niedziela, 11 lutego 2018



Mój spirytualny brat nie potrafi zrozumieć, że z mojej strony nie może liczyć na nic więcej poza przyjaźnią. Jestem zdezorientowana, bo myślałam, że przeszliśmy już przez trudny i stresujący moment, kiedy dobitnie, brutalnie i po męsku wyznaczyłam granice naszej znajomości po to, aby uniknąć nieporozumień, które pojawiły się dość szybko, jak przystało na klasyczną niedookreśloną relację damsko – męską. Od początku wiedziałam, że nie chcę z nim być i to już się nie zmieni bez względu na to, jak fantastycznie się rozumiemy. Wyjaśniłam mu wszystko i byłam pewna, że jest OK. Cień niepokoju pojawił się niedawno, kiedy zabrałam go do Planetarium, a on zamiast zachwycać się gwiazdami, ciągle patrzył na mnie. Teraz po liście, który napisał już nie mam wątpliwości, że mój dystans nie stanowi jeszcze dla niego wystarczającego antidotum, które zabije wirus uczucia, jakiego nie chcę odwzajemnić. Kiedy teraz wracam do historii swoich własnych miłości i miłostek dochodzę do wniosku, że im jestem starsza, tym nabieram większej pewności, że nie istnieje dla mnie ani pierwsza miłość, ani ten „jeden jedyny”, z którym stanowiłabym doskonałą pełnię. Każdy był wybranym, kiedy po każdym kolejnym związku umierałam i rodziłam się na nowo po to, aby z czystym kontem wejść w nową relację. Każdy był pierwszy i z każdym wiązałam nadzieję, ale po wielu doświadczeniach nie potrafiłabym już teraz założyć, że ten pierwszy pozostanie tym ostatnim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz