Wydaje nam się, że życie jest linią prostą,
a więc dążymy do tego, aby iść cały czas naprzód, bo przecież tylko tak żyje
się właściwie, czyli bez żalu, bez strat i bez powtórek, ale za to dynamicznie
i ze wzrokiem utkwionym w wyłaniającym się horyzoncie niepoznanych jeszcze
nadziei i niedookreślonych pragnień. Każdy krok wstecz oznacza regres i jest
przypisywany jednostkom słabym i nieukształtowanym. A co jeśli życie wcale nie
jest linią prostą? A może jest spiralą, gdzie każda sytuacja powracająca do nas
jak bumerang to nie zeszłoroczny śnieg, niepotrzebny nadbagaż, zaklęte koło,
powtarzający się schemat i monotonia, a raczej okazja do zrozumienia, że każde
zdarzenie zawiera w sobie taką ilość prawdy, jaką jesteśmy w stanie w danej
chwili odkryć i na jaką jesteśmy w danej chwili gotowi. Może cykle i powroty są
nieuniknione, bo potrzebujemy lustra, w którym przyjrzymy się swojej
przeszłości, odtworzymy własne ślady utrwalone na piasku i otworzymy się na
poznanie nowych sensów i nowych definicji. Może każda sytuacja jest
wielopoziomowa i składa się z różnych warstw, które odkrywamy wraz z rosnącym
doświadczeniem. Z indywidualnego punktu widzenia każda jednostka to tylko punkt
na peryferiach, ale im bogatsza wewnętrznie się staje, tym większe zyskuje pojęcie
o całości i tym bliżej prawdy się znajduje. Człowiek, który idzie i powraca, a mimo
to wspina się coraz wyżej, wychodzi na zewnątrz i koncentruje się w środku – wie
więcej o otaczającym go świecie. Wie więcej o innych. Wie więcej o sobie samym.
środa, 6 grudnia 2017
piątek, 28 lipca 2017
Nie
możesz uniknąć tego, że ptaki trosk i zmartwień fruwają nad twoją głową, ale
możesz nie pozwolić im zbudować gniazd w twoich włosach (przysłowie chińskie)
Myślę, że przemianę w poważnego, dorosłego
osobnika Homo sapiens sapiens najłatwiej rozpoznać po tęsknocie. Tęsknota
jest produktem ubocznym życiowych wyborów. To substancja emocjonalna, która
uwalnia się i zaczyna krążyć w naszym organizmie wraz z realizacją każdego
rewolucyjnego planu, w którym wartością najbardziej pewną jest zmiana. To tęsknota
za tym, co minęło, przywiązanie do tego, co zostawiliśmy za sobą, nostalgia
połączona z wyidealizowanym obrazem przeszłości, poczucie straty – zawisają nam
smętnie i złowieszczo nad głową, zsyłając wątpliwości, niepewność i żal za tym,
co było, a do czego nie możemy wrócić. W pewnym momencie naszego życia
zaczynamy przecież budować, otaczać się, ukorzeniać w swojej rzeczywistości. To
cechy dorosłego, który ewolucyjnie preferuje osiadły tryb życia, bo tylko taki
daje mu bezpieczeństwo i wrażenie panowania nad rzeczywistością. Taki dorosły
nie jest sojusznikiem zmian i boi się ich. Nie interesuje go to, co stoi za
zakrętem, skoro swój wzrok skupia już tylko na stałej wartości, na tym, co zawsze
w takim samym przewidywalnym kształcie widzi przed sobą, na tym, co z takim
mozołem stara się zbudować wokół siebie i czemu poświęca swój czas i uwagę.
Taki dorosły, kiedy już podejmie jakąś decyzję, która jest w stanie chociażby
lekko zachwiać stałą rzeczywistość – ma tendencję do przemyśleń typu: czy
decyzja, którą podjąłem jest słuszna? Czy na pewno właśnie tego chcę? Co by
było, gdyby…? Wątpliwości plus nieustanne oglądanie się za siebie marnotrawią
cały potencjał, jaki kryje w sobie każda zmiana, kiedy wbudowujemy w siebie
przekonanie, że każda zmiana jest zmianą na gorsze i nie damy sobie z nią rady.
Tymczasem wiecie, jaka jest prawda? Prawda jest taka, że za każdą decyzją kryje
się strata i za każdym zakrętem czai się niewiadoma. To nieoswojony przez nas
fakt, którego nie da się pominąć. Ale za każdą decyzją czeka również radość,
rozwój i spełnienie, jeśli wybór staje się źródłem siły, a nie wątpliwości. Jeżeli
marzysz o tym, aby zmienić swoje życie na lepsze, ale boisz się zmian: boisz
się rzucić pracę, zmienić miejsce zamieszkania czy w jakikolwiek sposób
przemeblować swoje życie, bo masz obawy, że Ci się nie uda, kiedy stoisz na
progu zmiany, ale prześladują Cię emocje niepewności i żalu – skup się na
jakości swoich myśli, bo to one tworzą twoją siłę i jakość twojego życia. Każda
myśl to cegiełka, która buduje rzeczywistość. I to zupełnie naturalne, że
dopada Cię obawa o przyszłość, ale dopiero, kiedy te emocje zadomowią się w
Tobie na tyle, że staną się filtrem, przez który wypływają twoje zniekształcone
destrukcyjnie myśli o porażce, to zamiast kreować zaczynasz niszczyć,
podkopywać swoją wiarę w siebie i powodzenie Twojego śmiałego planu. Sam
uśmiercasz idee, które miały Cię ożywić. Już rozumiesz? Mogę przecież doświadczyć
porażki w jakiejś dziedzinie życia, np. mogę rozstać się z partnerem. I to
zupełnie normalne, że czuję brak, pustkę, dysharmonię, gorycz czy smutek, ale
dopiero kiedy mój udręczony umysł zaczyna produkować destrukcyjne myśli typu:
„to wszystko moja wina”, „mogłam się domyśleć, że nic z tego nie będzie”,
„jestem beznadziejna i to ja jestem problemem”, „na pewno już nikogo nie
znajdę” – wtedy zaczyna się problem, bo myśl, w którą uwierzę staje się moją
prawdą i odzwierciedlam ją na zewnątrz. W tej samej sytuacji, tuż po rozstaniu,
jedna osoba może zamknąć się w sobie, a jej wewnętrzny krytyk może siać w niej
spustoszenie przekonując, że jest niewystarczająco dobra i chociaż nikt inny
tak nie myśli, to ona jest absolutnie przekonana, że tak właśnie jest. Inna osoba
może otrząsnąć się z rozstania i zamknąć ten rozdział swojego życia, nie tracąc
ani wiary w siebie, ani wiary w innych ludzi, odważnie przeć naprzód w
przekonaniu o swojej wartości. Zależnie od tego jaki scenariusz wybierzesz – w
taki sposób kreujesz swoją rzeczywistość. Możesz być ofiarą danej sytuacji,
która pogrąży Cię w przekonaniu o własnej niemocy, a możesz być zwycięzcą,
który pomimo trudności idzie dalej z podniesioną głową. To jest Twój
autonomiczny wybór. Absolutnie ZAWSZE możesz wybrać sposób, w jaki
manifestujesz swoją reakcję, bez względu na to, jakim typem charakteru jesteś.
***
Wszystko co nas spotyka: każda sytuacja,
każde okoliczności pozostają naszym wyborem pod kątem reakcji na zaistniałą
rzeczywistość, dlatego kiedy podejmujesz życiową decyzję albo kiedy życie
podejmuje ją za Ciebie, kiedy czujesz się winny, przytłoczony czy niepewny,
dopuść do siebie emocje, ale skup się na swoim myśleniu. Niech emocje przechodzą
przez pryzmat twojego umysłu – pozwól im na to i nie próbuj ich wypierać czy blokować,
ale jednocześnie postaraj się, aby to co z niego wychodzi było wiązką jasnego światła,
która przetransformuje zmianę na zmianę na lepsze. Bo tylko na taką
zasługujesz.
piątek, 5 maja 2017
Kolejny raz umarłam, roztrzaskałam się na
miliony kawałków i znowu stoi przede mną wyzwanie: muszę pozbierać się do kupy.
Muszę odnaleźć wszystkie porzucone części, takie jak poczucie własnej wartości,
wiara we własne siły i szacunek do siebie. Muszę odnaleźć zmysł wzroku, który
wskaże mi kierunek i nada sens codzienności. Już przestałam liczyć śmierci,
jakimi karmi mnie życie, ale do nekropolii pogrzebanych złudzeń dołączyło
przeczucie, że nie poznam nikogo, w czyich oczach zobaczę dom. Chcę szybko
zapomnieć o T, ale szybkie zapomnienie ma swoją cenę: najpierw muszę utopić się
we wspomnieniach i odciąć każdą niewidzialną linę, jaka mnie z Nim wiąże. Im
mocniej kochasz, tym bardziej odcinanie lin przywiązania przypomina odcinanie swojego
własnego ciała, kawałek po kawałku. Jestem jednak zdeterminowana, bo nic innego
mi nie pozostało – zacieram wszystkie ślady T: wyrzucam pamiątki, kasuję numer
telefonu i wszystkie powiązane zdjęcia, usuwam ze znajomych na Facebook’u. Tylko
kiedy nikt nie widzi pozwalam sobie na odrobinę słabości: wykrwawiam się wtedy,
zatapiam w bólu po cebulki włosów, wypłakuję oceany. A później z szalonym
zacięciem piromanki powracam do palenia mostu, a wraz z nim płoną moje
wspomnienia, oczekiwania i plany. Razem z nim pali się moja przyszłość.
J dziwiło dlaczego wyjeżdżam sama w góry i
śpię w lesie pod namiotem podczas ulewy, czemu jadę nad morze i wspinam się po
klifach z 39 – stopniową gorączką. Hartuję się – to fakt. Ale nie zawsze.
Czasami po prostu usiłuję sobie z czymś poradzić. Kiedy czuję ból, fizyczne
zmęczenie i kiedy zbliżam się do granic wytrzymałości – wtedy nie słyszę swoich
myśli, wtedy odpoczywa mój umysł. A czasem kiedy boli serce, dokonuję
przeniesienia części bólu na ciało. Chociaż skutki nie są całkiem takie, jakich
oczekuję, bo choćby moje buty przesiąkały krwią po wyniszczającym marszu, serce
zawsze krwawi mocniej i tylko jego cierpienia jestem w pełni świadoma, tylko ta
rana mi przeszkadza. To rana, o której nigdy nie mówię, rana, o której nikt się
nigdy nie dowie i nie pozna, jaka jest głęboka.
I oto jestem – zdezorientowana,
pokiereszowana, niewiedząca czego chcę i do czego dążę, próbująca zrozumieć, usiłująca
zapomnieć. Ocali mnie przerażająco cudowna własność czasu – moment, w którym
piasek w klepsydrze w końcu zasypie większość obrazów, a ja zacznę wierzyć w
nowe. Zostawię sobie tylko tę szczyptę nostalgii, która jak pieprz piecze język.
Zachowam moment, kiedy T powiedział, że płatki śniegu rozbijające się o szybę
jadącego auta są jak gwiazdy przelatujące przed statkiem kosmicznym w
Gwiezdnych Wojnach. To ze mną zostanie. To wrażenie, kiedy spada pierwszy
śnieg, a ja w pierwszym bezwarunkowym odruchu myślę o Nim. Myślę wtedy o jego
gwiazdach i o wspólnym niebie, którego nie udało nam się stworzyć i które
pozostało jedynie ideą w naszych głowach.
niedziela, 2 kwietnia 2017
„Minęli się jak obcy, bez gestu i słowa (…)
może w popłochu
albo roztargnieniu
albo niepamiętaniu,
że przez krótki czas
kochali się na zawsze.”
