czwartek, 1 marca 2018


Aaacchhhh, ci mężczyźni i ich wybiórcza spostrzegawczość. Zauważył, że schudłam (minimalnie wg mojej racjonalnej i obiektywnej oceny), a nie odnotował, że zmieniłam kolor włosów. Świadoma faktu, że najwyraźniej jego wzrok przykuwają tylko określone partie mojego ciała jestem wściekła w feministycznym buncie i zbuntowana w feministycznej wściekłości, bo zaczynam podejrzewać, że może jego delikatność, troska, szacunek, oddanie i ciekawość to tylko baśniowa fasada, za którą nie kryje się nic więcej poza zwierzęcą fascynacją i dziką potrzebą prokreacji? Tymczasem we mnie za każdym razem, gdy go widzę budzi się życzenie, aby stać się jego aniołem stróżem, który ochrania i strzeże oraz słońcem, które rozświetla jego drogę.  


A może po prostu istnieje wiele rodzajów miłości? A ten wariant – pod warunkiem, że złożymy nasze odczucia w jedną wspólną całość – tworzy złożoną kompozycję, która rozwija się wielopoziomowo jak orientalne perfumy: nie brakuje w niej ani ulotnej świeżości nadmorskiej bryzy, ani niezobowiązującej cytrusowej, lekkiej woni, ani pikantnych akcentów piżma, ale tym co spaja i otula jest ciepła kadzidlano – żywiczna, bursztynowa baza. To zapach na wielkie wyjścia, który pozwala uciec od miazmatów codzienności. To zapach miłości, która nie może być spełniona, dlatego aromat jest tak urzekający i pociągający. Trudno mi jednak stwierdzić czy jest trwały…? Może utrzyma się tylko do kolejnego odurzenia… 


Wiem jedno – im więcej czasu mija, tym większy dystans zyskuję w stosunku do swoich uczuć względem E. Chyba zaczynam rozumieć, że sprawa jest przegrana i mam tylko jedno wyjście – muszę odpuścić. Z drugiej strony uzmysławiam sobie, że wcale nie muszę stać na pierwszym planie i nawet z cienia mogę szaleć za nim oraz służyć mu swoim wsparciem, jeśli będzie tego potrzebował.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz