Większe znaczenie ma to, z kim jesteś niż
gdzie jesteś. Najchętniej zabrałabym ze sobą skoncentrowany koktajl uczuć i
spokoju, jakie wyzwala we mnie mój dom i rodzina. Ukradłabym ten kawałek nieba
i schowałabym go do kieszeni jak bezcenny talizman, który nadałby sens mojemu
życiu poprzez wskazywanie właściwego kierunku, jak niezawodny kompas. Najchętniej
teleportowałabym się i schowała w czasie, kiedy życie było prostsze i bardziej
esencjonalne. Dostosowałabym się jak kameleon do harmonijnego rytmu mojego prywatnego
prowincjonalnego świata, który mnie przygarnął, wychował i ukształtował i który
mam wytatuowany w swoim DNA. I nikt by mnie już nie znalazł. Ukryłabym się w
ciszy, skamieniała wrażliwością świata, oczyściła niewinnością otaczającej mnie
natury. W moich żyłach krąży szum mazurskich lasów, błogość pól i śpiew ptaków.
Jestem trwale połączona. Bezgranicznie kocham tęskniąc, tęsknię kochając i nie
mogę sobie z tym poradzić, marząc o powrocie. Ten dom, to miejsce i ci ludzie
to jedyna rzeczywistość, w której jestem szczęśliwa. To jedyna teraźniejszość,
której częścią się czuję. I niczego więcej mi nie trzeba. Tylko powrotu do
miejsca, gdzie zostało moje serce.
niedziela, 15 maja 2016
środa, 27 kwietnia 2016
Na skutek wielu ostatnich alarmujących
wydarzeń i sygnałów
– zerwałam z D w dniu, w którym mieliśmy przeprowadzić się
do nowego mieszkania. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że nie możemy cofnąć
danego słowa naszym współlokatorkom, a więc przez pewien czas musimy razem
mieszkać. Wygląda na to, że utknęliśmy razem w obszernej przestrzeni, która nie
jest w stanie pomieścić naszych fobii, chociaż dystans, jaki się między nami
wytworzył powiększa tę przestrzeń kilkukrotnie. W dodatku D, chociaż zraniony,
wciąż liczy, że opamiętam się i do Niego wrócę. Nazywa mnie teraz „gówniarzem”
dla podkreślenia mojego – rzekomo – dziecinnego zachowania. A ja? Chyba już nie
chcę pakować się w żadne związki męsko – damskie, świadomie godząc się na to,
że „samotność jest ceną, jaką przyjdzie mi zapłacić za przywilej samotności”,
zwłaszcza że dziś już wiem, że miłością mojego życia są tylko kobiety, a jedyne
osoby na świecie, za którymi czuję silną, bo niemalże fizyczną tęsknotę, to
moja mama i siostra. Co prawda podczas ostatnich pokręconych dni zbliżyłam się
też w pewien sposób z moją eks – współlokatorką, która teraz chce, żebym
wróciła do Niej po krótkim romansie z Łazarzem. Już wiem, że nie skorzystam z
zaproszenia, nie przestając jednak dziwić się życiem, w którym ten kto wydawał
mi się wrogiem, okazał się przyjacielem, a ten, który chciał stworzyć ze mną
rodzinę, jest kolejnym mostem, jaki trzeba będzie spalić, kiedy uznam, że w tej
historii nie jestem Mu już nic winna, a moja rola w życiu D w końcu się
dopełniła. Chociaż wywróżono nam, że nasze spotkanie to przeznaczenie, to czy
przeznaczenie przykuło nas do siebie na całe życie? Niekoniecznie. To my o tym
decydujemy. To my nadajemy cel i wartość swojemu życiu. Taaaak… Tylko czy nawet
pomimo tego, że jestem w stanie wyobrazić sobie życie bez D, to tak w głębi serca
na pewno tego właśnie chcę? Z Nim potrafię rozmawiać i milczeć, a to wielkie
wartości w każdej dobrej relacji. Niestety z Nim też upadam, kiedy ranimy
siebie nawzajem, obdzierając się ze skóry osłaniającej jądro problemów: moich
kłopotów z zaangażowaniem emocjonalnym i otworzeniem się na bliskość oraz Jego mroczną
stroną gwałtownego i bezlitosnego emocjonalnego manipulatora.
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
„Czy lepiej jest zaspokoić tysiąc pragnień, czy przeciwstawić się jednej pokusie?”