(Wisława Szymborska)
My, ludzie XXI wieku traktujemy związki jak produkty jednorazowego użytku, bo łatwiej jest nam wyrzucić coś do kosza niż próbować to naprawić. W romantycznych podrywach serca poszukujemy miłości idealnej, tego przeznaczonego nam wybranka, który będzie gwiazdką z nieba, drugą połówką jabłka, czyli wytworem jeden do jednego skrojonym na naszą miarę. A kiedy pojawia się problem wymagający kompromisów i empatii albo przygasa początkowa fascynacja i pożądanie – wycofujemy się i uciekamy w poczuciu zranienia lub rozczarowania, bo jako pokolenie indywidualistów bliżej nam do góry lodowej niż do drugiego człowieka. Mamy niewykształcone współodczuwanie. A przecież tak szaleńczo pragniemy być kochani… Niestety pragniemy być kochani przez wytwory naszej wyobraźni, produkty naszego umysłu, nasze własne duplikaty, a nie przez żywego człowieka, dlatego nie potrafimy różnić się i akceptować różnic między nami i nie dostrzegamy tym samym, że właśnie na tym polega tworzenie pełni – na uzupełnianiu się poprzez różnice, jakie są między nami, a odmienne spojrzenie na tę samą sprawę jest naszą największą siłą. Najtrudniejszą sztuką jest budowanie mostów porozumienia w oparciu o te różnice zamiast palenia za sobą tych, które już zdążyliśmy zbudować. Największą sztuką jest aktywne słuchanie. Może niektórzy z nas zrozumieją zanim będzie za późno, że ten jeden, jedyny nie istnieje. To my sami, drogą wyboru nadajemy drugiej osobie status bycia tym jednym, jedynym. To nasz wybór czyni daną osobę wyjątkową już w momencie podjęcia decyzji o wejściu w związek. Tak szybko jednak rezygnujemy z tego co mamy, goniąc ślepo za platońską ideą, która nie istnieje w tym świecie. Nie dostrzegamy, że każdy nasz związek ma potencjał, aby być naszym upragnionym i wyśnionym, o ile damy z siebie trochę wysiłku i będziemy go pielęgnować. A pielęgnowanie wymaga czasu, jest inwestycją i wymaga wyrozumiałości. I tylko poprzez zaangażowanie i oddanie tworzymy prawdziwą wartość i jakość. Oddając czas drugiej osobie, oddajemy jej to, co najcenniejsze. Na tym polega odpowiedzialność i dojrzałość. I tylko w ten sposób można budować więź i bliskość.
Pantofelek
Dzieci są
milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest
pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.
od ciebie ty skurwysynie.
(Andrzej Bursa)
niedziela, 26 marca 2017
„Słowa
staniały. Rozmnożyły się, ale straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za
dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają.
Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki.
Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje.”
(Ryszard
Kapuściński)
Nie można rozmawiać z kimś, kto nie słucha. Nie da się obudzić kogoś, kto tylko udaje, że śpi. Właśnie kona część mnie i nie potrafię zrobić nic, aby powstrzymać ocean bólu, w którym tonę.
Drobne Ogłoszenia
UCZĘ milczenia
we wszystkich językach
metodą wpatrywania się
w gwieździste niebo,
w żuchwy sinantropusa,
w skok pasikonika,
w paznokcie noworodka,
w plankton,
w płatek śniegu.
UCZĘ milczenia
we wszystkich językach
metodą wpatrywania się
w gwieździste niebo,
w żuchwy sinantropusa,
w skok pasikonika,
w paznokcie noworodka,
w plankton,
w płatek śniegu.
(Wisława Szymborska)
sobota, 18 marca 2017
Celem odnalezienia zagubionego świadectwa
pracy, zostałam zmuszona do bardziej niż pobieżnych porządków już na
przedwiośniu, które doprowadziły do zaskakującego odkrycia – odgrzebały
przeszłość sprzed 17 lat i przywróciły pamięć. Pretekstem stały się pamiętniki,
które prowadziłam jako dziewczynka, tuż po wejściu w wiek „nastu” lat. Płacz i
śmiech towarzyszyły mi podczas wertowania stron, które zapisywałam z takim rozczulającym
wdziękiem i dbałością o estetykę, na jaką może sobie pozwolić tylko niewinne i
czyste dziecko, przebywające w swoim własnym niewinnym i czystym świecie.
10 VI 2001
r.
Moi
bracia naoglądali się filmu „MacGyver” i teraz noszą ze sobą podręczny zestaw
MacGyvera, znajduje się w nim m.in. sznurek, śrubokręt, drut i coś tam jeszcze
oraz cukier w temperówce mający dwa zastosowania:
1)
w razie gdy złapią ich agenci obcych wywiadów
ma posłużyć za cyjanek
2)
gdyby zaproszono ich na przyjęcie mieliby już
cukier do herbaty.
Ostatnio
dużo oglądali też „Power Rangers”, dlatego często wchodzą do szafy, która służy
im za Zorda.
15.IX.2001
r.
Nie
mogę już, chodząc do biblioteki, dekorować moich wpisów do zeszytu odwiedzin w
czytelni kwiatkami, bo zabroniła mi bibliotekarka po wizycie kontrolerów. Na
szczęście ona myśli, że ja naprawdę pisząc, stawiam takie wielkie na trzy
kratki zawijasy.
30 V
2000 r.
Piesek
Jakieś
2 miesiące temu tatuś i mamusia zapytali czy nie chcielibyśmy jeszcze jednego
pieska. Naturalnie zgodziliśmy się. Psiaka mieliśmy wziąć od wujka N. Czekałam
na niego z utęsknieniem. Jest śliczny, nieposłuszny i strasznie przez nas
rozpieszczony.
Nazwaliśmy
go Rocky.
Wpis z 30 maja 2000 r. jest ostatnim z
mojego pierwszego pamiętnika. Wpis ten jest dla mnie tym cenniejszy, bo mój
pies już nie żyje. Był z nami do 2014 r. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że czas
mija, ale czasami zdarza się coś takiego, co nam to uświadamia w całej swej
brutalnie nieuchronnej pełni, dlatego rozpłakałam się jak dziecko, kiedy
dotarło do mnie, że doświadczam na własnej skórze jak czas nie tylko mija, ale
też zmienia perspektywę, zaciera ślady, osłabia więzi i zabiera ze sobą to wszystko,
co kiedykolwiek pokochało moje serce.
***
Ale może ten pył, jaki stanowimy w
kosmosie, może ta sekunda naszego istnienia, ta chwila na osi czasu w
nieosiągalnej dla nas skali wieczności, może ta chwila – chociaż ulotna i
krucha – mimo wszystko jest absolutnie bezcenna, bo kochając to wszystko, czym
los nas obdarował i co postawił na naszej drodze, a co jest równie ulotne i
kruche jak my – to wszystko staje się nasze, ulubione, wybrane, ukochane, ważne
i nie ma znaczenia, że jest nasze,
ulubione, wybrane, ukochane, ważne tylko przez tę krótką chwilę. Żyjemy dla
tego, za co gotowi bylibyśmy umrzeć. Żyjemy dla miłości, a miłość stanowi
własną kategorię i nie poddaje się niewoli upływającego czasu.
wtorek, 7 marca 2017
Weekend w domu na Mazurach. Zdążyłam już
zapomnieć, że tutaj niebo łączy się z ziemią. Znowu jestem zakochana po uszy, a
kiedy odwiedzam wszystkie swoje opuszczone zakamarki i kiedy karmię oczy
widokiem tych samych krajobrazów, które kiedyś miałam zachłannie na co dzień,
czuję się tak jakbym zostawiła tę okolicę tylko na chwilę tak, jakby to było
wczoraj, tak jakbym nie widziała jej tylko przez tę króciutką sekundę, kiedy zamykam
powieki i mrużę oczy. Pracowitość i służba moich rodziców, jazgotliwa radość
moich psów, smukłość leśnych brzóz, rozkoszna wygoda mojego łóżka, wilgotny
zapach mojej ziemi i niepowtarzalny smak domowego jedzenia – wszystko wróciło albo po prostu nic nie odeszło
– jestem wykarmiona solą tej ziemi i to ona buduje mnie od podeszwy stóp po końce
moich włosów. Może nie jest to świat idealny, ale tutaj w szczególny sposób
doświadczam odczucia, że niebo jest wszędzie tam, gdzie patrzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)