Mój spirytualny brat nie potrafi zrozumieć,
że z mojej strony nie może liczyć na nic więcej poza przyjaźnią. Jestem
zdezorientowana, bo myślałam, że przeszliśmy już przez trudny i stresujący
moment, kiedy dobitnie, brutalnie i po męsku wyznaczyłam granice naszej
znajomości po to, aby uniknąć nieporozumień, które pojawiły się dość szybko, jak
przystało na klasyczną niedookreśloną relację damsko – męską. Od początku
wiedziałam, że nie chcę z nim być i to już się nie zmieni bez względu na to,
jak fantastycznie się rozumiemy. Wyjaśniłam mu wszystko i byłam pewna, że jest
OK. Cień niepokoju pojawił się niedawno, kiedy zabrałam go do Planetarium, a on
zamiast zachwycać się gwiazdami, ciągle patrzył na mnie. Teraz po liście, który
napisał już nie mam wątpliwości, że mój dystans nie stanowi jeszcze dla niego
wystarczającego antidotum, które zabije wirus uczucia, jakiego nie chcę
odwzajemnić. Kiedy teraz wracam do historii swoich własnych miłości i miłostek
dochodzę do wniosku, że im jestem starsza, tym nabieram większej pewności, że
nie istnieje dla mnie ani pierwsza miłość, ani ten „jeden jedyny”, z którym
stanowiłabym doskonałą pełnię. Każdy był wybranym, kiedy po każdym kolejnym
związku umierałam i rodziłam się na nowo po to, aby z czystym kontem wejść w
nową relację. Każdy był pierwszy i z każdym wiązałam nadzieję, ale po wielu
doświadczeniach nie potrafiłabym już teraz założyć, że ten pierwszy pozostanie tym
ostatnim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz