piątek, 18 grudnia 2015

Może to dziwne, ale wierzę, że porządek w domu równa się uporządkowane życie, a bałagan jest czynnikiem stymulującym rozwój chronicznych chorób w naszym organizmie. Nie zmienia to faktu, że dopiero tuż przed przeprowadzką zorientowałam się, jak wiele zbędnych rzeczy skolekcjonowałam przez ostatnie 2 lata. Nie zauważyłam nawet, że jest ich tak wiele! W ramach zadośćuczynienia postanowiłam stać się minimalistką, bo nieprzywiązywanie się do rzeczy daje przynajmniej poczucie wolności. Powinnam wziąć przykład z Indian, którzy dobrze wiedzieli, że wszystko na tym świecie jest pożyczone, bo przychodzimy i odchodzimy z niego w ten sam sposób – nie posiadając niczego. Jedynym, co ja chcę ze sobą przenosić zmieniając lokalizacje, jest bagaż doświadczeń. Uświadomiło mi to wszystko także niezamierzone i nieoczekiwane wykasowanie z mojego laptopa wszystkich cennych dla mnie danych. Okazało się, że nie mam problemu ze zbytnim przywiązywaniem się do przeszłości, ale nie ufam w swoje siły w 100 % - ach, bo niepotrzebnie zapobiegawczo neutralizuję naturalny strach przed przyszłością za pomocą rozpinania asekuracyjnej pomocniczej liny, która miałaby mnie ochronić przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Nie rzucam się z pełnym zaufaniem do otwartej wody bez kamizelki ratunkowej. Na laptopie katalogowałam swoje przemyślenia i wydarzenia z perspektywy upływającego czasu. To było kalendarium mojej przeszłości, z której wyciągałam wnioski. To mnie określało i budowało obraz wartości, w które wierzę, które wyznaję i których nikt nie mógł tak łatwo obalić, poddając w wątpliwość, bo wracając do nich nieustannie przypominały mi kim jestem i kim chcę być. Najwidoczniej byłam za bardzo zamknięta na etapie gromadzenia danych i w końcu nadszedł czas, aby zacząć wprowadzać swoje wartości w życie bez strachu przed odrzuceniem, krytyką czy wstydem. W końcu nadszedł czas, żeby zderzyć się z prawdą o sobie samej, bo na obecnym etapie swojego życia wcale nie uważam, że jestem w porządku w stosunku do innych, choć trudno mi to przyznać. Otaczam się pięknymi wzniosłymi słowami, które są przecież martwe i puste, dopóki nie zostaną wprowadzone w czyn, a ja chcę zmieniać się na lepsze, więc najwyższy czas spojrzeć na siebie i zmieniać to, co mi się nie podoba konfrontując się z nieprzewidywalną rzeczywistością. Nadszedł czas, aby przestać uzależniać się od wiecznej retoryki w postaci pytania: „kim jestem?”, ale zacząć szukać odpowiedzi na nie poprzez działanie i wyciągać własne wnioski. Pora zacząć mierzyć się z losem, bo życie dostarcza mi teraz nadmiaru takich okazji. Wokół mnie są ludzie, którzy domagają się jakiejś formy pomocy. To sprawdzian dla mnie jak budować zdrowe relacje, w których nie ma nienaturalnego przywiązania do drugiej osoby i w których nie zawsze jest wygodnie, ale jest za to obecna bezwarunkowa tolerancja, wsparcie i poświęcony czas, którego nie uznam za zmarnowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz