących
do innych. Warstwa po warstwie doszukać się głębi. Może się wtedy okazać, że
naszą naturalną wewnętrzną muzyką jest po prostu cisza.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz