Skończyliśmy pracę nad ranem, było bardzo
zimno. D nie pojechał do siebie, wysiadł za mną z autobusu. Powiedział, że nie
mogę spotkać się na kawie z K. chociaż dzień wcześniej mu to nie przeszkadzało.
Oskarżył mnie, że chcę Go zdradzić. Zarzucił mi kłamstwo. Wywnioskował tak na
podstawie swoich urojonych przypuszczeń, które pomylił z prawdą. Jak na ironię
to właśnie On ma za sobą przeszłość niestrudzonego imprezowicza, który co noc
spał z inną dziewczyną albo nawet z kilkoma. Szedł za mną przez całą drogę do
mieszkania tylko po to, żeby mnie oskarżać i raz po raz powtarzać, że to ja
chciałam się rozstać. Nic takiego nie powiedziałam, to D nie chciał mnie
słuchać. Kłóciliśmy się na pustej ulicy. Miałam dość, ale On nie pozwolił mi
odejść. Kiedy byłam zbyt zirytowana tym, że mnie nie słucha, próbowałam
zostawić Go i wrócić do domu, ale On chwytał mnie wtedy za rękę i przyciągał do
siebie. Wolał przedłużać agonię. Powiedział, że już mi nie zaufa, ale nie
zerwał wprost – zaproponował otwarty związek, co było jeszcze gorsze, bo chwilę
potem dodał, że mnie szanuje. Był niesprawiedliwy i bezczelny. Zgwałciłam sama
siebie, kiedy dałam mu przeczytać swoje sms – y z K tylko po to, żeby Go
uspokoić. Nie zadziałało. Czepiał się detali, a ja zaliczyłam powtórkę z
przeszłości. Nie wychodzą mi związki, choć tym razem wzięłam pełną
odpowiedzialność za swoje decyzje i działania. Przynajmniej zaczęłam szanować
siebie na tyle, żeby nie widzieć w tym wyłącznie swojej winy. On ma inaczej, bo
uznał, że był w porządku w stosunku do mnie. Stwierdził, że to ja zniszczyłam
nasz związek, a On tego nie chciał. Wiedziałam, że ma depresję i problemy,
którymi mógłby obdzielić kilku ludzi, ale nie przypuszczałam, że będzie tak
ciężko. Miałam wrażenie, jakbym dłużej będąc z Nim traciła powoli szacunek do
samej siebie i coraz bardziej obwiniała siebie, że nie jestem taka, jaką On chciałby
mnie widzieć. Nie tak powinien wyglądać związek… Naiwnie wolałam bawić się w
idyllicznego Prometeusza zamiast wziąć pod uwagę jak twarde, okrutne i
niewdzięczne potrafi być życie. Tego zimnego poranka proza życia dodatkowo zamroziła
mój umysł rozkochany w ideale, choć patrząc na siebie uczciwie nie mogę też nie
przyznać, że nie podobały mi się komplementy K. Tyle że nie mógł być to flirt,
bo K jest dla mnie aseksualny i nigdy nie zdradziłabym z nim D. Właśnie dlatego
uznałam go za bezpieczny teren, który mogę poznać i zyskać w ten sposób dobrego
kolegę. Nie przypuszczałam, że D postawi twarde warunki w postaci swojej
wypaczonej wersji „oko za oko, ząb za ząb” i próby trzymania mnie na smyczy stworzonej
z braku zaufania. To prawda, że nie wiem czy by nam wyszło, bo nie wierzę, że
na tym świecie można o czymkolwiek powiedzieć „na zawsze”, nieważne jak bardzo
bym tego chciała, ale chciałam się postarać i dać Mu to, o czym marzy. Wiem, że
nie jestem idealna. Lubię samotność, lubię się izolować i stwarzać dystans, a
do tego bywam nieprzystępna. Nie zawsze potrafię się dzielić, jestem
niecierpliwa i nie w każdej sytuacji potrafię być wsparciem. Poza tym kocham
wolność, ale dla niego postanowiłam nauczyć się kochać ją nie za wszelką cenę. Nie
chciałam kończyć tej znajomości tak szybko i w ten sposób. Dostrzegałam ogromną
wartość tego związku. Teraz już wiem, że nie jestem w stanie uratować całego
świata, ale mogę przynajmniej starać się uratować swój własny, w którym nikogo
nie ma poza mną samą. Może to zwykły egoizm, może strach przed zranieniem, a
może najlepszy i najbardziej uczciwy sposób na życie, w którym nie przywiązujesz
się do niczego i do nikogo i w ten sposób łatwiej jest Ci odejść?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz