wtorek, 14 czerwca 2016



Moja potrzeba przemieszczania się i obserwowania otoczenia jest tak wielka, że stała się częścią tożsamości. Nie jestem kompletna, jeśli jestem zamknięta ciągle w tej samej przestrzeni, czyli nie jestem sobą, kiedy pracuję. Dodatkowo w mojej obecnej pracy jestem w permanentnym kontakcie z innymi, a ludzie w nadmiarze męczą mnie i odbierają energię. To w ciszy znajduję sens życia i zestrojenie, więc najlepiej odpoczywam, kiedy jestem sama. Każde wyjście i separacja od hałasu miasta są dla mnie zbawienne, bo wtedy chłonę nową energię, zestrajam się, harmonizuję, detoksykuję organizm i oczyszczam myśli. Gdyby to było możliwe, to już nigdy bym się nie zatrzymała. Mogłabym przemieszczać się do końca świata.








 „Wyszedłem tylko na spacer, a ostatecznie postanowiłem zostać na zewnątrz aż do zachodu słońca, bo to wyjście z domu – odkryłem – było tak naprawdę powrotem.”








„Nie można być podejrzliwym wobec drzewa, oskarżać ptaka czy wiewiórkę o sabotaż, ani też kwestionować ideologii fiołka.”



Mam swoje ulubione miejsca w Poznaniu, gdzie lubię wracać, kiedy mam wolną chwilę, a w ostatnie 2 wolne weekendy eksplorowałam świat z D. Pojechaliśmy do Kórnika pod Poznaniem, gdzie widzieliśmy zamek Białej Damy, Arboretum i jezioro Kórnickie, a tydzień później udało nam się doprowadzić do końca niezrealizowane sylwestrowe plany – zwiedziliśmy Sobótkę i wspięliśmy się na Górę Ślężę. To mityczne miejsce kultu Słowian zostało już zadeptane przez turystów i podbite przez kościół katolicki. Potrzeba dużo wyobraźni, żeby w tłumie ludzi powołać to zlaicyzowane miejsce do życia, odkrywając w nim zapomnianą, magiczną głębię. Pozostała nam jedynie świadomość, że prawdopodobnie wspinamy się kamiennym szlakiem, którym w innej czasoprzestrzeni wspinali się druidzi, aby odprawiać swoje rytuały na cześć starożytnych bogów. 



















„Człowiek postanawia odmalować świat. Przez lata będzie zapełniał przestrzeń obrazami prowincji, królestw, gór, zatok, okrętów, wysp, ryb, pokoi, instrumentów, gwiazd, koni i ludzi. Na chwilę przed śmiercią odkryje, że ów cierpliwy labirynt linii jest podobizną jego własnej twarzy.”

 

środa, 1 czerwca 2016


Jestem dziewczyną, która doceniając urok zjawiska potrafi rozpłakać się publicznie na ławce w parku, kiedy zobaczy wróbla kąpiącego się beztrosko w kałuży, ale jestem jednocześnie dziewczyną, która jest etatowym katem w sali tortur okrutnych ciętych komentarzy, jakie wciąż serwuje D. Dr. Jekyll and Mr. Hyde. Podnoszę i przytulam, ranię i wbijam nóż w plecy. Moje słowa uskrzydlają albo ociekają jadem. Kocham równie mocno jak nienawidzę. Tym właśnie jestem. Jestem istotą rozpostartą pomiędzy piekłem a niebem, która nie potrafi zdecydować, gdzie przynależy. 

poniedziałek, 23 maja 2016

Grawitacja




Czasem grawitacja w Poznaniu jest dla mnie zbyt ciężka, a kiedy nie mogę oderwać stóp od ziemi, a każdy krok naprzód kosztuje mnie mnóstwo energii, wysiłku i czasu, gubię po drodze większość motywacji i radości życia tak, jakby te uczucia były balastem, a nie latawcem, który mógłby mnie ponieść do lepszych czasów. Kiedy jest bardzo, bardzo, bardzo źle staję się autodestrukcyjna, wykazując iście wampirze skłonności do obcowania wśród cieni. Myślałam, że tę drogę w dół mam już dawno za sobą, ale najwidoczniej wciąż zdarza mi się jak lunatyk w mrocznym świetle krwawego księżyca podążać labiryntem rozpaczy i braku akceptacji do zastanego status quo. 


To uczucie, kiedy nic nie idzie po mojej myśli, a świat mnie przygniata.

To uczucie braku przystosowania do gęstej materii.

To uczucie wyobcowania.


W moim koszmarze wciąż uparcie trwa upiorny taniec w gabinecie krzywych luster, w których przyglądają mi się moje strachy, przybierając coraz bardziej szkaradne formy. No cóż, teraz jestem mądrzejsza o tyle, o ile wiem, że zejście do piwnicy jest czasem potrzebne, żeby zrobić w niej porządek,  a wszystkie potwory, jakie się w niej czają mają tylko taką moc, jaką sama im nadam.

niedziela, 15 maja 2016

Jezioro dusz






Większe znaczenie ma to, z kim jesteś niż gdzie jesteś. Najchętniej zabrałabym ze sobą skoncentrowany koktajl uczuć i spokoju, jakie wyzwala we mnie mój dom i rodzina. Ukradłabym ten kawałek nieba i schowałabym go do kieszeni jak bezcenny talizman, który nadałby sens mojemu życiu poprzez wskazywanie właściwego kierunku, jak niezawodny kompas. Najchętniej teleportowałabym się i schowała w czasie, kiedy życie było prostsze i bardziej esencjonalne. Dostosowałabym się jak kameleon do harmonijnego rytmu mojego prywatnego prowincjonalnego świata, który mnie przygarnął, wychował i ukształtował i który mam wytatuowany w swoim DNA. I nikt by mnie już nie znalazł. Ukryłabym się w ciszy, skamieniała wrażliwością świata, oczyściła niewinnością otaczającej mnie natury. W moich żyłach krąży szum mazurskich lasów, błogość pól i śpiew ptaków. Jestem trwale połączona. Bezgranicznie kocham tęskniąc, tęsknię kochając i nie mogę sobie z tym poradzić, marząc o powrocie. Ten dom, to miejsce i ci ludzie to jedyna rzeczywistość, w której jestem szczęśliwa. To jedyna teraźniejszość, której częścią się czuję. I niczego więcej mi nie trzeba. Tylko powrotu do miejsca, gdzie zostało moje serce.