czwartek, 2 stycznia 2014

All roads lead to Rome (13)

WENECJA – MIASTO DLA KOCHAJĄCYCH WODĘ I NIENAWIDZĄCYCH KORKÓW ULICZNYCH






Myślą przewodnią naszej podróży był triumfalny wjazd do Rzymu na motorze. Rzym był głównym celem, ale to Wenecja okazała się nieoczekiwanym ukoronowaniem tej wyprawy. Nawet pomimo że musieliśmy zostawić motor – w końcu symbol tej wycieczki, już po wjeździe do miasta i na cały czas zwiedzania. Pokochałam Wenecję już na starcie za to, że to jedyne włoskie miasto, gdzie nikt nie trąbił i nie wymuszał pierwszeństwa na drodze. Miasto na wyspie, otoczone wodą, rządzi się w końcu swoimi prawami i jest w związku z tym miastem bez samochodów i bez korków, gdzie transport wodny jest jedynym, który ma rację bytu. Jest za to miastem kanałów (słynny Kanał Grande), mostów (Most Westchnień, Most Rialto), schodów i pływających pałaców. Unikalnym i zachwycającym tworem, jakby nie z tego świata, ale jednocześnie miejscem ekstremalnie trudnym do życia, przynajmniej w swoim historycznym centrum.








Wyruszyliśmy na spacer wzdłuż kanałów, do centrum miasta. Po wodzie pływały charakterystyczne gondole. Dookoła było mnóstwo turystów, zajmujących każdą wolną przestrzeń, której i tak nie było zbyt wiele. Większość zmierzała w tym samym kierunku, do serca tego pięknego miasta i miejsca kultu jego patrona. My również próbowaliśmy przedostać się bezpośrednio na Plac Św. Marka, ale ta misja okazała się trudniejsza niż przypuszczałam. Zagubiliśmy się w labiryncie wąskich uliczek, poprzecinanych kanałami. Błądząc i próbując znaleźć właściwą drogę wśród tłumu innych turystów. Nie było łatwo. Ale było pięknie. Klimatyczne uliczki były zapełnione sklepikami, wystawami, knajpkami, które bardzo skutecznie przyciągały turystów i pochłaniały czas. My nie pozwoliliśmy sobie na ten luksus. Naszą misją był Plac Św. Marka i nic nie mogło nam w tym przeszkodzić czy rozproszyć naszej uwagi. Było warto. Kiedy w końcu trafiliśmy na właściwe miejsce zaczynała się powoli wieczorna szarówka, ale mimo to punkt kulminacyjny naszych poszukiwań był oszałamiający. Już sam Plac, po błąkaniu się w kłębowisku ciasnych uliczek, robił wrażenie otwartej przestrzeni. Co prawda nieco zalanej wodą, ale orzeźwiająco potrzebnej. A od Bazyliki Św. Marka wprost nie można było oderwać oczu. Kusiła i uwodziła pięknem i bogactwem architektonicznych zdobień. Poza słynną Bazyliką na Placu znajdują się również inne znane zabytki. Są to: Pałac Dożów z przepiękną fasadą, składającą się z mnóstwa łuków, które nadają budowli lekkości, Wieża zegarowa z misternym zegarem astronomicznym, pokazującym godziny, pory roku, fazy księżyca oraz położenie słońca w poszczególnych znakach zodiaku oraz Dzwonnica św. Marka. Na Placu Św. Marka zabrakło mi tylko jednego oczekiwanego przeze mnie elementu – miliona gołębi w pobliżu. Obecność nielicznych reprezentatywnych jednostek była zaskakująca. Zastanawiam się, gdzie się podziała reszta? Turystów było zdecydowanie więcej…







***

Po nacieszeniu oczy Placem Św. Marka, wyruszyliśmy w drogę powrotną do motoru, żegnając się powoli z Wenecją i z Włochami. Kiedy przybyliśmy do Wenecji pogoda była wciąż piękna i słoneczna. Niestety tuż za miastem, niebo złowieszczo pociemniało, zerwał się silny wiatr i zaczęło mżyć. Okoliczności przyrody wskazywały jednoznacznie na początki trąby powietrznej, co w sumie nie dziwi, biorąc pod uwagę dość wysoką temperaturę powietrza tego dnia, w sąsiedztwie tak dużej ilości wody. Postanowiliśmy nie ryzykować i zatrzymać się w najbliższym weneckim hotelu.



VENICE – CITY FOR WATER LOVERS AND TRAFIC JAMS HATERS




The keynote of our trip was a triumphal entry to Rome on a motorcycle. Rome was the main aim but it unexpected turned out that Venice was a culmination of our trip. Even if we had to leave the motor - a symbol of the tour, just after when we drove into the city and for the entire duration of the visit. I loved Venice from the start because it is the only Italian city where no one trumpeted and enforced priority on the road. City on the island, surrounded by water, has own rights, therefore this is city without cars and without traffic jams, where water transport is the only one which has a right to exist. It's the city of canals (the famous Grand Canal), bridges (Bridge of Sighs, Rialto Bridge), stairs and floating palaces. The unique and delightful creation, otherworldly, but also an extremely difficult place to live, at least in historical center.






We set off for a walk to the city center along the canals. Characteristic gondolas floated on the water. All around there were plenty of tourists. Most of them were moving in the same direction as we, to the heart of this beautiful city and place of worship of its patron. We also tried to get directly to the St. Mark's Square. But this mission proved to be more difficult than I thought. We lost in the maze of narrow streets and canals. We were wandering and trying to find the right way among the crowd of other tourists. It was not easy. But it was beautiful. Adorable streets were filled with shops, exhibitions and restaurants, which are very effective in attracting tourists and absorbing time. We have not allowed ourselves on this luxury. Our mission was St. Mark's Square and nothing could disturb us or distract our attention. It was worth it. The evening dusk slowly began when we finally got to the right place, but still high point of our research was stunning. Even the square, after wandering in the tandle of narrow streets, gave the impression of open space. Although a bit flooded but still refreshingly needed. And I simply could not take my eyes from the St. Peter's Basilica. The building tempted and seduced because of beauty and richness of architectural ornamentation. At the square there are also other famous  monuments. These are: the Doge's Palace with a beautiful facade, consisting of a multitude of arches that give structure lightness, Clock Tower, with intricate astronomical clock showing the hours, seasons, phases of the moon and the position of the sun in different signs of the Zodiac and the St. Mark’s Bell Tower. At St. Mark's Square I missed only one item I expected - a million pigeons in the vicinity. The presence of a few representative birds was surprising. I wonder where was the rest? There were much more tourists...





***

After enjoying the St. Mark’s Square, we went back to the motor, slowly saying goodbye to Venice and Italy. When we arrived to Venice the weather was still beautiful and sunny. Unfortunately, just outside the city, the sky darkened ominously, a strong wind sprang up and it began to drizzle. Natural circumstances clearly indicate the beginnings of a whirlwind, which is not surprising, given the relatively high temperature of the air that day, in the vicinity of such a large amount of water. We decided not to risk and stay on night in a hotel near Venice.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz