Aaacchhhh, ci mężczyźni i ich wybiórcza
spostrzegawczość. Zauważył, że schudłam (minimalnie wg mojej racjonalnej i
obiektywnej oceny), a nie odnotował, że zmieniłam kolor włosów. Świadoma faktu,
że najwyraźniej jego wzrok przykuwają tylko określone partie mojego ciała jestem
wściekła w feministycznym buncie i zbuntowana w feministycznej wściekłości, bo zaczynam podejrzewać, że może jego delikatność, troska, szacunek, oddanie i ciekawość to
tylko baśniowa fasada, za którą nie kryje się nic więcej poza zwierzęcą
fascynacją i dziką potrzebą prokreacji? Tymczasem we mnie za każdym razem, gdy
go widzę budzi się życzenie, aby stać się jego aniołem stróżem, który ochrania
i strzeże oraz słońcem, które rozświetla jego drogę.
A może po prostu istnieje wiele rodzajów
miłości? A ten wariant – pod warunkiem, że złożymy nasze odczucia w jedną wspólną
całość – tworzy złożoną kompozycję, która rozwija się wielopoziomowo jak orientalne
perfumy: nie brakuje w niej ani ulotnej świeżości nadmorskiej bryzy, ani
niezobowiązującej cytrusowej, lekkiej woni, ani pikantnych akcentów piżma, ale
tym co spaja i otula jest ciepła kadzidlano – żywiczna, bursztynowa baza. To
zapach na wielkie wyjścia, który pozwala uciec od miazmatów codzienności. To zapach
miłości, która nie może być spełniona, dlatego aromat jest tak urzekający i
pociągający. Trudno mi jednak stwierdzić czy jest trwały…? Może utrzyma się tylko
do kolejnego odurzenia…
Wiem jedno – im więcej czasu mija, tym większy
dystans zyskuję w stosunku do swoich uczuć względem E. Chyba zaczynam rozumieć,
że sprawa jest przegrana i mam tylko jedno wyjście – muszę odpuścić. Z drugiej
strony uzmysławiam sobie, że wcale nie muszę stać na pierwszym planie i nawet z
cienia mogę szaleć za nim oraz służyć mu swoim wsparciem, jeśli będzie tego
potrzebował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz