Może to dziwne, ale wierzę, że porządek w domu równa się
uporządkowane życie, a bałagan jest czynnikiem stymulującym rozwój chronicznych
chorób w naszym organizmie. Nie zmienia to faktu, że dopiero tuż przed przeprowadzką zorientowałam
się, jak wiele zbędnych rzeczy skolekcjonowałam przez ostatnie 2 lata. Nie
zauważyłam nawet, że jest ich tak wiele! W ramach zadośćuczynienia postanowiłam stać się minimalistką, bo nieprzywiązywanie się do rzeczy daje przynajmniej poczucie
wolności. Powinnam wziąć przykład z Indian, którzy dobrze wiedzieli, że
wszystko na tym świecie jest pożyczone, bo przychodzimy i odchodzimy z niego w
ten sam sposób – nie posiadając niczego. Jedynym, co ja chcę ze sobą przenosić
zmieniając lokalizacje, jest bagaż doświadczeń. Uświadomiło mi to wszystko
także niezamierzone i nieoczekiwane wykasowanie z mojego laptopa wszystkich
cennych dla mnie danych. Okazało się, że nie mam problemu ze zbytnim
przywiązywaniem się do przeszłości, ale nie ufam w swoje siły w 100 % - ach, bo
niepotrzebnie zapobiegawczo neutralizuję naturalny strach przed przyszłością za
pomocą rozpinania asekuracyjnej pomocniczej liny, która miałaby mnie ochronić
przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Nie rzucam się z pełnym zaufaniem do
otwartej wody bez kamizelki ratunkowej. Na laptopie katalogowałam swoje
przemyślenia i wydarzenia z perspektywy upływającego czasu. To było kalendarium
mojej przeszłości, z której wyciągałam wnioski. To mnie określało i budowało
obraz wartości, w które wierzę, które wyznaję i których nikt nie mógł tak łatwo
obalić, poddając w wątpliwość, bo wracając do nich nieustannie przypominały mi
kim jestem i kim chcę być. Najwidoczniej byłam za bardzo zamknięta na etapie
gromadzenia danych i w końcu nadszedł czas, aby zacząć wprowadzać swoje
wartości w życie bez strachu przed odrzuceniem, krytyką czy wstydem. W końcu
nadszedł czas, żeby zderzyć się z prawdą o sobie samej, bo na obecnym etapie swojego
życia wcale nie uważam, że jestem w porządku w stosunku do innych, choć trudno
mi to przyznać. Otaczam się pięknymi wzniosłymi słowami, które są przecież martwe
i puste, dopóki nie zostaną wprowadzone w czyn, a ja chcę zmieniać się na
lepsze, więc najwyższy czas spojrzeć na siebie i zmieniać to, co mi się nie
podoba konfrontując się z nieprzewidywalną rzeczywistością. Nadszedł czas, aby
przestać uzależniać się od wiecznej retoryki w postaci pytania: „kim jestem?”,
ale zacząć szukać odpowiedzi na nie poprzez działanie i wyciągać własne wnioski.
Pora zacząć mierzyć się z losem, bo życie dostarcza mi teraz nadmiaru takich
okazji. Wokół mnie są ludzie, którzy domagają się jakiejś formy pomocy. To
sprawdzian dla mnie jak budować zdrowe relacje, w których nie ma nienaturalnego
przywiązania do drugiej osoby i w których nie zawsze jest wygodnie, ale jest za
to obecna bezwarunkowa tolerancja, wsparcie i poświęcony czas, którego nie
uznam za zmarnowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz