ROZSTANIE
– NA ROZDROŻU
·
rozliczeniu z przeszłością;
·
podejmowaniu i akceptowaniu trudnych decyzji;
·
tym, że miłość to cholernie złożone i zawiłe
uczucie – wyższy stopień wtajemniczenia, więc czasami jeżeli kocha się
naprawdę, trzeba po prostu umieć odejść;
·
pogodzeniu ze stratą, pokorze, oczyszczeniu i
wolności.
Wróciłam
do Niego i do Jego świata. Okazało się, że wróciłam tylko po to, żeby się
spakować. Mogłam się tego spodziewać, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i
to, co się działo między nami, ale mimo to cały czas nie traciłam wiary, że
jakoś opanujemy kryzys. Wierzyłam w to z uporem maniaka. Desperacko i
szaleńczo. Autodestrukcyjnie. Tyle czasu patrzyłam jak nasz związek rozpada się
jak domek z kart i nie potrafiłam nic zrobić, a teraz, kiedy nie zostało już
nic, czego można by bronić, nie docierała do mnie ta okrutna rzeczywistość. Dla
mnie to był tylko kiepski film. Coś co nie mogło zdarzyć się naprawdę. Nie
mogło zdarzyć się nam. To było tak nierealne, że aż zabawne. Nie mogłam się
opanować. Niestety nie można wymazać błędów przeszłości, różdżka spełniająca
życzenia nie istnieje. To by było zbyt proste. W tym świecie każda akcja, rodzi
reakcję. I to jest sprawiedliwe. I jest też właściwe. Mimo to początkowo broniłam
się przed Jego decyzją. Nie akceptowałam jej i nie chciałam zrozumieć.
THE
SEPARATION– AT THE CROSSROADS
• dealing with the past
and reconciliation with the loss;
• making and acceptance
difficult decisions;
• the fact that love is
a hell of a sophisticated feeling - a higher degree of initiation so sometimes
if you really love, you just have to be able to go away;
•humility, purification
and freedom.
I came back to Him and to
His world. It turned out that I went back just to pack. I could have been expected
this, given recent events and what happened between us, but in spite of it, all
the time, I never lost faith that somehow we master the crisis. I believed
maniacally. Desperately and frantically. Self-destructively. So many times, I
watched how to our relationship falls apart like a house of cards and I
couldn’t do anything and now, when there was nothing to defend, this cruel
reality didn’t reach me. For me, it was just a bad movie. Something that
couldn’t really happen. That couldn’t happen to us.
It was so unrealistic, that almost funny. I couldn’t control the ball.
Unfortunately, you can’t erase the mistakes of the past, the wand that fulfill
wishes doesn’t exist. That would be too easy. In this world, every action
creates the reaction. And that's fair. And it is also appropriate. Although, at
first I defended myself against His decision. I didn’t approve it and didn’t
want to understand.



