piątek, 28 lipca 2017

Nie możesz uniknąć tego, że ptaki trosk i zmartwień fruwają nad twoją głową, ale możesz nie pozwolić im zbudować gniazd w twoich włosach (przysłowie chińskie)


Myślę, że przemianę w poważnego, dorosłego osobnika Homo sapiens sapiens najłatwiej rozpoznać po tęsknocie. Tęsknota jest produktem ubocznym życiowych wyborów. To substancja emocjonalna, która uwalnia się i zaczyna krążyć w naszym organizmie wraz z realizacją każdego rewolucyjnego planu, w którym wartością najbardziej pewną jest zmiana. To tęsknota za tym, co minęło, przywiązanie do tego, co zostawiliśmy za sobą, nostalgia połączona z wyidealizowanym obrazem przeszłości, poczucie straty – zawisają nam smętnie i złowieszczo nad głową, zsyłając wątpliwości, niepewność i żal za tym, co było, a do czego nie możemy wrócić. W pewnym momencie naszego życia zaczynamy przecież budować, otaczać się, ukorzeniać w swojej rzeczywistości. To cechy dorosłego, który ewolucyjnie preferuje osiadły tryb życia, bo tylko taki daje mu bezpieczeństwo i wrażenie panowania nad rzeczywistością. Taki dorosły nie jest sojusznikiem zmian i boi się ich. Nie interesuje go to, co stoi za zakrętem, skoro swój wzrok skupia już tylko na stałej wartości, na tym, co zawsze w takim samym przewidywalnym kształcie widzi przed sobą, na tym, co z takim mozołem stara się zbudować wokół siebie i czemu poświęca swój czas i uwagę. Taki dorosły, kiedy już podejmie jakąś decyzję, która jest w stanie chociażby lekko zachwiać stałą rzeczywistość – ma tendencję do przemyśleń typu: czy decyzja, którą podjąłem jest słuszna? Czy na pewno właśnie tego chcę? Co by było, gdyby…? Wątpliwości plus nieustanne oglądanie się za siebie marnotrawią cały potencjał, jaki kryje w sobie każda zmiana, kiedy wbudowujemy w siebie przekonanie, że każda zmiana jest zmianą na gorsze i nie damy sobie z nią rady. Tymczasem wiecie, jaka jest prawda? Prawda jest taka, że za każdą decyzją kryje się strata i za każdym zakrętem czai się niewiadoma. To nieoswojony przez nas fakt, którego nie da się pominąć. Ale za każdą decyzją czeka również radość, rozwój i spełnienie, jeśli wybór staje się źródłem siły, a nie wątpliwości. Jeżeli marzysz o tym, aby zmienić swoje życie na lepsze, ale boisz się zmian: boisz się rzucić pracę, zmienić miejsce zamieszkania czy w jakikolwiek sposób przemeblować swoje życie, bo masz obawy, że Ci się nie uda, kiedy stoisz na progu zmiany, ale prześladują Cię emocje niepewności i żalu – skup się na jakości swoich myśli, bo to one tworzą twoją siłę i jakość twojego życia. Każda myśl to cegiełka, która buduje rzeczywistość. I to zupełnie naturalne, że dopada Cię obawa o przyszłość, ale dopiero, kiedy te emocje zadomowią się w Tobie na tyle, że staną się filtrem, przez który wypływają twoje zniekształcone destrukcyjnie myśli o porażce, to zamiast kreować zaczynasz niszczyć, podkopywać swoją wiarę w siebie i powodzenie Twojego śmiałego planu. Sam uśmiercasz idee, które miały Cię ożywić. Już rozumiesz? Mogę przecież doświadczyć porażki w jakiejś dziedzinie życia, np. mogę rozstać się z partnerem. I to zupełnie normalne, że czuję brak, pustkę, dysharmonię, gorycz czy smutek, ale dopiero kiedy mój udręczony umysł zaczyna produkować destrukcyjne myśli typu: „to wszystko moja wina”, „mogłam się domyśleć, że nic z tego nie będzie”, „jestem beznadziejna i to ja jestem problemem”, „na pewno już nikogo nie znajdę” – wtedy zaczyna się problem, bo myśl, w którą uwierzę staje się moją prawdą i odzwierciedlam ją na zewnątrz. W tej samej sytuacji, tuż po rozstaniu, jedna osoba może zamknąć się w sobie, a jej wewnętrzny krytyk może siać w niej spustoszenie przekonując, że jest niewystarczająco dobra i chociaż nikt inny tak nie myśli, to ona jest absolutnie przekonana, że tak właśnie jest. Inna osoba może otrząsnąć się z rozstania i zamknąć ten rozdział swojego życia, nie tracąc ani wiary w siebie, ani wiary w innych ludzi, odważnie przeć naprzód w przekonaniu o swojej wartości. Zależnie od tego jaki scenariusz wybierzesz – w taki sposób kreujesz swoją rzeczywistość. Możesz być ofiarą danej sytuacji, która pogrąży Cię w przekonaniu o własnej niemocy, a możesz być zwycięzcą, który pomimo trudności idzie dalej z podniesioną głową. To jest Twój autonomiczny wybór. Absolutnie ZAWSZE możesz wybrać sposób, w jaki manifestujesz swoją reakcję, bez względu na to, jakim typem charakteru jesteś.


