środa, 6 grudnia 2017

Wydaje nam się, że życie jest linią prostą, a więc dążymy do tego, aby iść cały czas naprzód, bo przecież tylko tak żyje się właściwie, czyli bez żalu, bez strat i bez powtórek, ale za to dynamicznie i ze wzrokiem utkwionym w wyłaniającym się horyzoncie niepoznanych jeszcze nadziei i niedookreślonych pragnień. Każdy krok wstecz oznacza regres i jest przypisywany jednostkom słabym i nieukształtowanym. A co jeśli życie wcale nie jest linią prostą? A może jest spiralą, gdzie każda sytuacja powracająca do nas jak bumerang to nie zeszłoroczny śnieg, niepotrzebny nadbagaż, zaklęte koło, powtarzający się schemat i monotonia, a raczej okazja do zrozumienia, że każde zdarzenie zawiera w sobie taką ilość prawdy, jaką jesteśmy w stanie w danej chwili odkryć i na jaką jesteśmy w danej chwili gotowi. Może cykle i powroty są nieuniknione, bo potrzebujemy lustra, w którym przyjrzymy się swojej przeszłości, odtworzymy własne ślady utrwalone na piasku i otworzymy się na poznanie nowych sensów i nowych definicji. Może każda sytuacja jest wielopoziomowa i składa się z różnych warstw, które odkrywamy wraz z rosnącym doświadczeniem. Z indywidualnego punktu widzenia każda jednostka to tylko punkt na peryferiach, ale im bogatsza wewnętrznie się staje, tym większe zyskuje pojęcie o całości i tym bliżej prawdy się znajduje. Człowiek, który idzie i powraca, a mimo to wspina się coraz wyżej, wychodzi na zewnątrz i koncentruje się w środku – wie więcej o otaczającym go świecie. Wie więcej o innych. Wie więcej o sobie samym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz