RZYMSKIE WAKACJE (1)
- Zagrożenie na drodze.
Wjechaliśmy do Rzymu na motorze – główny
cel naszej podróży został osiągnięty. Veni, vidi, vici! Nie
przypuszczaliśmy jednak, że odtąd będziemy musieli się starać, aby przetrwać w
Wiecznym Mieście. Zachowanie na drodze i manewry włoskich kierowców, to było
istne szaleństwo. Bezczelność i pośpiech. Cywilizowany świat z prawami dżungli
na drodze. Zatłoczone parkingi. Mnóstwo samochodów i mnóstwo skuterów wokół. Okazuje
się, że skutery są bardzo popularnym środkiem transportu w rzymskiej
metropolii. Jeżdżą nimi zarówno mężczyźni, jak i kobiety, często bardzo
elegancko ubrani. Skuter niewątpliwie pomaga ominąć korki i zdążyć na czas do
pracy. Trzeba przyznać, że było bardzo tłoczno i miałam wrażenie, że nie
obowiązują już żadne przepisy ruchu drogowego i wszystkie chwyty są dozwolone. Normą
było, że ktoś przejechał na czerwonym świetle. Klakson natomiast był niezbędnym
akcesorium każdego kierowcy, bo każdy jakby brał udział w jakimś wyścigu i
otrzymywał nagrodę za największą liczbą wyprzedzonych kierowców. Byłam
przerażona. Czułam realne zagrożenie, że zginiemy. Na szczęście zatrzymaliśmy
się dość szybko w hotelu, gdzie mogłam trochę ochłonąć. W pokoju wypiliśmy
szampana, odpoczęliśmy chwilę, a wieczorem zaopatrzyliśmy się w recepcji w mapę
miasta i pojechaliśmy na poszukiwania Koloseum
– Amfiteatru Flawiuszów. To miał być romantyczny spacer wśród wymarłych
ruin starożytności. Niestety okazało się inaczej. Koloseum w nocy było pięknie
oświetlone. To chyba częste miejsce spotkań grup młodzieży. No i kiedy
próbowaliśmy robić zdjęcia dopadł nas kolejny miejscowy handlarz sprzedający
kwiaty i licytujący stawkę. Nienawidzę nachalności, więc to niespodziewane
spotkanie zepsuło mi humor na resztę wieczoru. Dodatkowo nie czułam atmosfery
tego miejsca, bo z pobliża zaczęły dobiegać irytujące dźwięki klubowej muzyki. Po
okrążeniu Koloseum, wróciliśmy do motoru z zamiarem powrotu w to miejsce
następnego dnia. Niestety okazało się, że zabłądziliśmy i nie byliśmy w stanie
trafić do naszego hotelu. Byłam przemarznięta, wciąż przerażona chaosem, który
panował na drodze. Marzyłam o gorącym prysznicu i wygodnym łóżku. Sytuacja
zaczynała się pogarszać, ciągle jeździliśmy bez celu. W końcu I. znalazł jakąś
taksówkę stojącą na postoju i zapytał kierowcę o kierunek. Pan taksówkarz chyba
nie był skłonny, żeby bezinteresownie udzielić nam pomocy. Skończyło się na tym,
że musiałam wsiąść z nim do taksówki i wrócić do hotelu, a I. miał jechać za
nami i już na miejscu zapłacić za kurs. Okazało się, że hotel wcale nie był tak
daleko… No cóż, cały zaistniały ciąg nieprzyjemnych zdarzeń tego wieczoru, miał
jedną dobrą stronę – następnego dnia mogło być już tylko lepiej…
ROMAN HOLIDAY (1)
• Danger on the road.
We drove to Rome on a motorcycle - the main target of our trip was
achieved. Veni, vidi, vici! However, we didn’t think that from now on, we will
have to try to survive in the Eternal City. Behavior and maneuvers of Italian
drivers, it was a real madness. Insolence and haste. The civilized world with
the laws of the jungle on the road. Crowded parking. Lots of cars and lots of
scooters all around. It turns out that scooters are very popular means of
transport in the Roman metropolis. Both men and women, using them. A scooter certainly
helps avoid traffic jams. I must admit that streets were overcrowded and I had
the impression that there are already no traffic rules and no holds barred. It
was a normal situation that someone ran a red light. The horn was indispensable
accessory of every driver because it seems like everyone took part in some
race. I was terrified. I felt a real danger that we could die on the road.
Fortunately, we stopped quickly next to the hotel, where I could calm down a
little. In the room we drank champagne, rested a while and then we left room to
search for the Colosseum - Flavian Amphitheatre. It was supposed
to be a romantic walk among the extinct ruins of ancient. Unfortunately it
wasn’t. Colosseum at night was illuminated beautifully. I think it's frequent
place of meeting for youth. And when we were trying to take pictures, the next
local dealer hit us and try to sell flowers. I hate pushy people, so this
unexpected meeting ruined my mood for the rest of the evening. In addition, I
didn’t feel the atmosphere of the place because of annoying sound of club music
in the vicinity. After rounding Colosseum, we went back to the motor with the
intention of returning to this place the next day. Unfortunately, it turned out
that we lost track and we were not able to get to our hotel. I was chilled and
still terrified of the chaos on the road. I dreamed of a hot shower and an
comfortable bed. The situation began to deteriorate. In the end, I. found a taxi
and He asked the driver for directions. Taxi driver didn’t want to give us help
selflessly. Finally, I had to go back to the hotel in the taxi and I. had to follow
us and pay for the course in the end. It turned out that the hotel was not so
far away... Well, the whole series of unpleasant events which occurred that evening,
had a good side - the next day could be only better...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz