piątek, 9 marca 2018



Najlepszą formą terapii i najskuteczniejszym antidotum jest detoks, bo lekarstwo przedawkowane zawsze zamienia się w truciznę, dlatego potrzebujemy dystansu, odcięcia, aby to, co najpierw nam służyło nie zamieniło się w to, co nas powoli niszczy. Błądząc w międzyludzkich relacjach próbuję znaleźć równowagę pomiędzy dostępnością a samotnością. Przyciągam i odpycham tworząc własną siłę grawitacji, zgodną kierunkiem z moimi marzeniami i z moimi fobiami. Wahadło wychyla się nieharmonicznie, złoty piasek czasu przemienia się w popiół ze spalonych nadziei. Znowu zafundowałam sobie cykliczną stratę. Znowu potrzebuję przestrzeni, interwału, alienacji. Liczę na to, że weekend w Madrycie spali te części mnie, którymi obrosłam w ciągu ostatnich miesięcy i które mi zawadzają, a tym co się spotęguje po tej przemianie będzie moja siła, moja wolność, moja pewność siebie, moja godność, moja zdolność współpracy i moja wrażliwość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz