Psychologia, socjologia, religia, filozofia
są często zgodne w swoich założeniach w sprawie istoty człowieczeństwa. Nawet
jeśli otoczka ulega interpretacji, to zdejmowana warstwa po warstwie, ukazuje
esencję, sedno sprawy, które zawsze jest takie samo. Tak dzieje się w przypadku
2 najważniejszych lekcji, jakie każdy z nas musi przerobić w drodze do
prawdziwego szczęścia i spełnienia. Po pierwsze – uwolnić serce od nienawiści,
po drugie – uwolnić umysł od zmartwień, a odpowiedzią – kluczem na każde najważniejsze
pytanie jest miłość oraz empatia – jako świadomość śmierci i jednocześnie celebracja
życia. Dopiero ten klucz otwiera drzwi do Tajemniczego Ogrodu. Można dążyć do
ideału np. szukając Boga nad nami albo Boga w sobie, z pomocą modlitwy albo
medytacji. Zależy, w co jesteśmy skłonni uwierzyć i jakiej idei całkowicie się
oddać. Na pewno warto próbować. Warto starać się nadać realny, namacalny
kształt duchowemu światu. W końcu kiedyś cała nasza cywilizacja była tylko
myślą, którą ktoś urzeczywistnił. Dzięki twórczej idei wcielonej w życie,
możemy dzisiaj spać w wygodnym łóżku, jeździć wygodnymi samochodami, przekraczać
granice za pomocą sieci internetowej. To kiedyś były tylko myśli. W dzisiejszym
świecie nie ma rzeczy niemożliwych, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Warto
używać jej mądrze.
niedziela, 30 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
Wiosenne porządki
RUTYNA CZY ZMIANY?
Nadeszła astronomiczna wiosna, a co się
kojarzy z tą porą roku? Wiosenne porządki, rewitalizacja, zmiany… To dobry czas
nie tylko na posprzątanie swojego przydomowego ogródka, ale może także na przemeblowanie
swojego własnego życia, wyplenienie przestarzałych nawyków, zrobienie miejsca
na coś nowego, co może wyrosnąć, zakwitnąć i w efekcie nas zachwycić? Każdy z
nas doświadcza przecież takiej chwili w swoim życiu, kiedy analizuje to, co
osiągnął, gdzie jest i dokąd zmierza. Wiosna to dobry czas, żeby być może ustalić
sobie nowe cele, priorytety, marzenia, aspiracje lub tylko skorygować to, co
zmierza w złym kierunku. Jakich zmian oczekujecie czy też potrzebujecie w tym
roku?
Jedyną pewną rzeczą na świecie są ZMIANY. Te, które
świadomie tworzymy i te, na które nie mamy może aż tak dużego wpływu. Jedno jest
pewne – z reguły nie lubimy zmian, boimy się ich, a szczególnie tych dużych,
rewolucyjnych, o sile huraganu, na które nie jesteśmy gotowi. One zwykle
wywracają nasze życie do góry nogami, burzą wszystko to, na co tak długo pracowaliśmy.
Uważamy, że to niesprawiedliwe. Tracimy balans i poczucie bezpieczeństwa. Czasami
też poczucie sensu. Dążymy do tego, aby odbudować swój osobisty mikrokosmos oraz
samych siebie w pierwotnym kształcie – dokładnie w ten sam sposób i z tych
samych elementów układanki. Nie dostrzegamy jak duży potencjał drzemie w
zmianie. Nie widzimy w niej przyjaciela i przewodnika, tylko wroga, który chce
nas zniszczyć. A może często jest tak, że skoro nasza poprzednia, rzekomo
misterna i solidna konstrukcja, rozsypała się w drobny mak, to świadczy to o
tym, że nie była tak do końca zbudowana prawidłowo i zwyczajnie przeoczyliśmy albo
zaniedbaliśmy jakiś ważny element, na który powinniśmy zwrócić szczególną
uwagę? Może zamiast odtwarzać z uporem maniaka przeszłość, powinniśmy jednak
zmienić strategię postępowania i skupić wszystkie siły na budowie nowej, lepszej
przyszłości, próbując zmienić to, co nam dotychczas przeszkadzało i blokowało
nasz potencjał?
Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z tymi
samymi demonami bez względu na nasz kolor skóry, pochodzenie, płeć, wiek, status
ekonomiczny czy stan cywilny, bo wszyscy żyjemy w tym samym świecie paradoksów:
ciało – umysł, myśl – słowo, materia – duchowość. Może w Waszym życiu jest
obecna hamletowska sentencja „być albo nie być”, a może bardziej współczesne – „być
czy mieć”. Mnie najczęściej dotyka inny dylemat: „rutyna czy zmiany”.
Nasze codzienne życie opisują 2
przeciwstawne siły: fala zmian i koleina rutyny. Najważniejsze to znaleźć
balans między nimi, naszą własną odpowiedź, w oparciu o osobisty kompas
wartości. Sprawa nie jest taka prosta – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dzięki
zmianom, które wiążą się z podjęciem WYZWANIA możemy się
rozwijać, odkrywać świat i samych siebie, wychodzić poza granice swojej strefy
komfortu, pokonywać swoje słabości i lęki.
Bezpieczną strefą komfortu jest natomiast wszystko to, co możemy nazwać RUTYNĄ. To, co udało nam
się osiągnąć w jakiś sposób. Często długą i żmudną pracą. To, co daje nam
poczucie sensu, stabilizacji, ukorzenienia, podkreśla naszą obecność w świecie
i społeczną rolę. Niestety przejawia się też schematyzmem naszego działania, co zagraża naturalnej
ciekawości, zabiera entuzjazm, barwę, pasję życia, poczucie wolności,
skupienie, zainteresowanie i ambicję. Rutyna jest naszą smyczą, wewnętrzną
granicą, którą sami sobie ustalamy. Wyzwanie pozwala nam zerwać ten łańcuch i
sięgnąć po nowe. Daje wewnętrzną siłę.
Pomimo że zmiana i rutyna to 2 różne
bieguny - każdą zmianę można oswoić, przyzwyczaić się do niej i sprowadzić ją do
postaci codziennej rutyny. Rutyna daje radość, jeśli zrobimy z niej RYTUAŁ. Wtedy mamy szansę
mocniej przeżywać, doświadczać i czuć. Jesteśmy bardziej świadomi i skupieni na
chwili obecnej, na tym, co dzieje się „tu i teraz”, zamiast błądzić myślami
wstecz czy też za bardzo do przodu. Warto doceniać i cieszyć się ze wszystkiego, co jest naszym
udziałem w teraźniejszości. Celebracja ważnych chwil jest ważna, bo dzięki niej życie staje się ucztą, na której zawsze będziemy mogli się rozgościć, czuć
bezpiecznie i dobrze bawić, niezależnie od charakteru zmiennych, na jakie się
natkniemy.
Już wiecie jaka zmiana jest Wam najbardziej
potrzebna do tego, aby Wasze życie miało lepszą jakość i dawało Wam więcej
radości?
niedziela, 16 marca 2014
Życie na Wenus
PIERWIASTEK
YIN
Jak moglibyście zdefiniować prawdziwą
kobiecość? Czym się wg Was przejawia?
Jeżeli o mnie chodzi, pojęcie to uległo
modyfikacji w moim osobistym słowniku. Przez długi czas uważałam, że lepiej
płynąć pod prąd i tracić energię na brawurowe zakręty ku feminizmowi. Walczyć
za sprawę bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz, po wieku doświadczeniach i wielu
przemyśleniach – wracam powoli do źródła, do prawdziwej esencji, która daje
największą siłę. Przewartościowałam pojęcie „kobiecości”. Na pewno przychodzą
mi go głowy 3 przykłady, gdzie kobiecość mnie zachwyca.
Po pierwsze – mój numer 1 z
życiowego doświadczenia, czyli moja mama. To ona uświadomiła mi, że warto
czasem wrócić do korzeni, a rodzina to jedna z najważniejszych i najbardziej
stabilnych wartości w życiu. Nie wiem czy sama kiedyś stworzę rodzinę, nie
przeszkadza mi bycie singlem i nie boję się samotności, ale nie zmienia to
faktu, że podziwiam i szanuję swoją mamę. Jak dla mnie to kobieta – skała, opoka,
która przetrzyma wszystko, wielozadaniowa opiekunka domowego ogniska, mediator
i pośrednik, psychoanalityk. Osoba, która potrafi ogarnąć wszystkie skrajnie
różne osobowości, jakie ma w domu i dbać o potrzeby każdej z nich. Osoba, która
myśli o wszystkim, wyprzedza fakty, przepowiada przyszłość, nadaje barwę. Osoba,
która się stara i której zależy. Osoba, która nie chce nic w zamian, chociaż
daje z siebie wszystko – stuprocentowe oddanie i poświęcenie. Kobieta dobra i
pokorna. Czarodziejka, bez której nic nie działa. Supermenka codzienności. Ginący
gatunek.
Podstawy kobiecości – troska,
ciepło, ofiarowanie, miłość, empatia.
Po drugie – moje oczarowanie tańcem
brzucha.
Fascynują mnie dojrzałe arabskie kobiety, które są
mistrzyniami tego stylu. Mogłabym patrzeć bez końca na ich zmysłowe, kocie
ruchy. Absolutnie nie przeszkadza mi to, że ich kształty bardziej przypominają
muzy Rubensa niż eteryczne baletnice. Tańcząc emanują zwierzęcym magnetyzmem i
niezachwianą pewnością siebie. One po prostu kochają siebie i swoje ciała.
Kochają nawet swoje niedoskonałości i nie wstydzą się ich. Dla mnie to jest
właśnie kwintesencja piękna i kobiecości – silna, pewna siebie kobieta,
doskonała w swojej nie – perfekcji.
Kolejny czynnik kobiecości –
czuć się dobrze w swojej skórze, czerpać z tego siłę. Być boginią, żywiołem.
Po trzecie – zjawisko w
kinie, czyli muzy Almodóvara. Uwielbiam zwłaszcza te filmy
hiszpańskiego reżysera, w których bohaterkami są kobiety jako odważne, silne
bohaterki codzienności, które nie poddają się przeciwnościom losu i idą wciąż
do przodu. Kobiety, które odbierają świat poprzez swoje uczucia i wrażliwość. Te
kobiety są jak mitologiczny Atlas, który dźwiga cały świat na barkach. Są oddane,
wierne swoim wartościom, opiekuńcze. Najbardziej przemawiają do mnie 3 filmy
Almodóvara o kobietach: „Volver”, „Wszystko o mojej matce” i „Przerwane
objęcia”. Penélope Cruz i Marisa Paredes są w nich genialne.
Kobiecy pierwiastek jako
odbiór świata sercem, pewien heroizm na poziomie prostych (oraz trudnych) chwil
codzienności, wierność sobie.
***
Tak właśnie rozumiem „kobiecość”.
czwartek, 6 marca 2014
Moja filozofia życiowa
WEGETARIANIZM
Jestem wegetarianką od jakiś 7 lat. Jestem nią
nie dlatego, że moim celem jest utrata zbędnych kilogramów. Chociaż jeżeli
miałabym traktować swój wegetarianizm jak rodzaj diety, to muszę przyznać, że
jest to jedyna długofalowa dieta, jakiej jestem w stanie się trzymać. Istotą jest
to, że to tak naprawdę nie dieta, a styl życia.
Przyzwyczaiłam się już na generalnie brak akceptacji
otoczenia i ciągłe uwagi na najwyraźniej kontrowersyjny temat wegetarianizmu. Nie
przeszkadza mi to, że jestem trochę jak wyrzutek. Właściwie nigdy mi to szczególnie
nie przeszkadzało, bo zbyt mocno wierzę w swoje racje. Mam bowiem jedną cechę, o
której zwykle nikomu nie mówię, a którą szczególnie w sobie uwielbiam. Jest nią
współzależność. Kształtuje się
ona w dużym stopniu w wyniku mojego introwertyzmu, który niestety oznacza wiele
barier komunikacyjnych: np. często się zapominam i za długo przebywam w swoim
świecie, prowadząc dialog sama ze sobą i rozbudowując swoje życie wewnętrzne, ale
z drugiej strony prowadzi mnie to do wielu inspirujących przemyśleń. Współzależność
oznacza na przykład, że wszędzie widzę powiązania i mam skłonność do nadawania
wszystkiemu głębokiego sensu i znaczenia. Wiem, że nic nie dzieje się bez
przyczyny, a moim sekretem szczęścia, satysfakcji i zadowolenia z życia, jest ustalanie
mierzalnych, osiągalnych celów i marzeń. Bez nich i bez misji, tracę poczucie
sensu, jestem jak ryba wyrzucona na brzeg. Mam potrzebę nadawania wszystkiemu
znaczenia, bo dopiero wtedy mogę płynąć swobodnie, z pasją. Muszę w coś głęboko
wierzyć.
Pamiętam, że kiedy byłam mała, rodzice często
kupowali dziecięce książeczki, które później czytali mojej siostrze i mnie. To były
różne bajki i wierszyki. Jedną z nich zapamiętałam szczególnie, chociaż
teoretycznie powinna pobudzać dziewczęcą wyobraźnię dużo mniej niż np. Królewna
Śnieżka. Książeczka zaczynała się od rymowanki, której niestety nie zacytuję,
bo zwyczajnie już jej dokładnie nie pamiętam. Chodziło o to, że w wierszyku
wymieniane były różne zawody i jeden zależał w jakiś sposób od drugiego,
tworząc jeden wspólny łańcuch powiązań. Na przykład piekarz nie mógłby upiec
chleba, gdyby młynarz nie zrobił mąki itp., itd.. Pamiętam, że bardzo mnie to
fascynowało. I to uczucie zostało ze mną przez te wszystkie lata jako element
mojej osobowości.
Lubię skupiać się na niematerialnych
aspektach życia oraz szukać niewidzialnych nici przyczynowo – skutkowych,
związków, zależności i porównań. Wszystkie razem tworzą pajęczą sieć. Z tego
powodu jestem na przykład wegetarianką. Jest to wynik mojego współodczuwania. Źródeł jest
wiele, ale spójrzcie na przykład na naturalny cykl życia zwierząt, od narodzin
do śmierci. Człowiek z nożem i widelcem nie jest jednym z ogniw tego łańcucha. Jest
agresorem, który ten łańcuch brutalnie przerywa. Celem życia zwierząt nie jest na
pewno wylądowanie na naszym talerzu. One starają się po prostu żyć swoim
własnym rytmem, którego my nie rozumiemy. Ja nie mam zamiaru odbierać im tego
prawa i decydować o ich losie.
czwartek, 27 lutego 2014
The capitulation
KAPITULACJA
Odpuściłam sobie definitywnie – rozstałam
się z I. już jakiś czas temu. Wybaczyłam Jemu i wybaczyłam sobie do tego
stopnia, że nie atakują mnie już momenty słabości, kiedy zdaję sobie sprawę,
czego w moim życiu nie będzie…
Nie będzie Jego czujnego wzroku i
przeszywających na wylot analiz. Przerażało mnie to w Nim, a jednocześnie
fascynowało ze względu na nieomylność i mądrość Jego oceny sytuacji. Nigdy nie
poznałam kogoś takiego. Nie mogłam nic przed Nim ukryć, a pod koniec już nic
ukryć nie chciałam. Byłam ekshibicjonistycznie szczera. Było mi wszystko jedno.
Nie będzie też tej dziwnej więzi między
nami, za którą tak tęsknię. Nieziemskiej siły przyciągania. On mówił, że zna
moje myśli, tak jakby była między nami bliskość i pokrewieństwo na wyższym,
duchowym poziomie. Chociaż nasza relacja od początku była wystawiona na ciężkie
próby, to jednak przez chwilę mogliśmy być razem, wbrew wszystkim przeszkodom,
a uwierzcie mi tych przeszkód było naprawdę baaaaardzo wiele. Pamiętam jak
cudownie się przy Nim czułam w tych piękniejszych momentach naszego wspólnego
życia. Czy może raczej naszego współistnienia? Fundamentalny konflikt między
nami właśnie tego przecież dotyczył. On dążył do 100% - owego zespolenia, czego
ja nie chciałam się nawet podjąć. Chcę pozostać sobą i budować bliskość w szacunku
dla ludzkiej odmienności i indywidualizmu. Przekornie buntowałam się przeciwko
Jego miłości bez pamięci i całkowitemu zatraceniu się w drugiej osobie. Nie
chciałam być zjedzona żywcem. Nie potrafiliśmy się w związku z tym porozumieć,
bo nie słyszeliśmy się nawzajem, mimo desperackich prób. Nie zabrakło nam
miłości, zabrakło zaufania. Z perspektywy czasu nie żałuję jednak, że weszłam w
ten związek bez przyszłości, bo niektóre chwile z Nim były nieziemskie, bo On
był magiczny. Pierwszy raz w życiu tak mocno czułam, że nic nie dzieje się bez
przyczyny, wszystko ma jakiś cel i ukryte znaczenie, a na świecie jest pełno
duchowości. I to właśnie było piękne.
