poniedziałek, 23 maja 2016

Grawitacja




Czasem grawitacja w Poznaniu jest dla mnie zbyt ciężka, a kiedy nie mogę oderwać stóp od ziemi, a każdy krok naprzód kosztuje mnie mnóstwo energii, wysiłku i czasu, gubię po drodze większość motywacji i radości życia tak, jakby te uczucia były balastem, a nie latawcem, który mógłby mnie ponieść do lepszych czasów. Kiedy jest bardzo, bardzo, bardzo źle staję się autodestrukcyjna, wykazując iście wampirze skłonności do obcowania wśród cieni. Myślałam, że tę drogę w dół mam już dawno za sobą, ale najwidoczniej wciąż zdarza mi się jak lunatyk w mrocznym świetle krwawego księżyca podążać labiryntem rozpaczy i braku akceptacji do zastanego status quo. 


To uczucie, kiedy nic nie idzie po mojej myśli, a świat mnie przygniata.

To uczucie braku przystosowania do gęstej materii.

To uczucie wyobcowania.


W moim koszmarze wciąż uparcie trwa upiorny taniec w gabinecie krzywych luster, w których przyglądają mi się moje strachy, przybierając coraz bardziej szkaradne formy. No cóż, teraz jestem mądrzejsza o tyle, o ile wiem, że zejście do piwnicy jest czasem potrzebne, żeby zrobić w niej porządek,  a wszystkie potwory, jakie się w niej czają mają tylko taką moc, jaką sama im nadam.

niedziela, 15 maja 2016

Jezioro dusz






Większe znaczenie ma to, z kim jesteś niż gdzie jesteś. Najchętniej zabrałabym ze sobą skoncentrowany koktajl uczuć i spokoju, jakie wyzwala we mnie mój dom i rodzina. Ukradłabym ten kawałek nieba i schowałabym go do kieszeni jak bezcenny talizman, który nadałby sens mojemu życiu poprzez wskazywanie właściwego kierunku, jak niezawodny kompas. Najchętniej teleportowałabym się i schowała w czasie, kiedy życie było prostsze i bardziej esencjonalne. Dostosowałabym się jak kameleon do harmonijnego rytmu mojego prywatnego prowincjonalnego świata, który mnie przygarnął, wychował i ukształtował i który mam wytatuowany w swoim DNA. I nikt by mnie już nie znalazł. Ukryłabym się w ciszy, skamieniała wrażliwością świata, oczyściła niewinnością otaczającej mnie natury. W moich żyłach krąży szum mazurskich lasów, błogość pól i śpiew ptaków. Jestem trwale połączona. Bezgranicznie kocham tęskniąc, tęsknię kochając i nie mogę sobie z tym poradzić, marząc o powrocie. Ten dom, to miejsce i ci ludzie to jedyna rzeczywistość, w której jestem szczęśliwa. To jedyna teraźniejszość, której częścią się czuję. I niczego więcej mi nie trzeba. Tylko powrotu do miejsca, gdzie zostało moje serce.