poniedziałek, 23 maja 2016

Grawitacja




Czasem grawitacja w Poznaniu jest dla mnie zbyt ciężka, a kiedy nie mogę oderwać stóp od ziemi, a każdy krok naprzód kosztuje mnie mnóstwo energii, wysiłku i czasu, gubię po drodze większość motywacji i radości życia tak, jakby te uczucia były balastem, a nie latawcem, który mógłby mnie ponieść do lepszych czasów. Kiedy jest bardzo, bardzo, bardzo źle staję się autodestrukcyjna, wykazując iście wampirze skłonności do obcowania wśród cieni. Myślałam, że tę drogę w dół mam już dawno za sobą, ale najwidoczniej wciąż zdarza mi się jak lunatyk w mrocznym świetle krwawego księżyca podążać labiryntem rozpaczy i braku akceptacji do zastanego status quo. 


To uczucie, kiedy nic nie idzie po mojej myśli, a świat mnie przygniata.

To uczucie braku przystosowania do gęstej materii.

To uczucie wyobcowania.


W moim koszmarze wciąż uparcie trwa upiorny taniec w gabinecie krzywych luster, w których przyglądają mi się moje strachy, przybierając coraz bardziej szkaradne formy. No cóż, teraz jestem mądrzejsza o tyle, o ile wiem, że zejście do piwnicy jest czasem potrzebne, żeby zrobić w niej porządek,  a wszystkie potwory, jakie się w niej czają mają tylko taką moc, jaką sama im nadam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz