poniedziałek, 6 stycznia 2014

All roads lead to Rome (14)

ZA POLSKĄ GRANICĄ - LIVE TO RIDE, RIDES TO LIVE

  •     O sile i determinacji;
  •     O prawdziwej męskości.


Mieliśmy wypadek. Przy prędkości 5 km/h. Nie zdążyliśmy nawet wyjechać z hotelowego parkingu. Motor przewrócił się na ulicy, bo nie zdjęliśmy zabezpieczającej kłódki. Od tego zdarzenia zaczęłam doceniać wartość i znaczenie drugiej filiżanki kawy o poranku. Konsekwencje tych kilku sekund upadku odczuliśmy długoterminowo, chociaż to I. przyjął na siebie cały ciężar uderzenia – istniało bardzo duże ryzyko, że ma złamaną lewą rękę. Ja wyszłam z zajścia bez szwanku fizycznego, jedynie z drobnymi zadrapaniami, w stanie lekkiego szoku i poczucia niedowierzania. Motor został uszkodzony – rozbiła się m.in. szyba osłaniająca przed wiatrem. Odbieram tę sytuację i wszystko, co się później działo, jako trudną lekcję znienawidzonego przedmiotu w szkole. Nie ma złych wydarzeń, jeżeli wychodzi się z założenia, że każde uczy i z każdego można wyciągnąć wnioski na przyszłość. Okazuje się, że jeszcze dużo muszę się nauczyć… W każdym razie tego dnia przejechaliśmy jeszcze około 1000 km w ciągu 12 godz., by zostawiając za sobą Włochy, Austrię, Niemcy i Czechy, trafić ostatecznie do Ustronia, gdzie mieszka rodzina I.. Nie czułam zimna w Alpach. Nie myślałam o fizycznym zmęczeniu, mimo że godziny mijały i zaczęło się ściemniać. Obudziłam się dopiero w Czechach. Tamtejsze drogi potrafią skutecznie wybudzić z letargu. No i zaczęłam drżeć z zimna. Ostatnim zagranicznym etapem naszej podróży motocyklowej, było przekroczenie magicznej granicy dzielącej czeski i polski Śląsk Cieszyński. Nie rozmawialiśmy prawie w ogóle podczas jazdy. Miałam uczucie jakbyśmy przekraczali razem kolejno granice światów, ale każde z nas było zamknięte w swoim własnym. Dystans i ucieczka. Tak trudno się od tego uwolnić…




***

Do dzisiaj nie wiem, jak I. zniósł trasę po wypadku. Trzeba mieć w sobie niezmierzone pokłady siły i hartu ducha, żeby tego dokonać. Pomimo ogromnego bólu, nie poskarżył się ani razu, chociaż cierpienie miał wypisane na twarzy i w każdym ruchu. Co więcej, potrafił też wciąż myśleć o mnie, dbać o moje potrzeby i troszczyć się o moją wygodę. Nie myślał w ogóle o sobie. Przypomniałam sobie wtedy jedną z naszych rozmów o męskości i o tym, co to tak naprawdę znaczy. Zarzuciłam wtedy I., że jest zbyt wrażliwy, a u faceta taka wrażliwość to wada. On zaczął dociekać jakich to „prawdziwych” mężczyzn znałam w przeszłości – to nie była zbyt miła rozmowa. Wiem, że jestem czasami infantylna, okrutna, może nawet niesprawiedliwa, ale mam jeden cel zachowując się w ten sposób – usiłuję sprowokować Jego ripostę. To tylko pretekst do poważnej rozmowy, do której czasami dążę, stosując bezlitosne środki, zwłaszcza kiedy jestem już sfrustrowana poczuciem, że jest to misja niemożliwa i w żaden sposób nie mogę osiągnąć celu. Ani groźbą, ani prośbą. Najczęściej dzieje się tak, że kiedy ja potrzebuję poważnej rozmowy, to On jest tym bardziej nonszalancki, lekceważący, beztroski i złośliwy, bo uwielbia się ze mną droczyć. Trudno jest mi się z tym pogodzić i zaakceptować po prostu ten stan rzeczy.

W każdym razie w momencie, w którym obserwowałam Jego zachowanie podczas 1000 – kilometrowego powrotu do domu, zdałam sobie sprawę, czym tak naprawdę jest prawdziwa męskość. Wystarczyło, że spojrzałam na I.. Nawet po wypadku byłam pewna, że jeżeli ponownie wsiądziemy na motor, to skończymy podróż zgodnie z planem. Bo On był ze mną. Znam I. na tyle, żeby wtedy bezgranicznie w Niego uwierzyć.



ACROSS A POLISH BORDER - LIVE TO RIDE, RIDES TO LIVE

• about the strength and determination;
• about a true manhood.


We had an accident. At a speed of 5 km / h. We even didn’t manage to get out of the hotel parking. Motor just fell on the street because we didn’t take off the safety lock. Since that incident, I started to appreciate the value and importance of the second cup of coffee in the morning. We felt the consequences of those few seconds in long-term, although I. took almost whole burden of the stroke - it was a very high risk that His left hand was broken. I escaped from the incident with life and limb – with only minor scratches. I was a little bit appalled. Motor was damaged – for example, the glass shielding against the wind shattered. I take this situation and everything afterwards as a difficult lesson of hated subject in school. There are no bad events and experiences, if you realized that everything what happen can be a lesson. It turns out that I still need to learn a lot... In any case, that day we rode about 1000 km by 12 hours. We passed by Italy, Austria, Germany and the Czech Republic and finally got to the polish Ustron, where live the I.’s family. I didn’t feel cold in the Alps. I didn’t think about the physical fatigue although the hours passed by and it started to get dark. I finally woke up in the Czech Republic. Rustic roads can successfully wake up from slumber. Well, I started to shiver with cold. The last stage of our motorcycle’s trip was crossing the magical line between the Czech and Polish Silesia. We almost didn’t talk while driving at all. I had the feeling as if we crossed the borders of different worlds together, but each of us was closed on our own. Distance and escape. It is so hard to break free...

***

To this day, I don’t know how I. endured the route after the accident. He has the boundless strength and fortitude inside Himself. He didn’t complain even once, despite great pain which was all over His face and in every moves. What's more, He could still think of me, take care of my needs and take care of my convenience. He was not thinking about Himself at all. Then, I remembered one of our conversations about masculinity and what this word really means. I accused Him for being too sensitive. He began to inquire, what is the "real" men I knew in the past - it was not very pleasant conversation. I know, I'm sometimes childish, cruel, perhaps even unfair but I have one aim behaving this way - I'm trying to provoke His retort. It's just an excuse for a serious conversation, to which I sometimes aspire using ruthless methods, especially when I'm frustrated that it is an impossible mission and this is no way, I can achieve my goal. Neither threats nor requested. Most often happens that when I need a serious conversation, He begin the more flippant, irreverent, carefree and mischievous because He loves to tease me. It's hard for me to accept the status quo.

In any case, at the time, where I watched His behavior during the 1000 - kilometer return home, I realized what really means “true manhood”. I understand that when I looked at Him. Even after the accident, I was sure that if we get back on the motorbike, we finish the journey as we planned. Because He was with me. I know Him enough to believe in Him implicitly

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz