Motywem przewodnim mojej wycieczki do
zachodniej Norwegii było słynne Trollstigen, gdzie wg lokalnych legend grasują
mityczne trolle. Brzmi magicznie, prawda? Podążanie tropem skandynawskich
wierzeń ludowych nie jest jednak jedynym powodem ogromnej popularności tego
miejsca. W równym stopniu czynnikiem pobudzającym wyobraźnię jest zapierający
dech w piersiach szlak turystyczny na skalistych zboczach z 11 – ma
karkołomnymi zakrętami. Zakręty nie bez powodu są nazywane agrafkami… Trasa jest
spełnieniem marzeń każdego miłośnika mocnych wrażeń, spragnionego dramatycznych
widoków podsyconych adrenaliną i przyspieszonym biciem serca. Bez dwóch zdań Trollstigen
jest prawdziwą wisienką na norweskim torcie, ale ten ekscytujący deser poprzedziła
w moim przypadku wizualna uczta z malowniczych pejzaży dzikiej natury, jakie
mijaliśmy po drodze. Siłą rzeczy apetyt rósł w miarę jedzenia. J
MOTYWY PRZEWODNIE NA
DRODZE DO TROLLSTIGEN: KAMPERY, OWCE I POLA TRUSKAWKOWE
Dystans z Ålesund do Trollstigen to ponad 130 km. Droga rozpościera
się wśród malowniczych okoliczności przyrody i skalistych dolin, które
determinują wciśnięte w ląd fiordy. Taki krajobraz to oczywiście stały element i
przewidywalny punkt programu każdej eskapady po Norwegii, ale tym razem został wzbogacony
o pewne powtarzające się czynniki na drodze: wycieczkowe kampery, stada owiec
oraz plantacje truskawek.
Obecność kamperów była usprawiedliwiona sezonem
wakacyjnym, który akurat rozpoczął się podczas mojego pobytu w okolicach Ålesund.
Norwegowie to tradycjonaliści i chociaż swój wolny czas lubią spędzać w tropikalnych
krajach, gdzie mogą poczuć słoneczną aurę, której w krainie fiordów jest jak na
lekarstwo, to pielęgnują również pokoleniowe przywiązanie to hytte, czyli
domków letniskowych na prowincji. Właściwie w każdy weekend można spotkać na
drodze całe rodziny, które uciekają z miasta do swoich małych oaz spokoju. Norwegowie
preferują rodzinny aktywny wypoczynek na łonie natury i kochają swoje hytty. Budują
je w lasach lub w górach, ale największe wrażenie bez wątpienia robią te
zlokalizowane w ekstremalnie trudno dostępnych miejscach, np. na szczycie
skały.
Podobnie jak hytty z Norwegią kojarzą mi
się też… owce! Latem można je spotkać wszędzie, bo cieszą się dość dużą
wolnością i bywają bezkarne. Pasąc się, nie ograniczają się tylko do rozległych
pastwisk, ale można je spotkać także na poboczu. O zbliżającym się stadku świadczy
radosny dźwięk dzwoneczków, które owce mają przywiązane do szyi.
Wakacje nieodłącznie kojarzą się z sezonem
na truskawki. Amatorzy tych owoców poczują się w Norwegii jak w raju, bo po
pierwsze – pola truskawkowe to nieodłączny element krajobrazu na prowincji, a
po drugie – jakość truskawek zadowoli nawet najbardziej wymagające
podniebienie. Są duże, soczyste i słodkie. Nie sposób się nie skusić, zwłaszcza
że okoliczni rolnicy sprzedają owoce przejezdnym, lokując się na mniej lub
bardziej prowizorycznych stoiskach przy drogach. Początek lata to czas, kiedy
handel truskawkami w Norwegii kwitnie.
KARKOŁOMNA DRABINA
TROLLI I POTĘŻNY STIGFOSSEN
W końcu dotarliśmy do Trollstigen! To jedna
z najsłynniejszych wizytówek Norwegii, gdzie po prostu wypada być, aby
zachwycić się kolejną odsłoną jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. Tym
razem mamy szansę poznać Norwegię z kaskaderskiej perspektywy, bo pod niewinną
nazwą Trollstigen, czyli Drabina Trolli kryje się szlak turystyczny z
prawdopodobnie jedną z najbardziej znanych i spektakularnych tras na świecie.
Pokonanie jej autem jest nie lada wyczynem, bo ostre zakręty na wąskiej drodze
po stromych zboczach gór i nad przepaścią, tworzą wijące się serpentyny, które
stanowią niezły test umiejętności za kółkiem i wymagają zachowania stalowych
nerwów. Trasa jest dostępna dla zwiedzających tylko latem, bo zimą jest zbyt
niebezpieczna. Liczne multikulturalne grupy turystów, jakie spotkaliśmy w
Trollstigen, świadczyły o ogromnej popularności tego miejsca wśród podróżników złaknionych
wrażeń. Wspinając się na punkt widokowy
na szczycie góry minęliśmy nawet grupę motocyklistów ze Stanów Zjednoczonych. Nie
udało nam się niestety spotkać żadnego trolla, ale za to została w pełni zaspokojona
moja miłość do wodospadów! Pomógł potężny Stigfossen. Nie jestem pewna, ale
zdaje się, że jest to jeden z sezonowych wodospadów, jakie powstają w wyniku topienia
się lodowców w lecie. W każdym razie robi spektakularne wrażenie, a zdjęcie na
jego tle jest cenną pamiątką.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz