Wydaje nam się, że życie jest linią prostą,
a więc dążymy do tego, aby iść cały czas naprzód, bo przecież tylko tak żyje
się właściwie, czyli bez żalu, bez strat i bez powtórek, ale za to dynamicznie
i ze wzrokiem utkwionym w wyłaniającym się horyzoncie niepoznanych jeszcze
nadziei i niedookreślonych pragnień. Każdy krok wstecz oznacza regres i jest
przypisywany jednostkom słabym i nieukształtowanym. A co jeśli życie wcale nie
jest linią prostą? A może jest spiralą, gdzie każda sytuacja powracająca do nas
jak bumerang to nie zeszłoroczny śnieg, niepotrzebny nadbagaż, zaklęte koło,
powtarzający się schemat i monotonia, a raczej okazja do zrozumienia, że każde
zdarzenie zawiera w sobie taką ilość prawdy, jaką jesteśmy w stanie w danej
chwili odkryć i na jaką jesteśmy w danej chwili gotowi. Może cykle i powroty są
nieuniknione, bo potrzebujemy lustra, w którym przyjrzymy się swojej
przeszłości, odtworzymy własne ślady utrwalone na piasku i otworzymy się na
poznanie nowych sensów i nowych definicji. Może każda sytuacja jest
wielopoziomowa i składa się z różnych warstw, które odkrywamy wraz z rosnącym
doświadczeniem. Z indywidualnego punktu widzenia każda jednostka to tylko punkt
na peryferiach, ale im bogatsza wewnętrznie się staje, tym większe zyskuje pojęcie
o całości i tym bliżej prawdy się znajduje. Człowiek, który idzie i powraca, a mimo
to wspina się coraz wyżej, wychodzi na zewnątrz i koncentruje się w środku – wie
więcej o otaczającym go świecie. Wie więcej o innych. Wie więcej o sobie samym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz