WERONA – PRÓBA
WSKRZESZENIA DUCHA ROMANTYZMU W MIEŚCIE ZAKOCHANYCH
Zwiedzenie kilku miast na trasie Norwegia –
Włochy, zaowocowało pewnym mechanizmem w naszym kontakcie z każdą nową obcą metropolią,
która była przystankiem podczas drogi powrotnej do domu. Po przekroczeniu symbolicznych
„bram” miasta, staraliśmy się ogarnąć całokształt, bacznie obserwując i chłonąc
atmosferę. Byliśmy świadomi zabytków, obecnych w danym miejscu, które są odwiecznym
celem pielgrzymowania turystów. Problem stanowiło jedynie zlokalizowanie tych
miejsc w rozległej urbanistycznej przestrzeni. Rozwiązaliśmy to w możliwie najlepszy
dla nas sposób, gwarantujący nam pełną swobodę i niezależność – po prostu na
miejscu kupowaliśmy mapę turystyczną. Posiłkując się dodatkowo nieocenionym GPS
– em, własnymi zmysłami oraz intuicją, byliśmy całkiem nieźle przygotowani. Nie
oznaczało to jednak, że całkowicie wyeliminowaliśmy problem błądzenia. To mimo
wszystko wciąż był jeden ze standardów naszego zwiedzania, ale miało to swój
niezapomniany wdzięk i urok niespodzianki.
Po
pierwszym spojrzeniu na Weronę miałam wrażenie, że jest to nowoczesne
przemysłowe miasto, dalekie od moich stereotypowych wyobrażeń pełnych
romantycznych uniesień związanych z tragiczną historią Romea i Julii,
umiejscowioną właśnie na ulicach Werony. Dodatkowo zwiedzaliśmy miasto w
strugach padającego deszczu, co nie było zbyt komfortowe. W końcu jednym z najważniejszych
celów naszych wakacji było pochłanianie słońca w każdej dawce. Niestety pogoda
nas nie rozpieszczała, a Werona również nie wyłamała się ze schematu i przywitała
nas deszczową pogodą. Poza tym dość szybko przekonałam się, że romantyzm w
dzisiejszych czasach jest często trochę staromodnym i zakurzonym pojęciem.
Początkowo trudno było go odnaleźć w Weronie, która wydawać by się mogło
powinna z tego słynąć.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od gotyckiego Zamku Castelvecchio nad rzeką Adygą
oraz spaceru po masywnym ceglanym Moście
Castelvecchio (Ponte Scaligero). Następnie przechadzaliśmy się w obrębie 3 weneckich
placów:
- największym z nich – Piazza Brá, gdzie zlokalizowana jest starożytna Arena – trzeci pod względem wielkości rzymski amfiteatr;
- najbardziej poetyckim – Piazza dei Signori z pomnikiem Dantego i pięknym wewnętrznym dziedzińcem Palazzo del Comune z XV – wiecznymi schodami;
- najbardziej funkcjonalnym i praktycznym – Piazza dell’Erbe (z fontanną Madonna Verona pośrodku), gdzie odbywa się targ warzywny i gdzie są zlokalizowane różne gastronomiczne punkty.
W pobliżu Piazza dei Signori udało nam się
dostać do niezwykłego i efektownego Grobowcu
Scaligerich (Arche Scaligere) –
rodu, który bardzo długo panował w Weronie i odcisnął swe piętno na tym mieście.
Grobowiec składa się z 5 sarkofagów członków rodziny della Scala. Nad każdym z
nich górują baldachimy ozdobione mnóstwem wieżyczek. Gotycki zabytek
odizolowany jest od ulicy żelazną kratą. Trzeba przyznać, że jest absolutnie
intrygujący, pobudzający wyobraźnię i absorbujący uwagę.
Tradycyjnie w jednym z okolicznych kiosków
kupiliśmy pocztówki na pamiątkę. Przy tej okazji I. ustalił swój „cennik”, jako
że to On płacił za wszystko. Każda wybrana przeze mnie kartka „kosztowała” mnie
jednego buziaka.
Na koniec wałęsaliśmy się trochę po mostach
nad brzegiem Adygi (m.in. Ponte Nuovo)
i obserwowaliśmy Weronę z tej dalekiej perspektywy. Z mostu widzieliśmy Kościół Św. Anastazji – największy w
mieście.
