Moim zdaniem zwiedzanie każdej norweskiej
metropolii warto rozpocząć od pokierowania się na lokalny punkt widokowy.
Wrażenia z góry są nieziemskie i pozwalają nam odczuć pełnię fenomenu Krainy
Fiordów, okalających ją gór oraz porozrzucanych aglomeracji. W moim przypadku
zachwyt nad malowniczym terenem miesza się ze szczyptą doskwierającego mi
syndromu zamknięcia ze względu na odcięcie skupisk ludzkich przez bezkresną
wodę i góry zasłaniające horyzont. Ogarnia mnie wrażenie bezludnej wyspy. Dzięki
spektakularnej panoramie z lotu ptaka, możemy jednak dostrzec unikalne piękno
krajobrazu Norwegii, w której urbanizację mocno ogranicza przyroda (góry,
fiordy), a człowiek zgodnie z nią koegzystuje. Ukłon w stronę natury widać nawet
w konstrukcji norweskich domów, które wcale nie wyłamują się z krajobrazu swoim
modernistycznym charakterem rodem z epoki technokracji, ale raczej komponują
się z nią dzięki naturalności, prostocie i skromnej bezpretensjonalności. Aż
trudno uwierzyć, że Norwegia to bardzo zamożny kraj, bo tu nikt nie epatuje
bogactwem i nie wywyższa się. To punkt widokowy Aksla w Ålesund uświadomił mi,
że to miasto można bez większych przeszkód nazwać Wenecją Północy. Zresztą
zobaczcie sami jak wyglądają zdjęcia. J Na ostatnim zdjęciu
znajduje się miejscowość Sykkylven – nieopodal Ålesund.
Nie da się ukryć, że zwiedzanie Norwegii
kosztuje sporo czasu, co jest wypadkową 2 kwestii. Po pierwsze – ukształtowania
terenu. Wysokie góry oraz sieć fiordów uniemożliwiają budowanie prostych
połączeń komunikacyjnych, stąd norweskie drogi wiją się jak węże, są pełne
tuneli wydrążonych w górach, a żeby dostać się na drugą stronę fiordu nie
obędzie się bez poświęcenia czasu na przepłynięcie promem. Drugą sprawą są…
surowe i nieelastyczne przepisy ruchu drogowego, których zmotoryzowani
Norwegowie wiernie się trzymają. Tutaj jeśli ograniczenie prędkości wynosi 50
km/h, to wszyscy będą jechali nie więcej niż 40 km/h, choćby nawet miało to
generować duże korki. Jeżeli M. nie koloryzował swoich opowieści, to wynika z
nich, że w Norwegii za przekroczenie prędkości o 20 km/h grozi utrata prawa
jazdy, a podbicie stawki o 40 km/h może skończyć się nawet więzieniem! Wolna
jazda ma jednak swoje uroki – można bezkarnie obserwować widoki za oknem auta
czy też zaaplikować sobie terapię kojącą zmysły stojąc na molo i chłonąc magię
fiordu podczas czekania na prom (względnie umilając sobie czas poprzez
wędkowanie).
W Norwegii możemy niechcący ominąć wiele
pięknych miejsc, czyli lokalnych, mniej znanych atrakcji, jeśli nie dowiemy się
o ich istnieniu od tubylców. Samemu z reguły bardzo trudno do nich trafić. Są
to na przykład wszelkie szlaki turystyczne prowadzące na górskie wzniesienia,
które Norwegowie namiętnie wybierają na popołudniowy, weekendowy, aktywny
wypoczynek. Miałam okazję przejść dwiema takimi trasami, a jednym ze szczytów, które
udało mi się zdobyć był Hovdelsen w miejscowości Sykkylven (w odległości ok 30
km od Ålesund), który znajduje się na wysokości 369 m n.p.m.. Ukoronowaniem obu
wypraw był spektakularny widok z wierzchołka góry na fiordy, zaśnieżone
sąsiadujące szczyty oraz otwarte morze. Wspinaczka trwała co prawda prawie 1,5
godziny, ale zdecydowanie było warto, bo na szczycie czekała nas nie tylko słodka
nagroda w postaci zjawiskowej panoramy, ale także możliwość wpisania się do
specjalnego zeszytu z listą śmiałków, którym udało się zdobyć szczyt.
Przyjemnie było pozostawić po sobie taki ślad i zapisać się na kartach miejscowej
historii. Mam nadzieję, że Was też czeka jeszcze wiele szczytów, które uda Wam
się zdobyć. J















































