Większe znaczenie ma to, z kim jesteś niż
gdzie jesteś. Najchętniej zabrałabym ze sobą skoncentrowany koktajl uczuć i
spokoju, jakie wyzwala we mnie mój dom i rodzina. Ukradłabym ten kawałek nieba
i schowałabym go do kieszeni jak bezcenny talizman, który nadałby sens mojemu
życiu poprzez wskazywanie właściwego kierunku, jak niezawodny kompas. Najchętniej
teleportowałabym się i schowała w czasie, kiedy życie było prostsze i bardziej
esencjonalne. Dostosowałabym się jak kameleon do harmonijnego rytmu mojego prywatnego
prowincjonalnego świata, który mnie przygarnął, wychował i ukształtował i który
mam wytatuowany w swoim DNA. I nikt by mnie już nie znalazł. Ukryłabym się w
ciszy, skamieniała wrażliwością świata, oczyściła niewinnością otaczającej mnie
natury. W moich żyłach krąży szum mazurskich lasów, błogość pól i śpiew ptaków.
Jestem trwale połączona. Bezgranicznie kocham tęskniąc, tęsknię kochając i nie
mogę sobie z tym poradzić, marząc o powrocie. Ten dom, to miejsce i ci ludzie
to jedyna rzeczywistość, w której jestem szczęśliwa. To jedyna teraźniejszość,
której częścią się czuję. I niczego więcej mi nie trzeba. Tylko powrotu do
miejsca, gdzie zostało moje serce.