Już od kilku lat próbuję znaleźć swoją
drogę i póki co, jeszcze mi się to nie udało. Ostatnie 2 lata to było pasmo
ciągłych zmian: liczne przeprowadzki bliższe i dalsze, trudne rozstania,
mnóstwo ludzi po drodze. Można to wszystko wymieniać, rozdrabniać, dodawać i
mnożyć, ale jedno jest pewne – żyłam bez planu i bez poczucia stabilizacji.
Próbowałam różnych smaków, ale żaden nie okazał się moim ulubionym. Już dawno
poradziłam sobie z upiorami przeszłości, teraz przyszedł czas na ustalenie
nowego kierunku i stworzenie nowej przyszłości. Tylko że teraz mam inną
strategię. Nie chcę już korzystać z windy, którą zawsze ktoś mi proponował, bo
to było najgorsze, co mogłam zrobić. Dopasowywałam się po prostu do cudzych
wizji i próbowałam odnaleźć siebie w innych oczach, a przez to łatwo traciłam
orientację i zmieniałam plany życiowe, nie trzymając się nigdy jednego
scenariusza. Dawałam się ponieść każdej wzburzonej fali. Potrafiłam z dnia na
dzień rzucić pracę, zmienić otoczenie, przeprowadzić się za granicę – dla samej
frajdy zmian i ucieczki przed codziennością. Teraz stosuję taktykę małych
kroków, a dotarcie do celu postanowiłam rozłożyć w czasie, bo przecież tylko w spokojnym
zwierciadle wody można zobaczyć swoje prawdziwe oblicze. To na czym mi
najbardziej zależy, to nawiązanie kontaktu z samą sobą, dotarcie do Źródła i
skalibrowanie wewnętrznego kompasu. W końcu zrozumiałam, że codzienność może być
piękna, bo szczęście to przecież wcale nie miejsce przeznaczenia, a sposób podróżowania. :-)
niedziela, 25 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
Patriotyzm
Patriotyzm jest ciekawym pojęciem w naszym
kraju. Jest historycznie naznaczone krwią, walką, poświęceniem, odwagą i
bohaterstwem. Jest jak czerwony kolor naszej flagi. Dzisiaj paradoksalnie
trudniej jest być patriotą w globalizacyjnej wiosce zatartych granic. Nasze pokolenie
nie pamięta już czasów wojny i oby nigdy nie musiało już sobie jej przypominać.
To widmo jest wciąż w jakiś sposób obecne, ale nie jest już potworem z szafy,
którym straszymy swoje dzieci… i samych siebie. Nie musimy wspinać się na
wyżyny heroizmu i walczyć za swoją ojczyznę, męczeńsko poświęcać się dla
wyższej idei. Zresztą i tak nie mamy czasu myśleć o wzniosłych duchowych
hasłach, kiedy naszą codzienność określa wyścig szczurów oraz owczy pęd za
sukcesem. Dbamy tylko o swoje własne podwórko. Na święta narodowe ograniczamy
się do wywieszenia polskiej flagi, a tylko okresowo ogarnia nas fala
solidarności i dumy narodowej. Wielu z nas narzeka na Polskę. Nie jesteśmy patriotami,
kiedy patriotyzm oznacza poczucie przynależności, zbiorowej odpowiedzialności,
empatii. Patriotyzm nie wprowadza podziałów społecznych, on te podziały znosi. Zbliża
nas do siebie, bo ojczyznę tworzą przecież ludzie. Patriotyzm to bezwarunkowa
miłość, ograniczona w tym wypadku tylko do swojego kraju, która pozwala zobaczyć
siebie samego w cudzych oczach. Patriotyzm jest szacunkiem do korzeni, które dają
nam poczucie przynależności i realną troską o budowę jak najlepszego jutra. Patriotyzm
to czysta i wyrozumiała miłość, nieskażona tak jak niesplamiona jest biel naszej flagi.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Let's play again...?
PRÓBA SIŁ
Nasz „nowy wspaniały świat” to po prostu
gra, a im bardziej jest „cywilizowany” i technologicznie rozwinięty, tym czarno – białe
pola na szachownicy stają się mniej oczywiste. Łatwo się zagubić i popełnić
błąd, bo w rozgardiaszu współczesności pełno jest barw i odcieni, które
mieszają się ze sobą, więc czasami to, co wydawało się czarne, okazuje się być
białe i na odwrót. Pierwotna forma ulega zniekształceniu, jak w przypadku wilka
w owczej skórze, dziewczynki z zapałkami czy brzydkiego kaczątka. Czasami
trudno rozpoznać, która ludzka poza jest najbliższa prawdy. Zawsze jednak można
podjąć grę i zbliżyć się do innych, zderzyć z nimi, nawiązać relacje i zbudować
więzi.
