Nie ukrywam, że najbardziej kreatywna
jestem wtedy, gdy nie umiem sobie poradzić z jakąś sytuacją, gdy nie mam
kontroli, gdy rzeczy nie idą po mojej myśli, gdy cierpię. Transformuję wtedy smutek,
dysharmonię i niedosyt w ciąg wyrazów. Nikt nie wie i nikt nie widzi, bo nikomu
nie mówię, że pod uśmiechem, który utrzymuję dla świata po kryjomu uwieczniam ból zapisując go w zdaniach lub chowając pomiędzy słowami. Niepokój wewnętrzny rozwiązuję
najlepszą możliwą terapią – zamieniam go w twórczą paplaninę. Drążę temat do krwi
i kości, piszę tak długo aż wyrzucę z siebie wszystkie możliwe słowa, zinterpretuję
wszystkie zaistniałe fakty, przepowiem każdy możliwy scenariusz, wykrzyczę
wszystkie myśli, wypowiem wszystkie emocje, które nie dają mi spokoju, aż jedynym
co pozostanie będzie moja cisza i moje milczenie.
sobota, 27 stycznia 2018
sobota, 20 stycznia 2018
Watch Over You
Jak wyglądałoby nasze odbicie w lustrze,
gdybyśmy uwierzyli, że każda zmarszczka jest opowieścią o tym, co udało nam się
przeżyć, co udało nam się przetrwać? Może wtedy umielibyśmy spojrzeć życzliwie na
siebie i z ciekawością w głąb siebie, a
nie tylko pobieżnie rzucić okiem, prześlizgnąć się w poszukiwaniu każdej
niedoskonałości, którą następnie powiększymy po to, żeby przesłonić nią cały
obraz. Kochamy przecież obraz zafałszowany. Jesteśmy mistrzami bezlitosnej
krytyki. A dlaczego tak trudno przychodzi nam wiara w to, że apetytu na życie wcale
nie mierzy się ilością dni skreślonych w kalendarzu naszej ziemskiej obecności,
a nasz wiek wcale nie wyznacza ram stosownego zachowania, które oscylują zero –
jedynkowo w kategoriach: „wypada – nie wypada”, ani tym bardziej granic przyjemności, którą
pozwalamy sobie doznawać, odnosząc się do swojej metryki, a nie do swoich pragnień?
Twarz naznaczona upływem czasu to nie świadectwo słabości, a żywy tatuaż –
wspomnienie utrwalone w postaci każdej nowej zmarszczki. To przypomnienie
o naszej potędze i refleksja o naszej kruchości.
Czas płynie jak rzeka, ale zawsze można
wyłowić z niej grudkę złota. To właśnie tych małych, lśniących skarbów trzeba
się trzymać, bo jedna z najważniejszych zasad życia mówi, że wszystko, czego
szukasz – szuka ciebie, wszystko, za czym biegniesz – biegnie Ci na spotkanie,
wszystko, za czym tęsknisz – umiera z tęsknoty za Tobą. I kiedyś spotkacie się
w połowie drogi, to pewne. Dlatego jako osoba w pełni odpowiedzialna za siebie,
za swoje wybory, za swój odbiór otoczenia i za swoje myśli codziennie dokonuję
alchemicznej przemiany: wypisuję brokatowym tuszem wiarę, nadzieję i miłość jak
tatuaż na swojej skórze. Dlatego karmię się promieniami Słońca i spijam światło
Księżyca. Dlatego wymawiam złotymi głoskami zaklęcia, które tworzą ochronną
tarczę na moich korzeniach i na moich skrzydłach, na przekór oczekiwaniom większości, która chce odrąbać korzenie i odciąć skrzydła po to, żeby mnie zmienić
i dopasować do ogólnych standardów współczesnego niewolnika. Bo czasem warto
jest stać poza tłumem i wierzyć tylko w swoje metafory życia bez względu na to,
jak dziwacznie wyglądają w oczach świata. Bo czasem warto jest nie dorosnąć. Bo
czasem warto jest gonić za marzeniami, śpiewać własną piosenkę, budować własny
wewnętrzny świat, mierzyć życie swoją własną skalą, patrzeć prosto w Słońce i
próbować ukraść Księżyc. I niech się śmieją, niech wytykają palcami, niech szydzą,
niech nazywają to wszystko szaleństwem. To nie ma znaczenia i żadnego wpływu na
mnie, kiedy moim drogowskazem jest przekonanie, że życia
nie mierzy się ilością oddechów, a ilością chwil zapierających dech w
piersiach. Świat jest pełen magii, którą możemy dostrzec tylko wtedy, gdy
odważymy się opuścić więzienie własnego bólu i cierpienia, własnych lęków i
demonów z przeszłości, które wpuściliśmy do swojego domu i które czają się pod
łóżkiem tak długo, jak długo karmimy je wyrzutami sumienia, żalem,
nieakceptacją i brakiem wybaczenia. Tak długo jak dajemy im prawo do istnienia,
będą odbierać nam wiarę w siebie, radość życia i pasję.
Dlatego:
Jeśli szukasz
osoby, która zmieni Twoje życie, spójrz w lustro.
Jeśli szukasz
odpowiedzi, spójrz w gwiazdy zamiast na drogę przed sobą.
Jeśli nie widzisz w
ciemności, rozświetl swoje myśli.
Jeśli nie masz
siły, aby iść, noś ze sobą tylko tyle, ile jest w stanie udźwignąć Twoje serce.
Jeśli szukasz
ratunku, zanurz się w ciszę wewnątrz siebie.
Jeśli szukasz wolności,
rozłóż skrzydła i przypomnij sobie, że potrafisz latać.
Jeśli szukasz spokoju,
karm się wiarą, a nie lękiem.
Jeśli szukasz
spełnienia, bądź dla siebie dobry.
Bądź sam dla siebie
swoim Aniołem Stróżem, który strzeże, czuwa, zbawia, troszczy się i chroni.
Wtedy wszystko się
ułoży.
niedziela, 31 grudnia 2017
Koniec roku to czas porządków, podsumowań i
przeróżnych zakończeń. Tym razem jest to czas, w którym rozpływam się w
szczęściu i wdzięczności, co pozwala mi zrozumieć, że:
W świecie, w którym
mogę mieć absolutnie wszystko,
nieważne jest czy ściągnę
gwiazdkę z nieba, czy złapię złotą rybkę.
I tak nie będę
czuła, że mam wszystko.
Dopóki nie nauczę
się jak zbierać polne kwiaty, jak zachwycać się kamieniem na drodze, jak wnikać
w piękno kropli deszczu i jak naprawiać to, co jest zepsute.
W świecie, w którym mogę kolekcjonować
tysiące twarzy,
z którymi będę dzielić się swoim
światem
i tak pozostanę samotna.
Nie odczuję akceptacji i miłości
i nie będę w stanie dawać akceptacji
i miłości.
Dopóki nie stworzę bliskiej relacji
z jedną szczególną osobą,
która jest zawsze ze mną.
Dopóki nie zaprzyjaźnię się z
odbiciem w lustrze.
W świecie, w którym
mogę zajść tak daleko,
jak tylko zapragnę,
mogę przejść na
drugą stronę tęczy
albo mogę wylądować
na Marsie.
Mogę też znać
wszystkie skróty,
ale i tak nie zajdę
za daleko.
Dopóki nie nauczę
się, że czasem warto jest zatrzymać się,
aby podnieść tych,
którym zdarza się upaść,
a czas pozornie stracony
w ten sposób
liczy się
podwójnie.
W świecie, w którym garść monet w
kieszeni
dodaje pewności siebie i daje
poczucie władzy
mogę koncentrować swoją uwagę na przyciąganiu
do siebie metalu,
mogę też metaforycznie skupiać się
na pojęciu wymiany,
jaka zachodzi dzięki metalowi,
ale i tak siłą, która naprawdę się
liczy,
siłą, która kruszy ściany
pozostanie
uśmiech.
W świecie, w którym
mogę być absolutnie wszystkim,
czym tylko zapragnę,
mogę uwierzyć, że
jestem bohaterką z komiksu, królewną z bajki
albo mogę pretendować
do miana władcy kosmosu,
ale im wyżej będę
się wspinać,
tym mniej będę
spełniona.
Dopóki nie zadecyduję,
że w świecie,
w którym mogę być
absolutnie wszystkim –
będę dobra.
sobota, 23 grudnia 2017
Stop! Już wystarczy! Moja słabość do
starszych facetów odezwała się jak uśpiony wulkan. Zwabiłam go po to, by znowu
mieć tę cudowną istotę na wyciągnięcie ręki, właściwie tylko dla siebie. W tej
materii osiągnęłam to, czego chciałam – doświadczyłam człowieczeństwa zdejmując
warstwa po warstwie kolejne warstwy E, zupełnie tak jakbym zdejmowała z niego ubranie.
To był spirytualny striptiz, taniec zmysłów: intymny, bezwstydny i zachłanny.
Bezkarnie nasyciłam się jego widokiem, zanurzyłam w głębię oczu, zajrzałam w
najbardziej ukryte zakamarki duszy, wysłałam tyle uśmiechów, werbalnych i
niemych zachwytów, ile tylko było w stanie zmieścić się w moim ciele. Byłam
cała jego. Nie namawiałam go do zwierzeń, ale już przywykłam, że inni
opowiadają mi o sobie absolutnie wszystko. Jestem jak ksiądz w konfesjonale albo
jak barman w pubie. Przesiąkam ludzkimi intymnymi historiami, jakbym była mentalną
prostytutką, która nie wybrzydza i przyjmuje absolutnie każde cudze DNA w
postaci myśli. Uwielbiam go i wciąż mam mało, ale już wystarczy. Wycofuję się,
bo tracę mnóstwo energii jako masochistka, która dąży do tego, aby dzielić z
nim czas i przestrzeń chociaż dobrze wiem, że czas i przestrzeń dzieli już z
nim ktoś inny. Dlatego nie wejdę w niego głębiej. Z szacunku dla niej, z
szacunku dla E i z szacunku dla samej siebie. Moje fascynacje zawsze były jak
lot Ikara i lepiej kiedy przestanę podążać w kierunku kolejnej z nich w
poczuciu niedosytu niż kiedy będę uparcie ciągnąć jak ćma po to, żeby zderzyć
się z nią, a następnie rozchorować z przejedzenia. Nie sprofanuję świętości
związku. Nie zachwaszczę E zwątpieniem, ani nie zasieję w nim nadziei. Nie tylko
nie posunę się o krok za daleko, ale zwołam też wszystkie siły, aby zadziałały
wbrew grawitacji, wbrew sile przyciągania, która koncentruje moje działania na
tym mężczyźnie. Moja potrzeba zaspokojenia pozostanie tylko pożądaniem w sferze
myśli, małym płomykiem, którego nie będę podsycać w nadziei, że będę
wystarczająco silna, aby go zdmuchnąć, kiedy już osłabnie.
środa, 20 grudnia 2017
Kolejna fala zmian, jaka przeszła przez
moje życie przekonała mnie, że coraz lepiej radzę sobie jako surfer, mimo że
nie umiem pływać. Może właśnie nieświadomość dyletanta niezdającego sobie
sprawy z powagi sytuacji pozwala mi trzymać się powierzchni zamiast pójść na
dno? A może chodzi o coś innego i to garść odwagi zmieszanej proporcjonalnie z
pokorą, ubogacona o ważny składnik w postaci zaufania, spojona całym morzem
wiary i zachwytu – oto przepis na żeglowanie współczesnego homo viator poszukującego
swojej Itaki. Jako nowa – stara ja, na nowym – startym lądzie utwierdzam się w
przekonaniu, że tak długo jak pielęgnuję w sobie niezachwianą wiarę w słuszność
drogi, którą podążam i zasadność moich codziennych wyborów, tak długo nie tyle nie
zderzam się z murem cudzych spojrzeń pełnych znaków zapytania, co raczej ten
mur nie jest dla mnie na tyle materialny, że jest w stanie mnie zatrzymać. Tak
długo jak wybieram wiarę, że umiem przechodzić przez ściany i tak długo jak
zachowuję suwerenne spojrzenie na sprawy oraz niezachwiany własny kodeks
wartości – tak długo cudza opinia, malkontenctwo czy szyderstwo nie
jest w stanie zachwiać czy złamać obrazu rzeczywistości, który pielęgnuję jak
zaczarowany ogród. Tak długo jak nie pozwalam sobie wmówić, że subtelny, ale
jednocześnie słoneczny obraz świata wokół, który kreuję z oddaniem, czułością i
troską jest fatamorganą – tak długo nie jest w stanie dosięgnąć mnie zimne i
bezlitosne ostrze wszechobecnej krytyki. Może zachowuję się jak Alicja, która
zabłądziła w psychodelicznej krainie czarów i próbuje uciekać od szarej – według
wielu – codzienności. A może wolę jasnowidzieć magię codziennych prostych chwil,
postrzegając je przez pryzmat służby, wdzięczności i wyższych ideałów zamiast
skupiać się na pojęciu poddaństwa, braku, biedy, ofiary i niesprawiedliwości, jakimi
przesiąknięte jest spojrzenie lokalnej społeczności. Pełniejszy wymiar odwagi
to ten, w którym to ty wytyczasz własny szlak, zachowując świeże spojrzenie zamiast
podążać za tłumem i zlewać się z nim poprzez adopcję bezpiecznych i powszechnie
mile widzianych myśli – schematów. Taki rodzaj odwagi, gdzie to ty jesteś wojownikiem
wymykającym się spod władzy cudzych przekonań, daje wolność. Tak pojętej wolności
uczę się każdego dnia.
środa, 6 grudnia 2017
Wydaje nam się, że życie jest linią prostą,
a więc dążymy do tego, aby iść cały czas naprzód, bo przecież tylko tak żyje
się właściwie, czyli bez żalu, bez strat i bez powtórek, ale za to dynamicznie
i ze wzrokiem utkwionym w wyłaniającym się horyzoncie niepoznanych jeszcze
nadziei i niedookreślonych pragnień. Każdy krok wstecz oznacza regres i jest
przypisywany jednostkom słabym i nieukształtowanym. A co jeśli życie wcale nie
jest linią prostą? A może jest spiralą, gdzie każda sytuacja powracająca do nas
jak bumerang to nie zeszłoroczny śnieg, niepotrzebny nadbagaż, zaklęte koło,
powtarzający się schemat i monotonia, a raczej okazja do zrozumienia, że każde
zdarzenie zawiera w sobie taką ilość prawdy, jaką jesteśmy w stanie w danej
chwili odkryć i na jaką jesteśmy w danej chwili gotowi. Może cykle i powroty są
nieuniknione, bo potrzebujemy lustra, w którym przyjrzymy się swojej
przeszłości, odtworzymy własne ślady utrwalone na piasku i otworzymy się na
poznanie nowych sensów i nowych definicji. Może każda sytuacja jest
wielopoziomowa i składa się z różnych warstw, które odkrywamy wraz z rosnącym
doświadczeniem. Z indywidualnego punktu widzenia każda jednostka to tylko punkt
na peryferiach, ale im bogatsza wewnętrznie się staje, tym większe zyskuje pojęcie
o całości i tym bliżej prawdy się znajduje. Człowiek, który idzie i powraca, a mimo
to wspina się coraz wyżej, wychodzi na zewnątrz i koncentruje się w środku – wie
więcej o otaczającym go świecie. Wie więcej o innych. Wie więcej o sobie samym.
piątek, 28 lipca 2017
Nie
możesz uniknąć tego, że ptaki trosk i zmartwień fruwają nad twoją głową, ale
możesz nie pozwolić im zbudować gniazd w twoich włosach (przysłowie chińskie)
Myślę, że przemianę w poważnego, dorosłego
osobnika Homo sapiens sapiens najłatwiej rozpoznać po tęsknocie. Tęsknota
jest produktem ubocznym życiowych wyborów. To substancja emocjonalna, która
uwalnia się i zaczyna krążyć w naszym organizmie wraz z realizacją każdego
rewolucyjnego planu, w którym wartością najbardziej pewną jest zmiana. To tęsknota
za tym, co minęło, przywiązanie do tego, co zostawiliśmy za sobą, nostalgia
połączona z wyidealizowanym obrazem przeszłości, poczucie straty – zawisają nam
smętnie i złowieszczo nad głową, zsyłając wątpliwości, niepewność i żal za tym,
co było, a do czego nie możemy wrócić. W pewnym momencie naszego życia
zaczynamy przecież budować, otaczać się, ukorzeniać w swojej rzeczywistości. To
cechy dorosłego, który ewolucyjnie preferuje osiadły tryb życia, bo tylko taki
daje mu bezpieczeństwo i wrażenie panowania nad rzeczywistością. Taki dorosły
nie jest sojusznikiem zmian i boi się ich. Nie interesuje go to, co stoi za
zakrętem, skoro swój wzrok skupia już tylko na stałej wartości, na tym, co zawsze
w takim samym przewidywalnym kształcie widzi przed sobą, na tym, co z takim
mozołem stara się zbudować wokół siebie i czemu poświęca swój czas i uwagę.
Taki dorosły, kiedy już podejmie jakąś decyzję, która jest w stanie chociażby
lekko zachwiać stałą rzeczywistość – ma tendencję do przemyśleń typu: czy
decyzja, którą podjąłem jest słuszna? Czy na pewno właśnie tego chcę? Co by
było, gdyby…? Wątpliwości plus nieustanne oglądanie się za siebie marnotrawią
cały potencjał, jaki kryje w sobie każda zmiana, kiedy wbudowujemy w siebie
przekonanie, że każda zmiana jest zmianą na gorsze i nie damy sobie z nią rady.
Tymczasem wiecie, jaka jest prawda? Prawda jest taka, że za każdą decyzją kryje
się strata i za każdym zakrętem czai się niewiadoma. To nieoswojony przez nas
fakt, którego nie da się pominąć. Ale za każdą decyzją czeka również radość,
rozwój i spełnienie, jeśli wybór staje się źródłem siły, a nie wątpliwości. Jeżeli
marzysz o tym, aby zmienić swoje życie na lepsze, ale boisz się zmian: boisz
się rzucić pracę, zmienić miejsce zamieszkania czy w jakikolwiek sposób
przemeblować swoje życie, bo masz obawy, że Ci się nie uda, kiedy stoisz na
progu zmiany, ale prześladują Cię emocje niepewności i żalu – skup się na
jakości swoich myśli, bo to one tworzą twoją siłę i jakość twojego życia. Każda
myśl to cegiełka, która buduje rzeczywistość. I to zupełnie naturalne, że
dopada Cię obawa o przyszłość, ale dopiero, kiedy te emocje zadomowią się w
Tobie na tyle, że staną się filtrem, przez który wypływają twoje zniekształcone
destrukcyjnie myśli o porażce, to zamiast kreować zaczynasz niszczyć,
podkopywać swoją wiarę w siebie i powodzenie Twojego śmiałego planu. Sam
uśmiercasz idee, które miały Cię ożywić. Już rozumiesz? Mogę przecież doświadczyć
porażki w jakiejś dziedzinie życia, np. mogę rozstać się z partnerem. I to
zupełnie normalne, że czuję brak, pustkę, dysharmonię, gorycz czy smutek, ale
dopiero kiedy mój udręczony umysł zaczyna produkować destrukcyjne myśli typu:
„to wszystko moja wina”, „mogłam się domyśleć, że nic z tego nie będzie”,
„jestem beznadziejna i to ja jestem problemem”, „na pewno już nikogo nie
znajdę” – wtedy zaczyna się problem, bo myśl, w którą uwierzę staje się moją
prawdą i odzwierciedlam ją na zewnątrz. W tej samej sytuacji, tuż po rozstaniu,
jedna osoba może zamknąć się w sobie, a jej wewnętrzny krytyk może siać w niej
spustoszenie przekonując, że jest niewystarczająco dobra i chociaż nikt inny
tak nie myśli, to ona jest absolutnie przekonana, że tak właśnie jest. Inna osoba
może otrząsnąć się z rozstania i zamknąć ten rozdział swojego życia, nie tracąc
ani wiary w siebie, ani wiary w innych ludzi, odważnie przeć naprzód w
przekonaniu o swojej wartości. Zależnie od tego jaki scenariusz wybierzesz – w
taki sposób kreujesz swoją rzeczywistość. Możesz być ofiarą danej sytuacji,
która pogrąży Cię w przekonaniu o własnej niemocy, a możesz być zwycięzcą,
który pomimo trudności idzie dalej z podniesioną głową. To jest Twój
autonomiczny wybór. Absolutnie ZAWSZE możesz wybrać sposób, w jaki
manifestujesz swoją reakcję, bez względu na to, jakim typem charakteru jesteś.
***
Wszystko co nas spotyka: każda sytuacja,
każde okoliczności pozostają naszym wyborem pod kątem reakcji na zaistniałą
rzeczywistość, dlatego kiedy podejmujesz życiową decyzję albo kiedy życie
podejmuje ją za Ciebie, kiedy czujesz się winny, przytłoczony czy niepewny,
dopuść do siebie emocje, ale skup się na swoim myśleniu. Niech emocje przechodzą
przez pryzmat twojego umysłu – pozwól im na to i nie próbuj ich wypierać czy blokować,
ale jednocześnie postaraj się, aby to co z niego wychodzi było wiązką jasnego światła,
która przetransformuje zmianę na zmianę na lepsze. Bo tylko na taką
zasługujesz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)