***


Wszystko co nas spotyka: każda sytuacja, każde okoliczności pozostają naszym wyborem pod kątem reakcji na zaistniałą rzeczywistość, dlatego kiedy podejmujesz życiową decyzję albo kiedy życie podejmuje ją za Ciebie, kiedy czujesz się winny, przytłoczony czy niepewny, dopuść do siebie emocje, ale skup się na swoim myśleniu. Niech emocje przechodzą przez pryzmat twojego umysłu – pozwól im na to i nie próbuj ich wypierać czy blokować, ale jednocześnie postaraj się, aby to co z niego wychodzi było wiązką jasnego światła, która przetransformuje zmianę na zmianę na lepsze. Bo tylko na taką zasługujesz. 

piątek, 5 maja 2017


Kolejny raz umarłam, roztrzaskałam się na miliony kawałków i znowu stoi przede mną wyzwanie: muszę pozbierać się do kupy. Muszę odnaleźć wszystkie porzucone części, takie jak poczucie własnej wartości, wiara we własne siły i szacunek do siebie. Muszę odnaleźć zmysł wzroku, który wskaże mi kierunek i nada sens codzienności. Już przestałam liczyć śmierci, jakimi karmi mnie życie, ale do nekropolii pogrzebanych złudzeń dołączyło przeczucie, że nie poznam nikogo, w czyich oczach zobaczę dom. Chcę szybko zapomnieć o T, ale szybkie zapomnienie ma swoją cenę: najpierw muszę utopić się we wspomnieniach i odciąć każdą niewidzialną linę, jaka mnie z Nim wiąże. Im mocniej kochasz, tym bardziej odcinanie lin przywiązania przypomina odcinanie swojego własnego ciała, kawałek po kawałku. Jestem jednak zdeterminowana, bo nic innego mi nie pozostało – zacieram wszystkie ślady T: wyrzucam pamiątki, kasuję numer telefonu i wszystkie powiązane zdjęcia, usuwam ze znajomych na Facebook’u. Tylko kiedy nikt nie widzi pozwalam sobie na odrobinę słabości: wykrwawiam się wtedy, zatapiam w bólu po cebulki włosów, wypłakuję oceany. A później z szalonym zacięciem piromanki powracam do palenia mostu, a wraz z nim płoną moje wspomnienia, oczekiwania i plany. Razem z nim pali się moja przyszłość.


J dziwiło dlaczego wyjeżdżam sama w góry i śpię w lesie pod namiotem podczas ulewy, czemu jadę nad morze i wspinam się po klifach z 39 – stopniową gorączką. Hartuję się – to fakt. Ale nie zawsze. Czasami po prostu usiłuję sobie z czymś poradzić. Kiedy czuję ból, fizyczne zmęczenie i kiedy zbliżam się do granic wytrzymałości – wtedy nie słyszę swoich myśli, wtedy odpoczywa mój umysł. A czasem kiedy boli serce, dokonuję przeniesienia części bólu na ciało. Chociaż skutki nie są całkiem takie, jakich oczekuję, bo choćby moje buty przesiąkały krwią po wyniszczającym marszu, serce zawsze krwawi mocniej i tylko jego cierpienia jestem w pełni świadoma, tylko ta rana mi przeszkadza. To rana, o której nigdy nie mówię, rana, o której nikt się nigdy nie dowie i nie pozna, jaka jest głęboka.