Jesteśmy
uwięzieni w swoich rolach, które codziennie odgrywamy. Działamy w różny
sposób – możemy być Strategami, Stoikami, Cynikami, Optymistami, Entuzjastami,
Krytykami, Filozofami, Realistami, Marzycielami, Materialistami,
Ekspresjonistami, Minimalistami, Maksymalistami, Ryzykantami, Desperatami.
Każdy ma swoją własną filozofię. Każdy tworzy swoją własną bajkę. Gry są w
końcu również teatrem, bo wymagają włożenia maski. Jednej z wielu. Mimochodem przybieramy
pokerową twarz, za którą nikt nie jest w stanie odgadnąć, co naprawdę się
kryje. Łatwo i wygodnie jest być konformistą. W materialnym świecie konwenansów,
formalizmu i narzuconych sztywnych społecznych reguł, dążymy do mistrzostwa w
sztuce opanowania emocji i zakrycia swojego prawdziwego oblicza. Nie poznajemy
swojego odbicia w lustrze. Nie znamy osoby, która na nas patrzy, bo nie jest
prawdziwa.
Postanowiłam zrobić wszystko, żeby się
uwolnić i pozostać czystą kartą, bez względu na zewnętrzne okoliczności.
Odcinam wszystkie chore więzy i przestaję być marionetką w cudzych rękach.
niedziela, 13 kwietnia 2014
„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (CZĘŚĆ 2)
NORWESKIE MORZE
Norwegia to kraj dla samotników. Ogromna przestrzeń
bywa czasem przytłaczająca, bo gęstość zaludnienia jest niewielka. W kraju
króluje cisza. Nie jest to miejsce, gdzie łatwo się odnaleźć ludziom o
charakterze południowców. My mamy w sobie słowiańską duszę, która jest zarówno
melancholijna, jak i skora do zabawy. Osoby towarzyskie i z wielkim
temperamentem, które w chaosie wielu bodźców zewnętrznych czują się jak ryby w
wodzie, mogą nie odnajdywać się w Norwegii, która nie pulsuje życiem i posiada
spowolnione tętno.
Uwielbiałam wyglądać przez okno w
samolocie, kiedy obniżaliśmy lot nad Norwegią. W Polsce zostawiałam proste
drogi, skupiska świateł i budynków, po to, aby po 1,5 – godzinnym locie w
chmurach trafić do zupełnie innego świata, który określa spokój i porządek.
Generalnie im bliżej gór, tym mniej oznak
cywilizacji. Długie kręte drogi, wiją się w nieskończoność wśród bezkresnych
widowiskowych terenów, gdzie jedynym przejawem obecności człowieka jest
okresowo jakaś stacja benzynowa. Czasami pojawiają się małe zapomniane wioski,
porozrzucane w dolinach między fiordami, otoczone wysokimi górami. Jedyna droga
do nich prowadzi przez długi tunel wykuty w skale. Nie zraża to tubylców, dla
których takie miejsce jest idealną alternatywą na weekendowy wypad za miasto.
Wielu Norwegów posiada domki letniskowe w niewielkich górskich miasteczkach. To
popularne miejsce na pustelnię czy azyl. Dla kogoś, kto marzy o spokoju,
izolacji i skrajnym odcięciu. Dla obserwatorów, potrzebujących refleksji nad
sobą i nad światem. Albo dla kogoś, komu zależy na spędzeniu czasu wyłącznie w
gronie najbliższych.
sobota, 5 kwietnia 2014
„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (1)
Na skutek zbiegu
wielu okoliczności, świadomie lub trochę mniej – w końcu przybijamy do swojego
życiowego portu, tak jak Odyseusz do Itaki. Znajdujemy swoją przystań, swoje
miejsce na Ziemi, swoje przeznaczenie. Zapuszczamy korzenie.
Jesteśmy różni.
Niektórzy z nas kochają morze, inni – góry. Niektórzy świetnie odnajdują się w
miejskiej aglomeracji, inni wolą spokojną egzystencję na łonie natury.
O tym, jak duży wpływ
na człowieka ma otoczenie – przekonałam
się najlepiej, kiedy mieszkałam w Norwegii. Mam tendencję do chłonięcia
atmosfery miejsca, w którym się znajduję. Przesiąkam nią. Jestem jak papierek
lakmusowy i nie zawsze wychodzi mi to na zdrowie.
NORWESKIE
POWIETRZE
Norwegia to kraj dla ekologów. Czuć w nim potęgę
przyrody. Jest tam wiele miejsc nietkniętych przez człowieka (co nie znaczy, że
nieodkrytych), unikalnych, pierwotnych, dlatego też zjawiskowo pięknych. W
Norwegii bez dwóch zdań szanuje się naturę i jej siłę. Dba się również o
środowisko naturalne. Nikt nie śmieci, woda jest przejrzysta, a powietrze
krystalicznie czyste, orzeźwiające. Poza charakterystycznymi fiordami, które
jak krwioobieg przecinają ziemię, zetkniemy się też z wieloma skupiskami
skalnymi. Na zachodzie jest ich mnóstwo. Pomyślcie, jaka to musi być
benedyktyńska praca – wykuwać autostrady i budować miasta w tak trudnych
warunkach przyrodniczych! Norweską naturę ciężko jest okiełznać. To, co
szczególnie uwielbiam w Norwegii to wodospady. Dopóki tam pierwszy raz nie
pojechałam, nie byłam świadoma, że ten kraj posiada wodospady i co więcej –
jest ich tak wiele. Zakochałam się bez pamięci. Skandynawia jest też bardzo
zalesiona. Wszyscy wiemy, że kontakt z naturą może być formą terapii, zwłaszcza
na pośpiech i stresy współczesnej cywilizacji, ale norweska natura ma dodatkową
wartość – ogrom. Bez trudu można się zagubić, zatopić, zatracić w bezkresnej,
wyciszonej przestrzeni. Jednocześnie można poczuć jak ludzka jednostka jest
bezsilna, krucha i słaba w obliczu przyrodniczego majestatu. Czujemy się często
panami świata, ale tak naprawdę nie mamy szans w starciu z żywiołem wymierzonym
przeciwko nam. Norweska przyroda uczy pokory. Jest przepustką do innego świata,
który rządzi się swoimi prawami. Jest onieśmielającym sacrum. Jest
Nauczycielem.
niedziela, 30 marca 2014
Dwa światy
Psychologia, socjologia, religia, filozofia
są często zgodne w swoich założeniach w sprawie istoty człowieczeństwa. Nawet
jeśli otoczka ulega interpretacji, to zdejmowana warstwa po warstwie, ukazuje
esencję, sedno sprawy, które zawsze jest takie samo. Tak dzieje się w przypadku
2 najważniejszych lekcji, jakie każdy z nas musi przerobić w drodze do
prawdziwego szczęścia i spełnienia. Po pierwsze – uwolnić serce od nienawiści,
po drugie – uwolnić umysł od zmartwień, a odpowiedzią – kluczem na każde najważniejsze
pytanie jest miłość oraz empatia – jako świadomość śmierci i jednocześnie celebracja
życia. Dopiero ten klucz otwiera drzwi do Tajemniczego Ogrodu. Można dążyć do
ideału np. szukając Boga nad nami albo Boga w sobie, z pomocą modlitwy albo
medytacji. Zależy, w co jesteśmy skłonni uwierzyć i jakiej idei całkowicie się
oddać. Na pewno warto próbować. Warto starać się nadać realny, namacalny
kształt duchowemu światu. W końcu kiedyś cała nasza cywilizacja była tylko
myślą, którą ktoś urzeczywistnił. Dzięki twórczej idei wcielonej w życie,
możemy dzisiaj spać w wygodnym łóżku, jeździć wygodnymi samochodami, przekraczać
granice za pomocą sieci internetowej. To kiedyś były tylko myśli. W dzisiejszym
świecie nie ma rzeczy niemożliwych, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Warto
używać jej mądrze.
niedziela, 23 marca 2014
Wiosenne porządki
RUTYNA CZY ZMIANY?
Nadeszła astronomiczna wiosna, a co się
kojarzy z tą porą roku? Wiosenne porządki, rewitalizacja, zmiany… To dobry czas
nie tylko na posprzątanie swojego przydomowego ogródka, ale może także na przemeblowanie
swojego własnego życia, wyplenienie przestarzałych nawyków, zrobienie miejsca
na coś nowego, co może wyrosnąć, zakwitnąć i w efekcie nas zachwycić? Każdy z
nas doświadcza przecież takiej chwili w swoim życiu, kiedy analizuje to, co
osiągnął, gdzie jest i dokąd zmierza. Wiosna to dobry czas, żeby być może ustalić
sobie nowe cele, priorytety, marzenia, aspiracje lub tylko skorygować to, co
zmierza w złym kierunku. Jakich zmian oczekujecie czy też potrzebujecie w tym
roku?
Jedyną pewną rzeczą na świecie są ZMIANY. Te, które
świadomie tworzymy i te, na które nie mamy może aż tak dużego wpływu. Jedno jest
pewne – z reguły nie lubimy zmian, boimy się ich, a szczególnie tych dużych,
rewolucyjnych, o sile huraganu, na które nie jesteśmy gotowi. One zwykle
wywracają nasze życie do góry nogami, burzą wszystko to, na co tak długo pracowaliśmy.
Uważamy, że to niesprawiedliwe. Tracimy balans i poczucie bezpieczeństwa. Czasami
też poczucie sensu. Dążymy do tego, aby odbudować swój osobisty mikrokosmos oraz
samych siebie w pierwotnym kształcie – dokładnie w ten sam sposób i z tych
samych elementów układanki. Nie dostrzegamy jak duży potencjał drzemie w
zmianie. Nie widzimy w niej przyjaciela i przewodnika, tylko wroga, który chce
nas zniszczyć. A może często jest tak, że skoro nasza poprzednia, rzekomo
misterna i solidna konstrukcja, rozsypała się w drobny mak, to świadczy to o
tym, że nie była tak do końca zbudowana prawidłowo i zwyczajnie przeoczyliśmy albo
zaniedbaliśmy jakiś ważny element, na który powinniśmy zwrócić szczególną
uwagę? Może zamiast odtwarzać z uporem maniaka przeszłość, powinniśmy jednak
zmienić strategię postępowania i skupić wszystkie siły na budowie nowej, lepszej
przyszłości, próbując zmienić to, co nam dotychczas przeszkadzało i blokowało
nasz potencjał?
Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z tymi
samymi demonami bez względu na nasz kolor skóry, pochodzenie, płeć, wiek, status
ekonomiczny czy stan cywilny, bo wszyscy żyjemy w tym samym świecie paradoksów:
ciało – umysł, myśl – słowo, materia – duchowość. Może w Waszym życiu jest
obecna hamletowska sentencja „być albo nie być”, a może bardziej współczesne – „być
czy mieć”. Mnie najczęściej dotyka inny dylemat: „rutyna czy zmiany”.
Nasze codzienne życie opisują 2
przeciwstawne siły: fala zmian i koleina rutyny. Najważniejsze to znaleźć
balans między nimi, naszą własną odpowiedź, w oparciu o osobisty kompas
wartości. Sprawa nie jest taka prosta – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dzięki
zmianom, które wiążą się z podjęciem WYZWANIA możemy się
rozwijać, odkrywać świat i samych siebie, wychodzić poza granice swojej strefy
komfortu, pokonywać swoje słabości i lęki.
Bezpieczną strefą komfortu jest natomiast wszystko to, co możemy nazwać RUTYNĄ. To, co udało nam
się osiągnąć w jakiś sposób. Często długą i żmudną pracą. To, co daje nam
poczucie sensu, stabilizacji, ukorzenienia, podkreśla naszą obecność w świecie
i społeczną rolę. Niestety przejawia się też schematyzmem naszego działania, co zagraża naturalnej
ciekawości, zabiera entuzjazm, barwę, pasję życia, poczucie wolności,
skupienie, zainteresowanie i ambicję. Rutyna jest naszą smyczą, wewnętrzną
granicą, którą sami sobie ustalamy. Wyzwanie pozwala nam zerwać ten łańcuch i
sięgnąć po nowe. Daje wewnętrzną siłę.
Pomimo że zmiana i rutyna to 2 różne
bieguny - każdą zmianę można oswoić, przyzwyczaić się do niej i sprowadzić ją do
postaci codziennej rutyny. Rutyna daje radość, jeśli zrobimy z niej RYTUAŁ. Wtedy mamy szansę
mocniej przeżywać, doświadczać i czuć. Jesteśmy bardziej świadomi i skupieni na
chwili obecnej, na tym, co dzieje się „tu i teraz”, zamiast błądzić myślami
wstecz czy też za bardzo do przodu. Warto doceniać i cieszyć się ze wszystkiego, co jest naszym
udziałem w teraźniejszości. Celebracja ważnych chwil jest ważna, bo dzięki niej życie staje się ucztą, na której zawsze będziemy mogli się rozgościć, czuć
bezpiecznie i dobrze bawić, niezależnie od charakteru zmiennych, na jakie się
natkniemy.
Już wiecie jaka zmiana jest Wam najbardziej
potrzebna do tego, aby Wasze życie miało lepszą jakość i dawało Wam więcej
radości?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