Zamierzam poddać się bezcelowości życia, bo
tylko wtedy mam szansę zacząć żyć naprawdę. Na razie pochowana w kilogramach
swoich oczekiwań, ambicji, życzeń, marzeń i przepowiedni – czuję się zagrzebana
żywcem, bo jedno pragnienie rodzi za sobą kolejne, a te, które pozostają
niespełnione – wyrastają poza mój mały świat, nadając mu znamion permanentnego
braku. Jeżeli mam być szczęśliwa, to czemu nie teraz, właśnie w tej chwili? Jestem
bez pracy, bez pieniędzy, na walizkach i tuż po zerwaniu. Sarkastycznie mogłabym stwierdzić,
że to wspaniały moment. Z drugiej strony, może to najlepsza chwila, żeby
zostawić za sobą wszystkie niezrealizowane cele i przestać próbować osiągać szczęście,
ale w końcu je poczuć, wbrew wszystkiemu, jak swój naturalny stan. Właściwie co
mi pozostało? Mogę albo zadręczać się obecną sytuacją, albo zdjąć z niej klątwę
lęku o przyszłość. No cóż, dualizm i paradoks tego świata polegają na tym, że drogą
do bogactwa, spełnienia i szczęścia jest sztuka umiaru i prostoty. Nie chcę
czerpać ze szwedzkiego bufetu życia pełnymi garściami. Chcę wybierać mądrze,
nie pragnąc niczego. Bezcelowość. To cudownie kusząca alternatywa, dzięki nie –
ambicji i głębi poznawczej, bo mam wrażenie, że tylko kiedy przestajemy
wyznaczać sobie cele, zaczynają spadać kajdany uwarunkowań, które uniemożliwiają
nam rozsmakowanie się w słodko – gorzkim życiu jakby było prawdziwą ambrozją.
niedziela, 20 marca 2016
Śnił mi się I. To mi przypomniało, że
dzisiaj ma urodziny i uświadomiło, że jest jedyną osobą z mojej przeszłości, o
której myślę i zastanawiam się w chwilach słabości: „co by było, gdyby…? Co by
było, gdybyśmy potrafili porozumieć się w kryzysie? Co by było gdybyśmy się nie
rozstali? Co by było, gdybym Go nie zdradziła?
Zawsze czułam, że dzieli nas przepaść. Nie chodziło
o różnicę wieku, a dojrzałości. Byliśmy na różnych etapach życia, w innych
wymiarach. Mijaliśmy się. Nie rozumiałam, czego ode mnie oczekuje ani wielowymiarowości
płaszczyzny, na jakiej się ze mną kontaktuje. Chociaż wiem też, że gdyby wtedy udało
nam się zsynchronizować, to stworzylibyśmy związek idealny. Przeszłość jest
jednak tym, co mija bezpowrotnie, a ja nie mam zamiaru nadawać mocy zmarłym,
więc odpuszczam. Liczy się to, co dzieje się teraz. Mam wszystko czego
potrzebuję i nie chciałabym zmieniać przeszłości, bo musiałabym wyrzec się wszystkiego,
czego doświadczyłam i co budowało mnie od tego czasu do teraz.
Niczego nie żałuję.
Niczego nie żałuję, więc z bezinteresowną,
szczerą i niewinną intencją chcę powiedzieć: wszystkiego najlepszego kochanie. Mam
nadzieję, że Ci się wiedzie.
niedziela, 13 marca 2016
Rany i blizny, czyli wspomnienia z Nocy Sylwestrowej
To były tylko 4 dni razem w innym mieście,
ale coś się zmieniło. Wróciłam przetransformowana. Zatraciłam część siebie na
rzecz kogoś innego. Pokochałam – dałam D prawo do bycia osobą, która potrafi mnie
zranić. Udaje Mu się to po mistrzowsku. Sylwestra spędziliśmy w łóżku. Nawet
nie doczekaliśmy fajerwerków o północy – zasnęliśmy. Po przyjemnym dniu
zwiedzania, przyszedł pierwszy kryzys. Postanowiliśmy spakować się i zmienić
tymczasową lokalizację, ale chociaż przeprowadzkę umilaliśmy sobie alkoholem,
to dobry nastrój prysł jak bańka mydlana z chwilą, kiedy weszliśmy do nowego
miejsca.
Imagination
Satisfaction
Obrazy na ścianach zupełnie nie pasowały do
klimatu, jaki wnieśliśmy. Dla odmiany w pokoju było ciepło, ale tym razem to
między nami panowała lodowata atmosfera. D zaczął mnie oskarżać tak, jak
kiedyś, ale tym razem był bardziej agresywny. Krzyczał, przeklinał, palił
jednego papierosa za drugim. Jeszcze nie widziałam Go w takim stanie. Wypowiedział
dużo słów, które mnie zraniły. Wytykał mi błędy, krytykował, obniżał samoocenę.