Nie dotarliśmy do obiektów związanych z mitycznym
romansem Romea i Julii, choć jest to wizytówka Werony, magnes na turystów.
Starając się nie deprecjonować walorów miasta, w tym także jego zabytków, muszę
uczciwie przyznać, że miasto mnie nie zachwyciło i szczerze wątpię czy wizyta w
Domu Julii z kultowym balkonem, czy też odwiedziny jej Grobu, bardzo wpłynęłyby
na zmianę mojego zdania odnośnie klimatu Werony. Uważam, że niestety jest
trochę przereklamowana, ale jest to tylko moja subiektywna ocena. Na pewno
warto zajrzeć do Werony, by samemu przekonać się o atrakcjach, jakie oferuje to
miasto i przeżyć tu swoją własną historię. Być może równie romantyczną jak
historia szekspirowskich kochanków? Oby nie tak tragiczną. J
VERONA –
AN ATTEMP TO RESURRECT SPIRIT OF ROMANTICISM IN TOWN OF LOVERS
After paying visits to several cities from Norway to Italy, we created some
mechanism in our contact with each new metropolis, which was a stop on the way
back home. After crossing the symbolic "gates" of the city, we were
trying to grasp the whole: we were observing closely and absorbing the
atmosphere. We were aware of the historical sights, which are the eternal
purpose of pilgrimage tourists. The only problem was the location of these
places in a large urban area. We solved it in the best possible way which
guarantee us freedom and independence – we just bought the tourist map on site.
We also used GPS, our own senses and intuition. I think we were pretty well
prepared. However, this didn’t mean that we completely eliminated the problem
of wandering. After all, it was still one of the standards of our tour but it brought
charm of surprises also.
When I first looked at Verona, I had the impression that it is a modern
industrial city, which is far from my
stereotype of romantic love and tragic story of Romeo and Juliet, positioned on
the streets of Verona. In addition, we did sightseeing the city in the rain,
which was not comfortable. Finally, one of the most important aims of our
holiday was to absorb sunlight at any dose. Unfortunately, the weather was not
so good for us and also in Verona we were greeted by rainy weather. Besides, I
found out pretty quickly that romanticism in modern times is often a little old-fashioned
and dusty concept. Initially, it was difficult to find it in Verona, which seem
to me should celebrated romanticism.
We started our tour of visit to the gothic Castle Castelvecchio on the Adige River and the massive Castelvecchio Bridge (Ponte Scaligero).
Then we strolled within three Venetian squares:
- the biggest of them - Piazza Brá, where is located the ancient Arena - the third largest Roman amphitheater;
- the most poetic - Piazza dei Signori with the statue of Dante and a beautiful inner courtyard of the Palazzo del Comune, with XV - century stairs;
- the most functional and practical - Piazza dell'Erba (with a fountain of Madonna Verona in the middle), where is the vegetable market and where are located various restaurants.
Near the Piazza dei Signori we were able to get to the amazing and
spectacular Tomb Scaliger (Arche Scaligere) - the family who is
very long reigned in Verona and has left mark on the city. Tomb consists of
five sarcophaguses of della Scala family members. Above each of them there are
canopies which are decorated with lots of turrets. Gothic monument is insulated
from the street by iron railing. I must admit that it is absolutely intriguing,
stimulating the imagination and absorbing attention.
Traditionally, in one of the nearby kiosk, we bought postcards as souvenirs.
On this occasion, I. arrive at a His own price, because He paid for everything.
Each card choose by me "cost" me a kiss.
At the end, we wandered a bit on the bridges on the banks of the Adige
River (including the Ponte Nuovo)
and watched Verona to the distant perspective. From the bridge we saw the Catholic
St. Anastasia’s Church - the largest church in the city.
We didn’t visit places associated with the mythical romance of Romeo and
Juliet, although it is a showcase of Verona, a magnet for tourists. Trying not
to depreciate the advantages of the city, including its sights, I honestly
admit that the city didn’t amaze me. I doubt whether a visit to the home of Juliet
with the legendary balcony or a visit to the Juliet’s tomb, will much change my
mind about Verona. Unfortunately, I think that Verona is a little overrated but
this is only my subjective opinion. Definitely, it is worth to visit Verona by
yourself to find out about attractions offered by the city and experience your
own story here. Perhaps, as romantic as the story of Shakespeare's lovers? I
hope that not so tragic. J
















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz