sobota, 19 października 2013

At the crossroads (8)

Znowu byłam blisko Niego i chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W końcu mogliśmy spokojnie i szczerze rozmawiać o wszystkim. Zapytał mnie, gdzie byłam na wakacjach. Mimo że przecież pisałam Mu, że jestem u rodziców. Byłam rozczarowana. Wciąż nie mógł uwierzyć, że pomimo wielu wad, które posiadam, akurat z wiernością nigdy nie miałam problemu.

– Byłam w domu. Cały czas. Moja mama płakała, kiedy wyjeżdżałam. Nigdy to się jeszcze nie zdarzyło. Patrzyłam na nią i pomyślałam wtedy, że jedynymi osobami na świecie, które kochają mnie prawdziwie i bezinteresownie, jest moja rodzina.

– Czemu tak zareagowałaś, kiedy mieliśmy wypadek na motorze?

– Bo nie lubię, kiedy ludzie pokazują słabość. Sama staram się jej nie okazywać.

Czemu nie napisałeś mi, że ta ręka jest jednak złamana?

Nie pamiętam czy odpowiedział…

Zapytał mnie o M.

– Odezwał się 2 dni po tym, kiedy napisałeś mi, że do siebie nie pasujemy. Już wtedy wiedziałam, że to początek końca między Tobą a mną.

Rozbawiło go to.

– Nie wierzę, że sam się odezwał.

– Ale to prawda. Stwierdził, że to intuicja. Zaprosił mnie do siebie.

– Może się zakochał.

– Wątpię. Ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Powoli w ogóle przestaję wierzyć w miłość…

– Ile ma lat?

– 35.

– Bądź dla Niego dobra. Może was odwiedzę. On będzie bardziej brutalny. Takich facetów jak ja już nie ma.

– Wiem.

– Wybierasz skomplikowane rozwiązania, drogę pełną zakrętów. Powinnaś na siebie uważać. Jesteś dziwnym człowiekiem. Najdziwniejszym, jakiego poznałem…


Dużo rozmawialiśmy. I. wiedział, że po alkoholu jest w stanie wyciągnąć ze mnie wszystko. Słowa pijanych są przecież myślami trzeźwych. Byłam tego świadoma, ale nie miałam do Niego pretensji. Nie miałam nic do ukrycia. I nie miałam już nic do stracenia. Potem sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Zamiast rozmowy, woleliśmy wyrazić się w inny sposób. I to był najlepszy seks, jaki pamiętam. Chociaż tyle mogłam Mu dać. Namiastkę szczęścia. Bardzo nie chciałam wypuścić Go z łóżka. Starałam się jak najbardziej odciągnąć moment rozstania. Niestety w końcu nadszedł…



I was close to Him again and I wanted this moment to last forever. In the end, we were able to talk about everything with calm and honest. He asked me where I was on vacation. Although, after I wrote to Him that I was in my parents. I was disappointed. He still couldn’t believe that despite the many flaws that I have, I just never had a problem with faithfulness.

- I was at home. All the time. My mom cried when I left. It has never happened yet. I looked at her and I thought then that the only people in the world who love me truly and selflessly, is my family.

- Why you didn’t react when we had an accident on a motorcycle?

- Because I don’t like when people show weakness. I try to never show it by myself.

Why don’t you write to me that you hand is really broken?

I don’t remember the answer...

He asked me about M.

- He spoke to me two days after you wrote to me that we don’t match to each other. Even then, I knew that it was the beginning of the end between you and me.

It amused Him.

- I can’t believe he spoke first.

- But it's true. He said that this is intuition. He invited me to his place.

- Maybe he fell in love.

- I doubt it. I don’t believe in love at the first sight. Slowly, I stopped believe in love at all...

- How old is he?

- 35.

- Be good for him. Maybe I will visit you. He will be more violent than I. Guys like me is gone now.

- Yes, I know that.

- You choose complicated solutions, a winding road. You should take care of yourself. You're a strange person. The strangest person, I've ever met...

We talked a lot. I. knew that the alcohol is able to draw from me all. Words of drunks are actually thoughts of sober. I was aware of it but I didn’t blame Him. I had nothing to hide. And I had nothing to lose also. Then, things took a different turn. Instead of talking, we preferring to express ourselves in other way. And it was the best sex I remember. I could give Him only this. Substitute for happiness. I didn’t want to let Him out of bed. I tried to pull away the moment of parting as much as possible. Unfortunately, the time has come finally...

środa, 16 października 2013

At the crossroads (7)

Siedziałam na podłodze w sypialni i pakowałam resztę rzeczy. On wrócił spod prysznica i przeszedł obok mnie do sąsiedniego pokoju. W mojej głowie pojawiła się refleksja i natychmiast ją zwerbalizowałam:

– Wiesz, co ja myślę? Myślę, że Ty mnie nigdy nie kochałeś i dopiero teraz sobie to uświadomiłeś. I nie potrafisz powiedzieć mi tego wprost… Co Ty do mnie tak naprawdę czujesz?

Nie odpowiedział…

Kiedy ostatecznie uporałam się z pakowaniem, I. leżał już na łóżku. Wiedziałam, że to koniec między nami, ale patrzyłam na Niego z przyjemnością, bez cienia żalu czy pretensji. Nie widzieliśmy się przez prawie 3 miesiące. Tak cholernie za Nim tęskniłam i tak marzyłam, żeby Go dotknąć…

– Wiem, że to nic nie zmieni, ale mogę się do Ciebie przytulić?

– Chodź.




I sat on the floor in the bedroom and was packing the rest of my things. He came out from the shower and walked past me, into the next room. In my head there occurred one reflection and I verbalised it immediately:

- You know what I’m thinking now? I guess you never loved me but you understand it just now. And now, you simply afraid to say it directly to me... What are you really feel to me?

He didn’t answer...

When I finally got through the packaging, I. was lying on the bed. I knew well, that this is over between us, but I looked at him with pleasure, without a trace of regret or blame. We hadn’t seen each other for nearly three months. I so damn missed Him and I also so dreamed to touch Him...

- I know that it doesn’t change anything, but can I hug you?
- Come on.

niedziela, 13 października 2013

At the crossroads (6)

I w końcu dotarło do mnie, że w ten sposób zostałam oficjalnie porzucona. Pierwszy raz w życiu. I pogodziłam się z tym, bo nie jestem na tyle zakłamana, żeby nie dostrzegać faktu, że ta decyzja, była po prostu skutkiem mojego zachowania. Szanuję decyzje I. i wierzę w sprawiedliwość i obiektywizm Jego oceny sytuacji. Przekonałam się też, że cokolwiek by ze mną zrobił i tak jestem w stanie wybaczyć Mu wszystko. Wydaje mi się, że zawsze rozumiałam Jego punkt widzenia i nie lekceważyłam Go, dlatego nie przemawia do mnie w 100 % - ach Jego argument, będący podstawą naszego rozstania. Argument o tym, że Go nie szanuję i manipuluję. Wiem, że gubi mnie mój introwertyzm, indywidualizm i to, że nie ma we mnie harmonii myśli, słów i czynów. Nie umiałam się zaangażować, zlekceważyłam wagę małych gestów i jest już za późno, żeby to naprawić. On we mnie nie wierzy. I tylko z tym faktem nie mogę się jeszcze pogodzić. Jak On mógł tak łatwo ze mnie zrezygnować, mimo że tak bardzo mnie kochał?! Przynajmniej bardzo mnie o tym zapewniał. Różnica między nami jest taka, że ja znając dobrze wszystkie Jego wady i wiedząc, jak trudny ma charakter, mimo wszystko nie poddawałam się i chciałam z Nim być. Dostrzegałam potencjał tego związku. Wcale nie uważałam, że to masochizm i same straty. Nie boję się kompromisów. Nigdy nie składam całej odpowiedzialności za problemy w związku tylko na drugą stronę, bo jestem świadoma, że wszelkie zmiany trzeba zaczynać od siebie. Dlatego też nie boję się również problemów, bo uważam, że nie ma nic za darmo i że jeżeli coś ma mieć wartość, musi być zdobywane pracą. Nad związkiem trzeba pracować, po to, żeby mógł być idealny. Szczęście nie jest podane na tacy. Najważniejsze są chęci. Po obu stronach. Wiedziałam, że wiele mogę Mu dać i sprawić, żeby był szczęśliwy. Tylko, że jestem świadoma, że jeżeli komuś zależy, to znajdzie rozwiązanie, a jeżeli nie – znajdzie wymówkę. Bardzo się zmieniłam dla Niego, chociaż On tego nie widzi. „Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. I. po prostu się poddał.



And then, it occurred to me that in this way, I was officially abandoned. For the first time in my life. I deal with it because I'm not hypocritical enough to overlook the fact that this decision was simply the result of my behavior. I respect I. decision’s and I believe in fairness and objectivity of His assessment of the situation. I have found also, that whatever He do with me, I am able to forgive Him everything. It seems to me that I always understand His point of view and I didn’t ignore Him, so His argument, which is the basis of our separation, doesn’t appeal to me in 100 per cent. The argument that I don’t respect Him and manipulated a lot. I know that I am lost because of my introversion, individualism and the fact that there is no harmony in my thoughts, words and deeds. I couldn’t get involved, I ignored the importance of small gestures and it is too late to fix it. He doesn’t believe in me. And this is the only fact that I can’t even accept. How He could so easily give up with me, despite the fact that He loved me so much?! At least, I was always very assured about it. The difference between us is that I know well all His faults and knowing how difficult is His character and I didn’t give up and I wanted to be with Him, after all and no matter what. I really saw the potential of our relationship. I never thought that it was masochism and the same loss. I'm not afraid to compromise. I don’t submit the entire responsibility for the problems in relation to the other side only because I’m aware that any changes you need to start with yourself. Therefore, I don’t fear the problems because I think that in this world there is nothing for free and that if something has real value, it must be earned by hard work. You have to work on the relationship, just to be able to be perfect. Happiness is not indicated on the tray. The most important is the desire. On both sides. I knew that I can give Him much and also make Him happy. It's just that I'm aware of that, if someone cares, he will find a solution, and if he not - finds an excuse. I've changed for Him but He couldn’t see it. "You remain responsible forever for what you have tamed". I. just gave up.

czwartek, 10 października 2013

At the crossroads (5)

Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko przestać walczyć i grzecznie spakować całe moje dotychczasowe życie z Nim do walizek. Misja wydawała mi się niemożliwa. Alkohol bardzo mi pomógł zmierzyć się ze wszystkim. Kolejny raz przekonałam się, że Jack Daniel’s jest najlepszym przyjacielem kobiety. Zawsze rozumie, jest niezawodny i nie ocenia. Po prostu jest. Okazało się przy okazji, że życie na walizkach przez ostatni rok, zmieniło moje podejście do pakowania. Przestałam reagować alergicznie na tę czynność, stałam się ozięble logiczna i zorganizowana. Zupełnie inaczej niż w życiu. Pakowanie zawsze generuje jakiś nieporządek, ale jest to jedyny bałagan, nad którym panuję. Bałaganu mojego zachowania i konsekwencji moich decyzji, do tej pory nie udało mi się tak doskonale ogarnąć. Ale staję się w tym coraz lepsza – praktyka czyni mistrza.


So I was left with no choice but to stop fighting and politely pack up my whole life with Him to the case. The mission seemed impossible. Alcohol helped me deal with everything. Once again, I found out that Jack Daniel's is a girl's best friend. He always understoods. He is reliable and doesn’t judge. He just is. It turned out that living out of a suitcase for the last year, changed my approach to packaging. I stopped responding allergic to this process, I became coldly logical and organized. Totally different than in life. Packing always generates a mess but this is only mess which I can control. Clutter my behavior and the consequences of my decision, I’m not been able to so perfectly comprehend so far. But I get this better and better - practice makes perfect.

poniedziałek, 7 października 2013

At the crossroads (4)

I mogłam już tylko oświadczyć z przekonaniem:

– Będziesz tego żałował.

Odpowiedział po prostu:

– Wiem.


I nie powiedział już nic więcej. Pomyślałam wtedy jak bardzo chciałabym, żeby był w końcu szczęśliwy, a patrząc na stan, w którym Go zastałam, było mi przykro, że tak nie jest. I wiedziałam, że jestem winna. Decyzja zapadła i była nieodwołalna. Nie mogłam już wnieść apelacji. Nawet nie chciałam. Nie jestem aż taką egoistką. Pomyślałam też, że Jego brak szczęścia ze mną, jest najlepszą motywacją, żeby od Niego odejść. Prawdziwą miłość określa to, że potrafi wyrzec się swojego szczęścia dla szczęścia kochanej osoby. I nigdy nie wątpi, że to uczciwa stawka. I chociaż każde miejsce na świecie, gdzie Go nie ma, jest moim więzieniem, a rozstanie jest moją karą za grzechy, to jest też jednocześnie moim wybawieniem – początkiem resocjalizacji. Wiem, że kiedy się pozbieram, ułożę elementy układanki, z których się składam, będę jeszcze silniejsza i bardziej świadoma siebie i świata. Silniejsza dla siebie. I chciałabym wierzyć, że także silniejsza dla Niego. 



I could only declare with conviction:

- You will regret it.

He replied simply:

- I know.

And He didn’t say anything more. And I thought, how I wish He was finally happy, and when I’m looking at the condition in which I found him, I was sorry that it doesn’t happen. I knew I am guilty. The decision was made and it was irrevocable. I couldn’t have appeal. I don’t even want to. I'm not so selfish. I also thought that his unhappiness with me, is the best motivation to move away from Him. True love sets that you can give up your happiness for the happiness of a loved one. And never doubt that this is a fair rate. And although every place in the world, where he is not there, is my prison, and parting is my punishment for sin, it is also at the same time my salvation - the beginning of rehabilitation. I know that when I get to put together, compose the pieces of which I am filed, I will be even stronger and more aware of myself and the world. Stronger for myself. And I believe that stronger for Him also.

sobota, 5 października 2013

At the crossroads (3)

Po serii ciosów z obu stron, które tylko potęgowały agresję i wpędzały nas w błędne koło, zaczęłam powoli odpuszczać. Wiedziałam, że mój upór był bezsensowny. Zapytałam tylko:

– Czy już nic nie jestem w stanie zmienić? Nic nie mogę dla Ciebie zrobić, pomóc Ci i jakoś Cię przekonać, że się zmieniłam i że mi na Tobie zależy?
– Idź do kościoła i pomódl się za mnie.odpowiedział.
– Po co?
– Żebym przestał być takim skurwysynem.


Wiedziałam już, że jest taki twardy, uparty i nieugięty, że żadne moje słowa nie są w stanie Go przekonać. Nawet mój, dotychczas niezawodny, kobiecy urok osobisty. Myślałam zawsze, że każdy mur jest bramą, ale teraz wiem, że czasami trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić. Strach przed porażką nie jest gorszy niż próba przeciągnięcia liny na swoją stronę, za wszelką cenę, kosztem drugiej osoby. Nie chciałam jeszcze bardziej Go prowokować. Nie chcę, żeby I. stał się moim wrogiem. Nie zniosłabym tego, zwłaszcza, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, a my balansowaliśmy właśnie na krawędzi. Myślę, że powoli uczę się pokory i coraz częściej zakładam kaganiec mojej indywidualności. Dla dobra tych, którym na mnie zależy.


After a series of punches from both sides which only intensified aggression and entrap us in a vicious circle, I started to let go. I knew that my stubbornness was senseless. I only asked Him:

- Maybe I can do something, change something? Can I do anything for you, help you and somehow convince you that I have changed and that I care about you?
- Go to church and pray for me. – He answered.
- For what?
- So I stopped being such a bastard.

I already knew that He is so tough, stubborn and adamant that none of my words are able to convince Him. Even my, yet reliable, feminine charm. I thought always that every wall is a door, but now I know that sometimes you have to know when to let go. Fear of failure is worse than trying to drag a line to your site, at all costs, at the expense of the other. I didn’t want to provoke Him even more. I don’t want I. became my enemy. I couldn’t bear it, especially that from love to hate there is just one step and we balance just on the edge. I think that I slowly learn to be humble and I increasingly assume the muzzle of my individuality. For the sake of those who care about me.

wtorek, 1 października 2013

At the crossroads (2)

Było mi przykro, bo przez 2 dni od mojego powrotu I. unikał mnie jak ognia. To było dziecinne. Teraz w końcu przestał przede mną uciekać i po raz pierwszy od 3 miesięcy mogłam na Niego spojrzeć. Był taki smutny i zmęczony. Nie zauważyłam do tej pory, że ma tyle zmarszczek. A może wcześniej tyle ich nie było? Zamiast Idealisty i Marzyciela, którego chciałam zobaczyć, stanął przede mną typowy Człowiek z Przeszłością. Z bagażem doświadczeń, który za bardzo Go obciąża, z którym nie umie sobie poradzić. Jeden z najsmutniejszych widoków w moim życiu… Próbowałam Go zrozumieć i zapytałam:

– Ile trwał Twój najdłuższy związek?

To był mój błąd. I. wściekł się, chociaż zawsze umiał zapanować nad emocjami. Jeszcze nigdy nie patrzył na mnie z taką agresją i wrogością.

– Będziesz mnie teraz sprawdzać?!

Nie zareagowałam. I już nawet nie musiał odpowiadać – wiedziałam wszystko, co chciałam. Wiedziałam też jak bardzo jest z Nim źle…





I was sad because for two days since my return, I. avoid me like the plague. It was childish. Now, when He finally stopped to run away, I could look at Him for the first time since three months. He was so sad and tired. Until now I didn’t noticed that He has so many wrinkles. Or maybe they were not there earlier? Instead of Idealist and Dreamer which I wanted to see, he stood in front of me like a typical Man with The past. With the baggage of experience which charged him too much, which can’t cope with. One of the saddest sights in my life... I was trying to understand him and asked:

- How much have your longest relationship lasted?

That was my mistake. I. was furious, although He has been always able to control His emotions. He has never looked at me with such aggression and hostility.

 - You’ll try to check me now?!

I didn’t react. And He doesn’t even has to answer - I knew everything that I wanted. I also knew how bad He was…