Wyrzucał, że go wykorzystuję. Mówił, że mi nie ufa, że jestem nieuczciwa,
wygodna, nieogarnięta, egoistyczna, okrutna. Potrafił uczepić się jednego
niepozmywanego talerza, który wg Niego świadczył o tym, że jestem samolubna,
nie można na mnie liczyć, nie potrafię wspierać i myślę tylko o sobie. Skupiał
się na jednym zdjęciu ze świąt, którego nie miałam ochoty oglądać, które
wystarczyło Mu na to, aby wyciągnąć wniosek, że nie mam dobrego podejścia do
dzieci i nie byłabym dobrą matką. W kulminacyjnym momencie powiedział, że chce,
żebym zniknęła, ale nie pozwolił mi spać. Nie pozwolił mi milczeć. A ja
wiedziałam, że moje milczenie jest dla Niego nie do zniesienia, ale nie byłam gotowa,
żeby stanąć z Nim twarzą w twarz. Słowa nic by nie zmieniły. Moja obrona nic by
nie dała. To nie o mnie przecież chodziło. Powinnam przenieść punkt ciężkości i
skupić się na Nim, bo przecież Jemu chodzi tylko o to, żeby zobaczyć w moich
oczach akceptację i pewność, że Go nie odrzucam. Jego ataki to pokręcony test,
która ma Mu udowodnić czy mi na Nim zależy, czy nie. Jego ataki to jawnie
okazana niechęć do samego siebie, bo D odmawia sobie prawa do szczęścia, a jego
nieuleczona podświadomość każe Mu odrzucić wszystko, na czym Mu zależy i co
kocha. Wiedziałam to wszystko, ale i tak stchórzyłam. Poddałam się. Nie
chciałam rozmawiać. Nie chciałam być. Nie chciałam czuć. Nie chcę cierpieć na
własne życzenie i nie chcę czuć, że jestem niedoceniana czy wykorzystywana. Pomyślałam,
że pora się uwolnić i wyjechać dzień wcześniej z Wrocławia, a później zniknąć
jak najszybciej z Jego życia i wyprowadzić się jak najdalej. Lepiej być samemu
niż męczyć się we dwójkę. Przecież wcale nie muszę z Nim być i nic nie trzyma
mnie w Poznaniu. Za dużo słów padło, żeby mogło być tak, jak dawniej. Rano
zwyciężyło poczucie odpowiedzialności. Zgodziłam się zostać, ale nie potrafiłam
pozbierać się po nocy. Czułam się fatalnie. Nie wiedziałam, kim jest facet obok
mnie i czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, ale nie potrafiłam zostawić Go
w takim stanie. Za bardzo bałam się tego, co może sobie zrobić. Za bardzo
szanuję Jego życie i nie potrafię pogodzić się z tym, że może je zmarnować
zatracając się w uzależniających oparach swojej destrukcyjnej przeszłości. Tymczasem
z założenia beztroska wyprawa na magiczną Ślężę zakończyła się kolejną
katastrofą. Było tak zimno, że po wyjściu z autobusu przeszliśmy zaledwie kilka
kroków i cofnęliśmy się z powrotem. Nie wyszliśmy nawet z Sobótki. D znowu
zaczął się na mnie wyżywać tak, jakby zwiedzanie Ślęży zimą to był mój pomysł. Znowu
mówił, żebym znalazła sobie kogoś, kto nie ma takiej przeszłości jak On, kogoś
kto zadba o mnie, o moje potrzeby oraz da mi szczęście i bezpieczeństwo, na
które zasługuję. Czułam, że już dłużej nie wytrzymam. Zaczęliśmy się rozpadać
na milion kawałków, których nie miałam siły zbierać. Pomogła świątynia, która miała
być schronieniem przed mroźnym górskim powietrzem, gdzie mieliśmy przeczekać na
autobus powrotny z Sobótki do Wrocławia. Ten kościół okazał się czyśćcem, gdzie
wyspowiadaliśmy się sami przed sobą i choć czułam, że profanujemy to miejsce
rozgrzewając się wódką, to nic innego i tak nam nie pozostało. Mogliśmy tylko
pić i rozmawiać w nadziei, że kiedyś się zrozumiemy.
Osobowość
bordeline
Wg psychiatry jedynym ratunkiem jest
półroczna kuracja w zakładzie zamkniętym. Obiecałam, że z Nim zostanę. W takim
miejscu brzmiało to jak przysięga. Nie cofnę już tych słów.
Poświęcaj
dla człowieka wszystko, ale człowieka nie poświęcaj dla niczego
Devotion
Każde zaangażowanie wymaga ofiary,
poświęcenia części siebie. W tym przypadku narażam się na cierpienie Jego
nagłych wybuchów złości i paranoicznej podejrzliwości. Biorę też pod uwagę to,
że kiedyś D przestanie na mnie reagować, bo nie będę już fascynującą nowością,
która potrafi Go ukoić, a po fali miłości przyjdzie czas na falę nienawiści,
która pochłaniając Jego będzie chciała wciągnąć także mnie. Ja z kolei cały
czas jestem impulsywna i błądzę w sposobie, w jaki zdarza mi się Go traktować. Mimo,
że jestem świadoma Jego problemów, to
nie jestem wyrozumiała dla zniewolenia słabości, w jakie uwierzył Jego umysł.
We are made of scars
Jak żyć ze sobą pełnią, bez kompromisów
oraz bez egocentryzmu i ranienia siebie nawzajem? Czy jest to w ogóle możliwe?
Jak sprawić, żeby związek nie miał w sobie cienia mentalnej i emocjonalnej transakcji,
a zaczął być czystą i niewinną relacją?
Subskrybuj:
Posty (Atom)