I oto jestem – zdezorientowana, pokiereszowana, niewiedząca czego chcę i do czego dążę, próbująca zrozumieć, usiłująca zapomnieć. Ocali mnie przerażająco cudowna własność czasu – moment, w którym piasek w klepsydrze w końcu zasypie większość obrazów, a ja zacznę wierzyć w nowe. Zostawię sobie tylko tę szczyptę nostalgii, która jak pieprz piecze język. Zachowam moment, kiedy T powiedział, że płatki śniegu rozbijające się o szybę jadącego auta są jak gwiazdy przelatujące przed statkiem kosmicznym w Gwiezdnych Wojnach. To ze mną zostanie. To wrażenie, kiedy spada pierwszy śnieg, a ja w pierwszym bezwarunkowym odruchu myślę o Nim. Myślę wtedy o jego gwiazdach i o wspólnym niebie, którego nie udało nam się stworzyć i które pozostało jedynie ideą w naszych głowach.

niedziela, 2 kwietnia 2017




„Minęli się jak obcy, bez gestu i słowa (…)
może w popłochu
albo roztargnieniu
albo niepamiętaniu,
że przez krótki czas
kochali się na zawsze.”


(Wisława Szymborska)


My, ludzie XXI wieku traktujemy związki jak produkty jednorazowego użytku, bo łatwiej jest nam wyrzucić coś do kosza niż próbować to naprawić. W romantycznych podrywach serca poszukujemy miłości idealnej, tego przeznaczonego nam wybranka, który będzie gwiazdką z nieba, drugą połówką jabłka, czyli wytworem jeden do jednego skrojonym na naszą miarę. A kiedy pojawia się problem wymagający kompromisów i empatii albo przygasa początkowa fascynacja i pożądanie – wycofujemy się i uciekamy w poczuciu zranienia lub rozczarowania, bo jako pokolenie indywidualistów bliżej nam do góry lodowej niż do drugiego człowieka. Mamy niewykształcone współodczuwanie. A przecież tak szaleńczo pragniemy być kochani… Niestety pragniemy być kochani przez wytwory naszej wyobraźni, produkty naszego umysłu, nasze własne duplikaty, a nie przez żywego człowieka, dlatego nie potrafimy różnić się i akceptować różnic między nami i nie dostrzegamy tym samym, że właśnie na tym polega tworzenie pełni – na uzupełnianiu się poprzez różnice, jakie są między nami, a odmienne spojrzenie na tę samą sprawę jest naszą największą siłą. Najtrudniejszą sztuką jest budowanie mostów porozumienia w oparciu o te różnice zamiast palenia za sobą tych, które już zdążyliśmy zbudować. Największą sztuką jest aktywne słuchanie. Może niektórzy z nas zrozumieją zanim będzie za późno, że ten jeden, jedyny nie istnieje. To my sami, drogą wyboru nadajemy drugiej osobie status bycia tym jednym, jedynym. To nasz wybór czyni daną osobę wyjątkową już w momencie podjęcia decyzji o wejściu w związek. Tak szybko jednak rezygnujemy z tego co mamy, goniąc ślepo za platońską ideą, która nie istnieje w tym świecie. Nie dostrzegamy, że każdy nasz związek ma potencjał, aby być naszym upragnionym i wyśnionym, o ile damy z siebie trochę wysiłku i będziemy go pielęgnować. A pielęgnowanie wymaga czasu, jest inwestycją i wymaga wyrozumiałości. I tylko poprzez zaangażowanie i oddanie tworzymy prawdziwą wartość i jakość. Oddając czas drugiej osobie, oddajemy jej to, co najcenniejsze. Na tym polega odpowiedzialność i dojrzałość. I tylko w ten sposób można budować więź i bliskość.



Pantofelek
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.


(Andrzej Bursa)

niedziela, 26 marca 2017


„Słowa staniały. Rozmnożyły się, ale straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają. Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki. Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje.”


(Ryszard Kapuściński)




Nie można rozmawiać z kimś, kto nie słucha. Nie da się obudzić kogoś, kto tylko udaje, że śpi. Właśnie kona część mnie i nie potrafię zrobić nic, aby powstrzymać ocean bólu, w którym tonę.  




Drobne Ogłoszenia

UCZĘ milczenia 
we wszystkich językach 
metodą wpatrywania się 
w gwieździste niebo, 
w żuchwy sinantropusa, 
w skok pasikonika, 
w paznokcie noworodka, 
w plankton, 
w płatek śniegu.


(Wisława Szymborska)

sobota, 18 marca 2017


Celem odnalezienia zagubionego świadectwa pracy, zostałam zmuszona do bardziej niż pobieżnych porządków już na przedwiośniu, które doprowadziły do zaskakującego odkrycia – odgrzebały przeszłość sprzed 17 lat i przywróciły pamięć. Pretekstem stały się pamiętniki, które prowadziłam jako dziewczynka, tuż po wejściu w wiek „nastu” lat. Płacz i śmiech towarzyszyły mi podczas wertowania stron, które zapisywałam z takim rozczulającym wdziękiem i dbałością o estetykę, na jaką może sobie pozwolić tylko niewinne i czyste dziecko, przebywające w swoim własnym niewinnym i czystym świecie.  



10 VI 2001 r.
Moi bracia naoglądali się filmu „MacGyver” i teraz noszą ze sobą podręczny zestaw MacGyvera, znajduje się w nim m.in. sznurek, śrubokręt, drut i coś tam jeszcze oraz cukier w temperówce mający dwa zastosowania:
1)      w razie gdy złapią ich agenci obcych wywiadów ma posłużyć za cyjanek
2)      gdyby zaproszono ich na przyjęcie mieliby już cukier do herbaty.
Ostatnio dużo oglądali też „Power Rangers”, dlatego często wchodzą do szafy, która służy im za Zorda.



15.IX.2001 r.
Nie mogę już, chodząc do biblioteki, dekorować moich wpisów do zeszytu odwiedzin w czytelni kwiatkami, bo zabroniła mi bibliotekarka po wizycie kontrolerów. Na szczęście ona myśli, że ja naprawdę pisząc, stawiam takie wielkie na trzy kratki zawijasy.




30 V 2000 r.
Piesek
Jakieś 2 miesiące temu tatuś i mamusia zapytali czy nie chcielibyśmy jeszcze jednego pieska. Naturalnie zgodziliśmy się. Psiaka mieliśmy wziąć od wujka N. Czekałam na niego z utęsknieniem. Jest śliczny, nieposłuszny i strasznie przez nas rozpieszczony.
Nazwaliśmy go Rocky.



Wpis z 30 maja 2000 r. jest ostatnim z mojego pierwszego pamiętnika. Wpis ten jest dla mnie tym cenniejszy, bo mój pies już nie żyje. Był z nami do 2014 r. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że czas mija, ale czasami zdarza się coś takiego, co nam to uświadamia w całej swej brutalnie nieuchronnej pełni, dlatego rozpłakałam się jak dziecko, kiedy dotarło do mnie, że doświadczam na własnej skórze jak czas nie tylko mija, ale też zmienia perspektywę, zaciera ślady, osłabia więzi i zabiera ze sobą to wszystko, co kiedykolwiek pokochało moje serce.


***


Ale może ten pył, jaki stanowimy w kosmosie, może ta sekunda naszego istnienia, ta chwila na osi czasu w nieosiągalnej dla nas skali wieczności, może ta chwila – chociaż ulotna i krucha – mimo wszystko jest absolutnie bezcenna, bo kochając to wszystko, czym los nas obdarował i co postawił na naszej drodze, a co jest równie ulotne i kruche jak my – to wszystko staje się nasze, ulubione, wybrane, ukochane, ważne i nie ma znaczenia,  że jest nasze, ulubione, wybrane, ukochane, ważne tylko przez tę krótką chwilę. Żyjemy dla tego, za co gotowi bylibyśmy umrzeć. Żyjemy dla miłości, a miłość stanowi własną kategorię i nie poddaje się niewoli upływającego czasu.  

wtorek, 7 marca 2017



Weekend w domu na Mazurach. Zdążyłam już zapomnieć, że tutaj niebo łączy się z ziemią. Znowu jestem zakochana po uszy, a kiedy odwiedzam wszystkie swoje opuszczone zakamarki i kiedy karmię oczy widokiem tych samych krajobrazów, które kiedyś miałam zachłannie na co dzień, czuję się tak jakbym zostawiła tę okolicę tylko na chwilę tak, jakby to było wczoraj, tak jakbym nie widziała jej tylko przez tę króciutką sekundę, kiedy zamykam powieki i mrużę oczy. Pracowitość i służba moich rodziców, jazgotliwa radość moich psów, smukłość leśnych brzóz, rozkoszna wygoda mojego łóżka, wilgotny zapach mojej ziemi i niepowtarzalny smak domowego jedzenia –  wszystko wróciło albo po prostu nic nie odeszło – jestem wykarmiona solą tej ziemi i to ona buduje mnie od podeszwy stóp po końce moich włosów. Może nie jest to świat idealny, ale tutaj w szczególny sposób doświadczam odczucia, że niebo jest wszędzie tam, gdzie patrzę. 

sobota, 4 marca 2017



I powiedział kiedyś, że nie boi się samotności, ale przeraża go samotność we dwoje. Nie zrozumiałam go wtedy, ale zapamiętałam jego słowa. Teraz przypomniałam je sobie i zrozumiałam, co I miał wtedy na myśli. Aktualnie przerabiam dokładnie to samo. Should I stay or should I go?