Kolejna przeprowadzka wiąże się z tym, że
kolejny raz usiłuję zreorganizować swoje życie. Nie jest łatwo, bo jestem w
Poznaniu już ponad miesiąc, ale nie udało mi się jeszcze wygospodarować
wystarczającej ilości czasu dla siebie. Ciągle gdzieś gonię i mam wrażenie, że
drogi, którymi się poruszam wykolejają mnie i odciągają od zaplanowanego celu.
Pochłonęła mnie materialna strona życia, która wiąże się z zapewnieniem sobie
warunków bytowych. Nie mam czasu biegać i nie mam czasu pomyśleć. Czasami w
chwilach słabości zastanawiam się, co ja tu właściwie robię? I oczywiście nie
znajduję satysfakcjonującej odpowiedzi, która mogłaby mnie uspokoić. Jestem tu
po to, żeby doświadczać i wyciągać lekcje – tylko tyle wiem. A gdzie mnie to
zaprowadzi? Jak zwykle nie mam pojęcia, ale to jest OK, bo życie nauczyło mnie
nie przywiązywać się zbytnio do swoich planów i oczekiwań. Może kiedyś
zrozumiem, po co to wszystko i przestanę notorycznie popełniać te same błędy. Może
kiedyś dostanę to, czego chcę albo zrozumiem, że jeśli czegoś nie mam, to jest
to fart i dar od losu, tyle że teraz tego nie dostrzegam. Życie to naprawdę
pudełko czekoladek i najlepiej jest celebrować każde wrażenie smakowe, jakie
daje, nie tylko te ulubione, czyż nie? Póki co moje współistnienie z miastem
nie jest tak do końca złe, choć nigdy nie będzie to relacja idealna i harmonijna.
Na pewno życie ma teraz swoją cenę, którą trzeba zapłacić i chociaż miło jest
smakować czy doświadczać miejskiej, czyli wygodnej rzeczywistości, to jednak
niewiele się zmieniło – najlepiej, bo najpełniej odpoczywam na łonie natury,
odseparowana od hałasów ulicy i bliskiej obecności innych homo sapiens. To daje
mi wytchnienie i jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – drzewa są moimi najlepszymi
przyjaciółmi, bo to z nimi najlepiej się rozumiem, czując energetyczną
bliskość, która daje ukojenie i podczas kryzysu ogarniających mnie wątpliwości przypomina
mi, że świat jednak jest piękny, a w życiu chodzi o coś więcej niż pieniądze i
kariera. Nie po to istniejemy. Na tym polega moja osobista magia codzienności –
świat może być wartościowy mimo bieżących problemów, o ile to my sami nadamy mu
wartość, piękno i znaczenie poprzez odpowiednie ukierunkowanie swoich myśli.
Każdy może użyć czarodziejskiej różdżki swojego umysłu po to, aby zmieniać
swoją codzienność. Dla mnie najlepsze i najbardziej stabilne jest to, co zawsze
było i to, czego częścią się czuję, czyli to, co pierwotne: ziemia, która
pozwala mi się zakorzenić, drzewa, które są dla mnie wzorem siły i wytrwałości,
szum wiatru przynoszący zmiany, zwierzęta, które pokazują, że jednym z celów
życia jest nieskrępowana naturalność oraz ptaki, które rozbudzają we mnie
tęsknotę za podążaniem za marzeniami i wolnością. To mi w jakiś sposób
przypomina, że dom jest wszędzie tam, gdzie jestem, bo nie jest to wcale konkretne
miejsce na ziemi, tylko suma odczuć i
wrażeń, jakie w sobie wyzwalam. Najwyraźniej okiełznałam swój racjonalny umysł
i zdetronizowałam go jako nieomylnego Salomona, a dopuściłam do głosu swoje
wewnętrzne dziecko, dzięki czemu teraz jest mi łatwiej i swobodniej żyć. Wiem,
że umarłabym mentalnie gdybym wierzyła tylko w to, co widzę i słyszę, bez
marginesu bezpieczeństwa w postaci zaufania do pozamaterialnej wielowymiarowej
rzeczywistości. W końcu miasto jako sztuczny twór pełen zakazów i nakazów uczy
mnie niewielu wartościowych rzeczy, ale jestem tu, a więc muszę nauczyć się
sztuki przetrwania w tym swoistym więzieniu, co nieodłącznie wiąże się z
koniecznością podporządkowania ustalonym normom i regułom życia społecznego.
Muszę być konformistką, choć czasem cierpi na tym moje poczucie wewnętrznej
jedności. A może po prostu uczę się zasad, aby wiedzieć jak łamać je we
właściwy sposób oraz prawdziwej wolności, która wypływa z wewnątrz? Natura ukierunkowuje
mnie i pozwala odpocząć w tym złożonym procesie, a także pokazuje mi siłę prawdy
i uczy życia w harmonii z samą sobą, co przekłada się na moje relacje z innymi.
Uwielbiam obcować z tą niezakłamaną siłą i towarzyszącymi jej duchami. Dzięki
niej widzę życie wszędzie i wszystko ma dla mnie głęboko medytacyjny wymiar, bo
cała ziemia odczuwa rzeczywistość na swój unikalny sposób. Co więcej, każda
rzecz ma swoje drugie oblicze, a patrzeć można też pozazmysłowo, a iluzja
rzeczywistości polega na tym, że nie dostrzegamy innego świata poza miejskimi
murami. Tymczasem wystarczy zmienić perspektywę, aby odkryć, że niewiele
potrzeba do szczęścia i to my sami jesteśmy za nie odpowiedzialni, bo szczęście
to nie jest materia, choć z drugiej strony szczęściem może być wszystko, co nas
otacza, bo jest to odczucie mentalne, które nosi się w sobie, opromieniając i
upiększając nim swoją rzeczywistość.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz