piątek, 13 grudnia 2013

All roads lead to Rome (9)

RZYMSKIE WAKACJE  (1)


  •     Zagrożenie na drodze.




Wjechaliśmy do Rzymu na motorze – główny cel naszej podróży został osiągnięty. Veni, vidi, vici! Nie przypuszczaliśmy jednak, że odtąd będziemy musieli się starać, aby przetrwać w Wiecznym Mieście. Zachowanie na drodze i manewry włoskich kierowców, to było istne szaleństwo. Bezczelność i pośpiech. Cywilizowany świat z prawami dżungli na drodze. Zatłoczone parkingi. Mnóstwo samochodów i mnóstwo skuterów wokół. Okazuje się, że skutery są bardzo popularnym środkiem transportu w rzymskiej metropolii. Jeżdżą nimi zarówno mężczyźni, jak i kobiety, często bardzo elegancko ubrani. Skuter niewątpliwie pomaga ominąć korki i zdążyć na czas do pracy. Trzeba przyznać, że było bardzo tłoczno i miałam wrażenie, że nie obowiązują już żadne przepisy ruchu drogowego i wszystkie chwyty są dozwolone. Normą było, że ktoś przejechał na czerwonym świetle. Klakson natomiast był niezbędnym akcesorium każdego kierowcy, bo każdy jakby brał udział w jakimś wyścigu i otrzymywał nagrodę za największą liczbą wyprzedzonych kierowców. Byłam przerażona. Czułam realne zagrożenie, że zginiemy. Na szczęście zatrzymaliśmy się dość szybko w hotelu, gdzie mogłam trochę ochłonąć. W pokoju wypiliśmy szampana, odpoczęliśmy chwilę, a wieczorem zaopatrzyliśmy się w recepcji w mapę miasta i pojechaliśmy na poszukiwania Koloseum – Amfiteatru Flawiuszów. To miał być romantyczny spacer wśród wymarłych ruin starożytności. Niestety okazało się inaczej. Koloseum w nocy było pięknie oświetlone. To chyba częste miejsce spotkań grup młodzieży. No i kiedy próbowaliśmy robić zdjęcia dopadł nas kolejny miejscowy handlarz sprzedający kwiaty i licytujący stawkę. Nienawidzę nachalności, więc to niespodziewane spotkanie zepsuło mi humor na resztę wieczoru. Dodatkowo nie czułam atmosfery tego miejsca, bo z pobliża zaczęły dobiegać irytujące dźwięki klubowej muzyki. Po okrążeniu Koloseum, wróciliśmy do motoru z zamiarem powrotu w to miejsce następnego dnia. Niestety okazało się, że zabłądziliśmy i nie byliśmy w stanie trafić do naszego hotelu. Byłam przemarznięta, wciąż przerażona chaosem, który panował na drodze. Marzyłam o gorącym prysznicu i wygodnym łóżku. Sytuacja zaczynała się pogarszać, ciągle jeździliśmy bez celu. W końcu I. znalazł jakąś taksówkę stojącą na postoju i zapytał kierowcę o kierunek. Pan taksówkarz chyba nie był skłonny, żeby bezinteresownie udzielić nam pomocy. Skończyło się na tym, że musiałam wsiąść z nim do taksówki i wrócić do hotelu, a I. miał jechać za nami i już na miejscu zapłacić za kurs. Okazało się, że hotel wcale nie był tak daleko… No cóż, cały zaistniały ciąg nieprzyjemnych zdarzeń tego wieczoru, miał jedną dobrą stronę – następnego dnia mogło być już tylko lepiej…





ROMAN HOLIDAY  (1)

• Danger on the road.



We drove to Rome on a motorcycle - the main target of our trip was achieved. Veni, vidi, vici! However, we didn’t think that from now on, we will have to try to survive in the Eternal City. Behavior and maneuvers of Italian drivers, it was a real madness. Insolence and haste. The civilized world with the laws of the jungle on the road. Crowded parking. Lots of cars and lots of scooters all around. It turns out that scooters are very popular means of transport in the Roman metropolis. Both men and women, using them. A scooter certainly helps avoid traffic jams. I must admit that streets were overcrowded and I had the impression that there are already no traffic rules and no holds barred. It was a normal situation that someone ran a red light. The horn was indispensable accessory of every driver because it seems like everyone took part in some race. I was terrified. I felt a real danger that we could die on the road. Fortunately, we stopped quickly next to the hotel, where I could calm down a little. In the room we drank champagne, rested a while and then we left room to search for the Colosseum - Flavian Amphitheatre. It was supposed to be a romantic walk among the extinct ruins of ancient. Unfortunately it wasn’t. Colosseum at night was illuminated beautifully. I think it's frequent place of meeting for youth. And when we were trying to take pictures, the next local dealer hit us and try to sell flowers. I hate pushy people, so this unexpected meeting ruined my mood for the rest of the evening. In addition, I didn’t feel the atmosphere of the place because of annoying sound of club music in the vicinity. After rounding Colosseum, we went back to the motor with the intention of returning to this place the next day. Unfortunately, it turned out that we lost track and we were not able to get to our hotel. I was chilled and still terrified of the chaos on the road. I dreamed of a hot shower and an comfortable bed. The situation began to deteriorate. In the end, I. found a taxi and He asked the driver for directions. Taxi driver didn’t want to give us help selflessly. Finally, I had to go back to the hotel in the taxi and I. had to follow us and pay for the course in the end. It turned out that the hotel was not so far away... Well, the whole series of unpleasant events which occurred that evening, had a good side - the next day could be only better...










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz