ZA WŁOSKĄ GRANICĄ – BOSKA TOSKANIA I NOCLEG W BORGO
A MOZZANO
- „za 5 godzin będziemy w Pizie” – męskie pojęcie „skrótu"
- Toskania J
Po przekroczeniu włoskiej granicy, czułam
się początkowo wyobcowana. Kawa serwowana na stacjach benzynowych była pyszna,
ale serwowane dawki, mimo że podane w eleganckich filiżankach, były dużo
mniejsze. Nawet podwójne espresso nie było w stanie mnie zaspokoić. Czułam się
jak wędrowiec, który przybył z innego świata. Wciąż byłam przemarznięta po
przekroczeniu gór, chociaż klimat bardzo się zmienił. Niebo było bezchmurne,
powiewał ciepły wiatr, powietrze stało się ciepłe i ociężałe od mieszających
się w nim zapachów. Przekroczenie południowej granicy zaprowadziło nas do
zupełnie innego świata.
Mimo to przygraniczne Bolzano okazało się wyłącznie punktem noclegowym na naszej mapie.
Miasto nie urzekło nas specjalnie. Nie jestem fanką nowoczesnej urbanizacji. Nie
robią na mnie wrażenia szklane wieżowce. Takie miasto w zestawieniu z
ekspresyjnym włoskim temperamentem, jest obciążone niezdrowo przyspieszonym
oddechem. Wyjechaliśmy więc bez żalu, licząc na atrakcje Pizy, która była
naszym miejscem docelowym tego dnia. I. zdecydował, że możemy pozwolić sobie na
to, aby zboczyć z autostrady, co automatycznie wydłużyło czas naszej jazdy, ale
zagwarantowało niezapomniane widoki po drodze. Po sprawdzeniu odległości na GPS
– ie, stwierdził, że jeżeli zboczymy z autostrady w okolicach Modeny, to droga
do Pizy zajmie nam około 5 godzin. To nie było dla nas żadne wyzwanie. Toskania
jest warta poświęcenia jej więcej czasu. Początkowo próbowaliśmy znaleźć
właściwą drogę wśród upraw oliwek i winorośli. To nie było łatwe zadanie. Po
drodze zatrzymaliśmy się w jednym z okolicznych miasteczek po to, aby zjeść
obiad. Tam miałam „przyjemność” zjeść najgorszą pizzę w życiu. Okazuje się, że
klasyczna włoska pizza to zwykłe ciasto, posmarowane odrobiną sosu pomidorowego
i posypane odrobiną sera na wierzchu. Paskudztwo bez finezji, bez smaku i bez
wyrazu.
Toskania rekompensowała
jednak wszystkie trudy, niewygody i rozczarowania. To piękna, zielona, rozległa
przestrzennie kraina. Im dalej jechaliśmy, tym bardziej dzikie i niedostępne
tereny mijaliśmy po drodze. Było mnóstwo zakrętów, za którymi nie spodziewałam
się żadnej cywilizacji. I w rzeczywistości faktycznie jej nie było. Rajska
droga donikąd. Raz tylko wyprzedził nas sznur trzech ferrari – co było
nieoczekiwanym synonimem luksusu pośród wszechobecnej aury swojskości. Bardzo
rzadko, ale jednak czasami zdarzało się, że przejeżdżaliśmy przez niewielkie
miejscowości, zdawać by się mogło, totalnie odcięte od świata, gdzie czas się
zatrzymał. Życie płynęło tam swoim własnym, wolnym rytmem. Wyczuwało się
spokój, prostotę, duchowość i religijność unoszącą się w powietrzu i obecną na
każdym kroku i w każdym geście mieszkańców. Malutkie miasteczka o lekko
zakurzonym uroku vintage. Niezapomniane spotkanie z nienachalną, nienarzucającą
się magią, o której trudno zapomnieć.

Właściwie tylko jedno zjawisko niepokoiło
mnie podczas podróży przez Toskanię. Były to stacje benzynowe, od których
byliśmy ściśle uzależnieni. To był całkowity old school. I. przypomniały one czasy
PRL – u. Niestety, tryb życia mieszkańców Toskanii, podobnie jak tryb życia
wszystkich Włochów, rządzi się swoimi prawami. Po 15 – stej nie można było
zatankować na żadnej z tych stacji, bo nie było pracowników, a samoobsługa nie
wchodziła w grę. Po tej godzinie Włochy z punktu widzenia klienta i konsumenta są
pogrążone w całkowitym letargu.
***

Mimo iż Toskania jest piękna, jakoś nie
mogliśmy się z niej wydostać i w końcu trafić do Pizy. Zaczynałam czuć lekką
desperację. Zaczynało się ściemniać, zrobiło się chłodno, byłam głodna i
zmęczona i marzyłam o tym, żeby w końcu zsiąść z motoru. Jechaliśmy
zdecydowanie dłużej niż planowane 5 godzin, a Pizy wciąż nie było widać zza
horyzontu. Dodatkowo okazało się w trakcie jazdy, że aby dostać się tam
musieliśmy się cofnąć i wrócić w alpejskie okolice. Widziałam góry z
zaśnieżonymi wierzchołkami i dreszcz przebiegł mi po plecach, kiedy pomyślałam,
że znowu poczuję górski klimat aż do szpiku kości. Nawet bez względu na to, że włoskie
Alpy robiły na mnie mniejsze wrażenie niż austriackie i wydawały się bardziej
„oswojone”. Celem tej wycieczki w założeniu, było pochłanianie Słońca w każdej
dawce. Byliśmy głodni ciepła i światła, bo w Norwegii taka energia nie
istnieje. Dlatego też pomimo zachwycających widoków dookoła, przerażała mnie
sama myśl, że będziemy musieli dłużej jechać. Na szczęście zatrzymaliśmy się jakieś
60 km od Pizy, w prowincji Lukka, w uroczej miejscowości Borgo a Mozanno. Przenocowaliśmy w hotelu prowadzonym przez
rezolutną, przebojową i przedsiębiorczą starszą panią, która nie znała
angielskiego, ale w ogóle nie widziała w tym problemu, rozmawiając i tłumacząc
wszystko energicznie po włosku.

Borgo a Mozzano jest jedną z wielu czarujących
perełek Toskanii, leżącą na historycznym, najdłuższym, europejskim szlaku pielgrzymkowym,
znanym pod nazwą via Francigena. Jej
niewątpliwą atrakcją jest przepiękny magiczny most Św. Magdaleny (Ponte della Maddalena), zwany również Mostem
Diabła (Ponte del Diavolo). Następnego dnia rano, poświęciliśmy trochę
czasu na sesję zdjęciową w tym miejscu. Jestem absolutnie oczarowana tą okolicą.
Wyspani, z nowym pokładem energii i optymizmu, opuściliśmy Borgo a Mozanno i
pojechaliśmy w stronę Pizy, mając świeżo w pamięci piękno okolicy za nami, ale
jednocześnie nie oglądając się już za siebie, ciekawi nowych odkryć, z którymi jeszcze
zmierzymy się na naszej drodze.
ITALIAN
BORDER - DIVINE TUSCANY AND ACCOMMODATION IN BORGO A MOZZANO
• " since five hours we will be in Pisa" - men's
notion of short cut
• Tuscany J
I felt alienated after crossing the Italian border. Coffee which is
served at petrol stations was delicious but serving dose was much smaller than
to the north. Even a double espresso was not able to satisfy me. I felt like a
traveler who had come from another world. I was still chilled after crossing
the mountains but the climate has changed and became much warmer. The sky was
cloudless, warm wind blew, the air became hot and heavy because of mix of
smells. It seems that exceeding the southern border led us to another world.
However, the border Bolzano was
only accommodation spot on our map. The city didn’t captivate us specifically.
I'm not a fan of modern urbanization. The glass skyscrapers doesn’t make an impression
on me. This kind of big city in combination with expressive Italian temper, is
loaded with unhealthy fast breathing. So we left without regret, hoping for see
places of interest in Pisa, which was our destination for the day. I. decided
that we can afford to deviate from the highway, which automatically extended
the time of our ride, but guaranteed us unforgettable views on the road. After
checking the distance on the GPS, I. stated that if we turn off the highway in
the vicinity of Modena, we will get to Pisa for about five hours. It was no
challenge for us. Tuscany is worth of devoting more time there. Initially, we
tried to find the right path among olive and vine – groving. It wasn’t an easy goal.
On the way, we stopped at one of the surrounding towns in order to eat lunch. I
had the "pleasure" to eat the worst pizza in my life. It turns out
that classic Italian pizza is a simple cake, spread with a little tomato sauce
and topped with a little amount of cheese. Something with no finesse and no taste.
However, Tuscany can
compensate all the hardships, discomforts and disappointments. It's a
beautiful, green, extensive land. The further we drove, the more wild and
inaccessible areas we passed along the way. There were a lot of turns, I didn’t
expect any civilization behind them. Paradise road to nowhere. Once, we saw
three Ferrari on the road, which was unexpected synonymous with luxury amid
pervasive aura of familiarity. Very rarely we passed through small towns, totally
cut off from the world, where time has stopped and life has slow rhythm there. We
could feel peace, simplicity, spirituality and religiosity floating in the air
and visible at every step and every gesture of citizens. The tiny town with a
bit dusty vintage charm. An unforgettable meeting with unimposing, unobtrusive
magic, which is hard to forget.

Actually, only one phenomenon bothered me while traveling through
Tuscany. I mean petrol stations. We were strictly dependent of them. It was a
total old school, reminded the communist time. Unfortunately, the mode of life
of the inhabitants of Tuscany, as well as the mode of life of all Italians, has
its own rules. After 3 in the afternoon, we couldn’t fill up on any of these
stations because there was no staff and self-service was out of the question.
After this time, Italy from the perspective of the customer and the consumer is
deep in a total lethargy.
***

Although Tuscany is beautiful, somehow we couldn’t get out of this place
and finally get to Pisa. I felt a little desperation. It began to getting dark and
cold. I was hungry, tired and I dreamed of to finally get off the motorbike. We
drove much longer than planned five hours and we still couldn’t see Pisa over
the horizon. In addition, we found out while driving than in order to get to
Pisa, we had to go back in the alpine region. I was watching the top of the
snowy peaks and I started to shiver like a leaf when I realized that I'd feel mountain
climate once again and I chilled to the bone once again. Even regardless of the
fact that the Italian Alps making less impression than the Austrian Alps which
seemed more "tame". The purpose of this trip is to absorb the sun in
each dose. We are hungry for heat and light because this energy doesn’t exist in
Norway. Therefore, a thought that we must still ride really scared me. Despite
the stunning views all around. Fortunately, we stopped 60 km from Pisa, in the
province of Lucca, in the charming town Borgo
a Mozanno. We spent the night in a hotel run by the resolute old lady.

Borgo a Mozzano is one of the many charming places of Tuscany. Town is
situated in the historical, pilgrimage route, known as the Via Francigena. The undoubted highlight is the beautiful and magical Bridge of Mary Magdalene (Ponte della
Maddalena), also called the Bridge of
the Devil (Ponte del Diavolo). The next morning, we spent some time taking
photos in this place. I am absolutely enchanted this area. We left the Borgo a
Mozanno with a new energy and optimism and also with a fresh memory of the
beauty behind us, but at the same time without looking behind, interesting new
discoveries which we will face soon on our way.