To były tylko 4 dni razem w innym mieście,
ale coś się zmieniło. Wróciłam przetransformowana. Zatraciłam część siebie na
rzecz kogoś innego. Pokochałam – dałam D prawo do bycia osobą, która potrafi mnie
zranić. Udaje Mu się to po mistrzowsku. Sylwestra spędziliśmy w łóżku. Nawet
nie doczekaliśmy fajerwerków o północy – zasnęliśmy. Po przyjemnym dniu
zwiedzania, przyszedł pierwszy kryzys. Postanowiliśmy spakować się i zmienić
tymczasową lokalizację, ale chociaż przeprowadzkę umilaliśmy sobie alkoholem,
to dobry nastrój prysł jak bańka mydlana z chwilą, kiedy weszliśmy do nowego
miejsca.
Imagination
Satisfaction
Obrazy na ścianach zupełnie nie pasowały do
klimatu, jaki wnieśliśmy. Dla odmiany w pokoju było ciepło, ale tym razem to
między nami panowała lodowata atmosfera. D zaczął mnie oskarżać tak, jak
kiedyś, ale tym razem był bardziej agresywny. Krzyczał, przeklinał, palił
jednego papierosa za drugim. Jeszcze nie widziałam Go w takim stanie. Wypowiedział
dużo słów, które mnie zraniły. Wytykał mi błędy, krytykował, obniżał samoocenę.
Wyrzucał, że go wykorzystuję. Mówił, że mi nie ufa, że jestem nieuczciwa,
wygodna, nieogarnięta, egoistyczna, okrutna. Potrafił uczepić się jednego
niepozmywanego talerza, który wg Niego świadczył o tym, że jestem samolubna,
nie można na mnie liczyć, nie potrafię wspierać i myślę tylko o sobie. Skupiał
się na jednym zdjęciu ze świąt, którego nie miałam ochoty oglądać, które
wystarczyło Mu na to, aby wyciągnąć wniosek, że nie mam dobrego podejścia do
dzieci i nie byłabym dobrą matką. W kulminacyjnym momencie powiedział, że chce,
żebym zniknęła, ale nie pozwolił mi spać. Nie pozwolił mi milczeć. A ja
wiedziałam, że moje milczenie jest dla Niego nie do zniesienia, ale nie byłam gotowa,
żeby stanąć z Nim twarzą w twarz. Słowa nic by nie zmieniły. Moja obrona nic by
nie dała. To nie o mnie przecież chodziło. Powinnam przenieść punkt ciężkości i
skupić się na Nim, bo przecież Jemu chodzi tylko o to, żeby zobaczyć w moich
oczach akceptację i pewność, że Go nie odrzucam. Jego ataki to pokręcony test,
która ma Mu udowodnić czy mi na Nim zależy, czy nie. Jego ataki to jawnie
okazana niechęć do samego siebie, bo D odmawia sobie prawa do szczęścia, a jego
nieuleczona podświadomość każe Mu odrzucić wszystko, na czym Mu zależy i co
kocha. Wiedziałam to wszystko, ale i tak stchórzyłam. Poddałam się. Nie
chciałam rozmawiać. Nie chciałam być. Nie chciałam czuć. Nie chcę cierpieć na
własne życzenie i nie chcę czuć, że jestem niedoceniana czy wykorzystywana. Pomyślałam,
że pora się uwolnić i wyjechać dzień wcześniej z Wrocławia, a później zniknąć
jak najszybciej z Jego życia i wyprowadzić się jak najdalej. Lepiej być samemu
niż męczyć się we dwójkę. Przecież wcale nie muszę z Nim być i nic nie trzyma
mnie w Poznaniu. Za dużo słów padło, żeby mogło być tak, jak dawniej. Rano
zwyciężyło poczucie odpowiedzialności. Zgodziłam się zostać, ale nie potrafiłam
pozbierać się po nocy. Czułam się fatalnie. Nie wiedziałam, kim jest facet obok
mnie i czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, ale nie potrafiłam zostawić Go
w takim stanie. Za bardzo bałam się tego, co może sobie zrobić. Za bardzo
szanuję Jego życie i nie potrafię pogodzić się z tym, że może je zmarnować
zatracając się w uzależniających oparach swojej destrukcyjnej przeszłości. Tymczasem
z założenia beztroska wyprawa na magiczną Ślężę zakończyła się kolejną
katastrofą. Było tak zimno, że po wyjściu z autobusu przeszliśmy zaledwie kilka
kroków i cofnęliśmy się z powrotem. Nie wyszliśmy nawet z Sobótki. D znowu
zaczął się na mnie wyżywać tak, jakby zwiedzanie Ślęży zimą to był mój pomysł. Znowu
mówił, żebym znalazła sobie kogoś, kto nie ma takiej przeszłości jak On, kogoś
kto zadba o mnie, o moje potrzeby oraz da mi szczęście i bezpieczeństwo, na
które zasługuję. Czułam, że już dłużej nie wytrzymam. Zaczęliśmy się rozpadać
na milion kawałków, których nie miałam siły zbierać. Pomogła świątynia, która miała
być schronieniem przed mroźnym górskim powietrzem, gdzie mieliśmy przeczekać na
autobus powrotny z Sobótki do Wrocławia. Ten kościół okazał się czyśćcem, gdzie
wyspowiadaliśmy się sami przed sobą i choć czułam, że profanujemy to miejsce
rozgrzewając się wódką, to nic innego i tak nam nie pozostało. Mogliśmy tylko
pić i rozmawiać w nadziei, że kiedyś się zrozumiemy.
Osobowość
bordeline
Wg psychiatry jedynym ratunkiem jest
półroczna kuracja w zakładzie zamkniętym. Obiecałam, że z Nim zostanę. W takim
miejscu brzmiało to jak przysięga. Nie cofnę już tych słów.
Poświęcaj
dla człowieka wszystko, ale człowieka nie poświęcaj dla niczego
Devotion
Każde zaangażowanie wymaga ofiary,
poświęcenia części siebie. W tym przypadku narażam się na cierpienie Jego
nagłych wybuchów złości i paranoicznej podejrzliwości. Biorę też pod uwagę to,
że kiedyś D przestanie na mnie reagować, bo nie będę już fascynującą nowością,
która potrafi Go ukoić, a po fali miłości przyjdzie czas na falę nienawiści,
która pochłaniając Jego będzie chciała wciągnąć także mnie. Ja z kolei cały
czas jestem impulsywna i błądzę w sposobie, w jaki zdarza mi się Go traktować. Mimo,
że jestem świadoma Jego problemów, to
nie jestem wyrozumiała dla zniewolenia słabości, w jakie uwierzył Jego umysł.
We are made of scars
Jak żyć ze sobą pełnią, bez kompromisów
oraz bez egocentryzmu i ranienia siebie nawzajem? Czy jest to w ogóle możliwe?
Jak sprawić, żeby związek nie miał w sobie cienia mentalnej i emocjonalnej transakcji,
a zaczął być czystą i niewinną relacją?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz