Najlepszą formą terapii i
najskuteczniejszym antidotum jest detoks, bo lekarstwo przedawkowane zawsze zamienia
się w truciznę, dlatego potrzebujemy dystansu, odcięcia, aby to, co najpierw
nam służyło nie zamieniło się w to, co nas powoli niszczy. Błądząc w międzyludzkich
relacjach próbuję znaleźć równowagę pomiędzy dostępnością a samotnością. Przyciągam
i odpycham tworząc własną siłę grawitacji, zgodną kierunkiem z moimi marzeniami
i z moimi fobiami. Wahadło wychyla się nieharmonicznie, złoty piasek czasu
przemienia się w popiół ze spalonych nadziei. Znowu zafundowałam sobie
cykliczną stratę. Znowu potrzebuję przestrzeni, interwału, alienacji. Liczę na
to, że weekend w Madrycie spali te części mnie, którymi obrosłam w ciągu
ostatnich miesięcy i które mi zawadzają, a tym co się spotęguje po tej przemianie
będzie moja siła, moja wolność, moja pewność siebie, moja godność, moja zdolność współpracy i moja
wrażliwość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz