niedziela, 25 maja 2014

Zmiany.....? A może raczej ich brak!

Już od kilku lat próbuję znaleźć swoją drogę i póki co, jeszcze mi się to nie udało. Ostatnie 2 lata to było pasmo ciągłych zmian: liczne przeprowadzki bliższe i dalsze, trudne rozstania, mnóstwo ludzi po drodze. Można to wszystko wymieniać, rozdrabniać, dodawać i mnożyć, ale jedno jest pewne – żyłam bez planu i bez poczucia stabilizacji. Próbowałam różnych smaków, ale żaden nie okazał się moim ulubionym. Już dawno poradziłam sobie z upiorami przeszłości, teraz przyszedł czas na ustalenie nowego kierunku i stworzenie nowej przyszłości. Tylko że teraz mam inną strategię. Nie chcę już korzystać z windy, którą zawsze ktoś mi proponował, bo to było najgorsze, co mogłam zrobić. Dopasowywałam się po prostu do cudzych wizji i próbowałam odnaleźć siebie w innych oczach, a przez to łatwo traciłam orientację i zmieniałam plany życiowe, nie trzymając się nigdy jednego scenariusza. Dawałam się ponieść każdej wzburzonej fali. Potrafiłam z dnia na dzień rzucić pracę, zmienić otoczenie, przeprowadzić się za granicę – dla samej frajdy zmian i ucieczki przed codziennością. Teraz stosuję taktykę małych kroków, a dotarcie do celu postanowiłam rozłożyć w czasie, bo przecież tylko w spokojnym zwierciadle wody można zobaczyć swoje prawdziwe oblicze. To na czym mi najbardziej zależy, to nawiązanie kontaktu z samą sobą, dotarcie do Źródła i skalibrowanie wewnętrznego kompasu. W końcu zrozumiałam, że codzienność może być piękna, bo szczęście to przecież wcale nie miejsce przeznaczenia, a sposób podróżowania. :-)

piątek, 2 maja 2014

Patriotyzm

Patriotyzm jest ciekawym pojęciem w naszym kraju. Jest historycznie naznaczone krwią, walką, poświęceniem, odwagą i bohaterstwem. Jest jak czerwony kolor naszej flagi. Dzisiaj paradoksalnie trudniej jest być patriotą w globalizacyjnej wiosce zatartych granic. Nasze pokolenie nie pamięta już czasów wojny i oby nigdy nie musiało już sobie jej przypominać. To widmo jest wciąż w jakiś sposób obecne, ale nie jest już potworem z szafy, którym straszymy swoje dzieci… i samych siebie. Nie musimy wspinać się na wyżyny heroizmu i walczyć za swoją ojczyznę, męczeńsko poświęcać się dla wyższej idei. Zresztą i tak nie mamy czasu myśleć o wzniosłych duchowych hasłach, kiedy naszą codzienność określa wyścig szczurów oraz owczy pęd za sukcesem. Dbamy tylko o swoje własne podwórko. Na święta narodowe ograniczamy się do wywieszenia polskiej flagi, a tylko okresowo ogarnia nas fala solidarności i dumy narodowej. Wielu z nas narzeka na Polskę. Nie jesteśmy patriotami, kiedy patriotyzm oznacza poczucie przynależności, zbiorowej odpowiedzialności, empatii. Patriotyzm nie wprowadza podziałów społecznych, on te podziały znosi. Zbliża nas do siebie, bo ojczyznę tworzą przecież ludzie. Patriotyzm to bezwarunkowa miłość, ograniczona w tym wypadku tylko do swojego kraju, która pozwala zobaczyć siebie samego w cudzych oczach. Patriotyzm jest szacunkiem do korzeni, które dają nam poczucie przynależności i realną troską o budowę jak najlepszego jutra. Patriotyzm to czysta i wyrozumiała miłość, nieskażona tak jak niesplamiona jest biel naszej flagi.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Let's play again...?

PRÓBA SIŁ


Nasz „nowy wspaniały świat” to po prostu gra, a im bardziej jest „cywilizowany” i technologicznie rozwinięty, tym czarno – białe pola na szachownicy stają się mniej oczywiste. Łatwo się zagubić i popełnić błąd, bo w rozgardiaszu współczesności pełno jest barw i odcieni, które mieszają się ze sobą, więc czasami to, co wydawało się czarne, okazuje się być białe i na odwrót. Pierwotna forma ulega zniekształceniu, jak w przypadku wilka w owczej skórze, dziewczynki z zapałkami czy brzydkiego kaczątka. Czasami trudno rozpoznać, która ludzka poza jest najbliższa prawdy. Zawsze jednak można podjąć grę i zbliżyć się do innych, zderzyć z nimi, nawiązać relacje i zbudować więzi.

Jesteśmy  uwięzieni w swoich rolach, które codziennie odgrywamy. Działamy w różny sposób – możemy być Strategami, Stoikami, Cynikami, Optymistami, Entuzjastami, Krytykami, Filozofami, Realistami, Marzycielami, Materialistami, Ekspresjonistami, Minimalistami, Maksymalistami, Ryzykantami, Desperatami. Każdy ma swoją własną filozofię. Każdy tworzy swoją własną bajkę. Gry są w końcu również teatrem, bo wymagają włożenia maski. Jednej z wielu. Mimochodem przybieramy pokerową twarz, za którą nikt nie jest w stanie odgadnąć, co naprawdę się kryje. Łatwo i wygodnie jest być konformistą. W materialnym świecie konwenansów, formalizmu i narzuconych sztywnych społecznych reguł, dążymy do mistrzostwa w sztuce opanowania emocji i zakrycia swojego prawdziwego oblicza. Nie poznajemy swojego odbicia w lustrze. Nie znamy osoby, która na nas patrzy, bo nie jest prawdziwa.


Postanowiłam zrobić wszystko, żeby się uwolnić i pozostać czystą kartą, bez względu na zewnętrzne okoliczności. Odcinam wszystkie chore więzy i przestaję być marionetką w cudzych rękach. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (CZĘŚĆ 2)

NORWESKIE MORZE






Norwegia to kraj dla samotników. Ogromna przestrzeń bywa czasem przytłaczająca, bo gęstość zaludnienia jest niewielka. W kraju króluje cisza. Nie jest to miejsce, gdzie łatwo się odnaleźć ludziom o charakterze południowców. My mamy w sobie słowiańską duszę, która jest zarówno melancholijna, jak i skora do zabawy. Osoby towarzyskie i z wielkim temperamentem, które w chaosie wielu bodźców zewnętrznych czują się jak ryby w wodzie, mogą nie odnajdywać się w Norwegii, która nie pulsuje życiem i posiada spowolnione tętno.







Uwielbiałam wyglądać przez okno w samolocie, kiedy obniżaliśmy lot nad Norwegią. W Polsce zostawiałam proste drogi, skupiska świateł i budynków, po to, aby po 1,5 – godzinnym locie w chmurach trafić do zupełnie innego świata, który określa spokój i porządek.




Generalnie im bliżej gór, tym mniej oznak cywilizacji. Długie kręte drogi, wiją się w nieskończoność wśród bezkresnych widowiskowych terenów, gdzie jedynym przejawem obecności człowieka jest okresowo jakaś stacja benzynowa. Czasami pojawiają się małe zapomniane wioski, porozrzucane w dolinach między fiordami, otoczone wysokimi górami. Jedyna droga do nich prowadzi przez długi tunel wykuty w skale. Nie zraża to tubylców, dla których takie miejsce jest idealną alternatywą na weekendowy wypad za miasto. Wielu Norwegów posiada domki letniskowe w niewielkich górskich miasteczkach. To popularne miejsce na pustelnię czy azyl. Dla kogoś, kto marzy o spokoju, izolacji i skrajnym odcięciu. Dla obserwatorów, potrzebujących refleksji nad sobą i nad światem. Albo dla kogoś, komu zależy na spędzeniu czasu wyłącznie w gronie najbliższych.







sobota, 5 kwietnia 2014

„Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza” (1)

Na skutek zbiegu wielu okoliczności, świadomie lub trochę mniej – w końcu przybijamy do swojego życiowego portu, tak jak Odyseusz do Itaki. Znajdujemy swoją przystań, swoje miejsce na Ziemi, swoje przeznaczenie. Zapuszczamy korzenie.

Jesteśmy różni. Niektórzy z nas kochają morze, inni – góry. Niektórzy świetnie odnajdują się w miejskiej aglomeracji, inni wolą spokojną egzystencję na łonie natury.

O tym, jak duży wpływ na  człowieka ma otoczenie – przekonałam się najlepiej, kiedy mieszkałam w Norwegii. Mam tendencję do chłonięcia atmosfery miejsca, w którym się znajduję. Przesiąkam nią. Jestem jak papierek lakmusowy i nie zawsze wychodzi mi to na zdrowie.




NORWESKIE POWIETRZE


Norwegia to kraj dla ekologów. Czuć w nim potęgę przyrody. Jest tam wiele miejsc nietkniętych przez człowieka (co nie znaczy, że nieodkrytych), unikalnych, pierwotnych, dlatego też zjawiskowo pięknych. W Norwegii bez dwóch zdań szanuje się naturę i jej siłę. Dba się również o środowisko naturalne. Nikt nie śmieci, woda jest przejrzysta, a powietrze krystalicznie czyste, orzeźwiające. Poza charakterystycznymi fiordami, które jak krwioobieg przecinają ziemię, zetkniemy się też z wieloma skupiskami skalnymi. Na zachodzie jest ich mnóstwo. Pomyślcie, jaka to musi być benedyktyńska praca – wykuwać autostrady i budować miasta w tak trudnych warunkach przyrodniczych! Norweską naturę ciężko jest okiełznać. To, co szczególnie uwielbiam w Norwegii to wodospady. Dopóki tam pierwszy raz nie pojechałam, nie byłam świadoma, że ten kraj posiada wodospady i co więcej – jest ich tak wiele. Zakochałam się bez pamięci. Skandynawia jest też bardzo zalesiona. Wszyscy wiemy, że kontakt z naturą może być formą terapii, zwłaszcza na pośpiech i stresy współczesnej cywilizacji, ale norweska natura ma dodatkową wartość – ogrom. Bez trudu można się zagubić, zatopić, zatracić w bezkresnej, wyciszonej przestrzeni. Jednocześnie można poczuć jak ludzka jednostka jest bezsilna, krucha i słaba w obliczu przyrodniczego majestatu. Czujemy się często panami świata, ale tak naprawdę nie mamy szans w starciu z żywiołem wymierzonym przeciwko nam. Norweska przyroda uczy pokory. Jest przepustką do innego świata, który rządzi się swoimi prawami. Jest onieśmielającym sacrum. Jest Nauczycielem. 





niedziela, 30 marca 2014

Dwa światy

Psychologia, socjologia, religia, filozofia są często zgodne w swoich założeniach w sprawie istoty człowieczeństwa. Nawet jeśli otoczka ulega interpretacji, to zdejmowana warstwa po warstwie, ukazuje esencję, sedno sprawy, które zawsze jest takie samo. Tak dzieje się w przypadku 2 najważniejszych lekcji, jakie każdy z nas musi przerobić w drodze do prawdziwego szczęścia i spełnienia. Po pierwsze – uwolnić serce od nienawiści, po drugie – uwolnić umysł od zmartwień, a odpowiedzią – kluczem na każde najważniejsze pytanie jest miłość oraz empatia – jako świadomość śmierci i jednocześnie celebracja życia. Dopiero ten klucz otwiera drzwi do Tajemniczego Ogrodu. Można dążyć do ideału np. szukając Boga nad nami albo Boga w sobie, z pomocą modlitwy albo medytacji. Zależy, w co jesteśmy skłonni uwierzyć i jakiej idei całkowicie się oddać. Na pewno warto próbować. Warto starać się nadać realny, namacalny kształt duchowemu światu. W końcu kiedyś cała nasza cywilizacja była tylko myślą, którą ktoś urzeczywistnił. Dzięki twórczej idei wcielonej w życie, możemy dzisiaj spać w wygodnym łóżku, jeździć wygodnymi samochodami, przekraczać granice za pomocą sieci internetowej. To kiedyś były tylko myśli. W dzisiejszym świecie nie ma rzeczy niemożliwych, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Warto używać jej mądrze. 

niedziela, 23 marca 2014

Wiosenne porządki

RUTYNA CZY ZMIANY?


Nadeszła astronomiczna wiosna, a co się kojarzy z tą porą roku? Wiosenne porządki, rewitalizacja, zmiany… To dobry czas nie tylko na posprzątanie swojego przydomowego ogródka, ale może także na przemeblowanie swojego własnego życia, wyplenienie przestarzałych nawyków, zrobienie miejsca na coś nowego, co może wyrosnąć, zakwitnąć i w efekcie nas zachwycić? Każdy z nas doświadcza przecież takiej chwili w swoim życiu, kiedy analizuje to, co osiągnął, gdzie jest i dokąd zmierza. Wiosna to dobry czas, żeby być może ustalić sobie nowe cele, priorytety, marzenia, aspiracje lub tylko skorygować to, co zmierza w złym kierunku. Jakich zmian oczekujecie czy też potrzebujecie w tym roku?  

Jedyną pewną rzeczą na świecie są ZMIANY. Te, które świadomie tworzymy i te, na które nie mamy może aż tak dużego wpływu. Jedno jest pewne – z reguły nie lubimy zmian, boimy się ich, a szczególnie tych dużych, rewolucyjnych, o sile huraganu, na które nie jesteśmy gotowi. One zwykle wywracają nasze życie do góry nogami, burzą wszystko to, na co tak długo pracowaliśmy. Uważamy, że to niesprawiedliwe. Tracimy balans i poczucie bezpieczeństwa. Czasami też poczucie sensu. Dążymy do tego, aby odbudować swój osobisty mikrokosmos oraz samych siebie w pierwotnym kształcie – dokładnie w ten sam sposób i z tych samych elementów układanki. Nie dostrzegamy jak duży potencjał drzemie w zmianie. Nie widzimy w niej przyjaciela i przewodnika, tylko wroga, który chce nas zniszczyć. A może często jest tak, że skoro nasza poprzednia, rzekomo misterna i solidna konstrukcja, rozsypała się w drobny mak, to świadczy to o tym, że nie była tak do końca zbudowana prawidłowo i zwyczajnie przeoczyliśmy albo zaniedbaliśmy jakiś ważny element, na który powinniśmy zwrócić szczególną uwagę? Może zamiast odtwarzać z uporem maniaka przeszłość, powinniśmy jednak zmienić strategię postępowania i skupić wszystkie siły na budowie nowej, lepszej przyszłości, próbując zmienić to, co nam dotychczas przeszkadzało i blokowało nasz potencjał?

Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z tymi samymi demonami bez względu na nasz kolor skóry, pochodzenie, płeć, wiek, status ekonomiczny czy stan cywilny, bo wszyscy żyjemy w tym samym świecie paradoksów: ciało – umysł, myśl – słowo, materia – duchowość. Może w Waszym życiu jest obecna hamletowska sentencja „być albo nie być”, a może bardziej współczesne – „być czy mieć”. Mnie najczęściej dotyka inny dylemat: „rutyna czy zmiany”.

Nasze codzienne życie opisują 2 przeciwstawne siły: fala zmian i koleina rutyny. Najważniejsze to znaleźć balans między nimi, naszą własną odpowiedź, w oparciu o osobisty kompas wartości. Sprawa nie jest taka prosta – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dzięki zmianom, które wiążą się z podjęciem WYZWANIA możemy się rozwijać, odkrywać świat i samych siebie, wychodzić poza granice swojej strefy komfortu, pokonywać swoje słabości i lęki.  Bezpieczną strefą komfortu jest natomiast wszystko to, co możemy nazwać RUTYNĄ. To, co udało nam się osiągnąć w jakiś sposób. Często długą i żmudną pracą. To, co daje nam poczucie sensu, stabilizacji, ukorzenienia, podkreśla naszą obecność w świecie i społeczną rolę. Niestety przejawia się też  schematyzmem naszego działania, co zagraża naturalnej ciekawości, zabiera entuzjazm, barwę, pasję życia, poczucie wolności, skupienie, zainteresowanie i ambicję. Rutyna jest naszą smyczą, wewnętrzną granicą, którą sami sobie ustalamy. Wyzwanie pozwala nam zerwać ten łańcuch i sięgnąć po nowe. Daje wewnętrzną siłę.

Pomimo że zmiana i rutyna to 2 różne bieguny - każdą zmianę można oswoić, przyzwyczaić się do niej i sprowadzić ją do postaci codziennej rutyny. Rutyna daje radość, jeśli zrobimy z niej RYTUAŁ. Wtedy mamy szansę mocniej przeżywać, doświadczać i czuć. Jesteśmy bardziej świadomi i skupieni na chwili obecnej, na tym, co dzieje się „tu i teraz”, zamiast błądzić myślami wstecz czy też za bardzo do przodu. Warto doceniać i cieszyć się ze wszystkiego, co jest naszym udziałem w teraźniejszości. Celebracja ważnych chwil jest ważna, bo dzięki niej życie staje się ucztą, na której zawsze będziemy mogli się rozgościć, czuć bezpiecznie i dobrze bawić, niezależnie od charakteru zmiennych, na jakie się natkniemy.


Już wiecie jaka zmiana jest Wam najbardziej potrzebna do tego, aby Wasze życie miało lepszą jakość i dawało Wam więcej radości?