***
Nauczyłam się, że warto wybaczać ludziom
absolutnie wszystko i uwalniać się od wszelkich negatywnych emocji – żalu,
zazdrości, złości, poczucia winy i poczucia krzywdy, bo one uderzają przede
wszystkim w nas – w adresata, a nie w odbiorcę. Są szkodliwym, zbędnym
balastem, który nas unieszczęśliwia, obciąża i nie pozwala iść dalej. Dlatego
też wybaczam – innym i samej sobie, starając się inspirować tym, co było dobre
oraz wyciągać lekcję z tego, co było złe. Kluczem jest, by być jak tabula
rasa w
każdej nowej relacji, uczyć się na błędach, ale nie żyć przeszłością. To trudna
umiejętność, ale gra jest warta świeczki, co do tego nie mam wątpliwości.
wtorek, 18 lutego 2014
Viking Festival
FESTIWAL WIKINGÓW
Festiwal wikingów jest cykliczną imprezą
odbywającą się na norweskiej wyspie Karmøy w Avaldsnes. Co roku na tych
malowniczych terenach pojawia się historyczna, tętniąca życiem osada wikingów,
która przyciąga tłumy zwiedzających. Nie ma w tym nic dziwnego – wydarzenie jest
warte polecenia. Udało mi się odwiedzić ostatnią edycję festiwalu (trwającą od
6 – tego do 9 – tego czerwca) wraz z grupą znajomych ze szkoły językowej.
Do osady wiedzie wąska żwirowa droga, która
zdaje się wić prawie w nieskończoność, ale nawet około 30 – minutowy marsz nie
jest uciążliwy, bo zjawiskowe widoki na trasie cały czas umilają wędrówkę. Norwegia
jest bez wątpienia przepiękną, zapierającą dech w piersiach widokówką.
Po dotarciu na miejsce przeznaczenia
trafiamy do zupełnie innego świata, a ściślej mamy wrażenie, że cofnęliśmy się
w czasie. Naszym oczom ukazuje się bowiem rekonstrukcja osady wikingów, na
którą składają się namioty oraz różne drewniane domki, a wokół toczy się
codzienne życie wikingów, które bezkarnie możemy podglądać. W ten sposób
doświadczamy atmosfery żywej historii z czasów, kiedy na norweskich
ziemiach królowali wikingowie. Świetna sprawa, łącząca dobrą zabawę i rozrywkę
z pouczającą lekcją historii (stąd też obecność wielu grup uczącej się
młodzieży jako odwiedzających). Wolontariusze to pasjonaci, którzy są niebywale
dobrze przygotowani do ról, które odgrywają. Są przesympatyczni, z uśmiechem i
wielką życzliwością odpowiadają na każde pytanie, które pośle się w ich
kierunku. Spotykaliśmy osoby przebrane za rzemieślników, handlarzy, artystów.
Był nawet wieszcz, który zgłębił tajemnicę czytania i rozumienia starożytnych
run (alfabetu wikingów). Okazał się niezwykle przekonującym, charyzmatycznym człowiekiem,
który oczarował moją grupę. Spędziliśmy u niego mnóstwo czasu na wróżeniu z
kamieni runicznych. Było absolutnie magicznie i mistycznie.
Ciągle spacerowaliśmy wśród roześmianych
zwiedzających, mijając wikińskich łuczników, kowali, żonglerów, handlarzy
biżuterią i tekstyliami. W tle rozbrzmiewała folkowa muzyka zespołu
składającego się z kilku długowłosych wikingów. Po chwili odpoczynku i
zaspokojeniu głodu tradycyjnym wikińskim jadłem (głównie mączne produkty, ku
mojej uciesze) oraz tradycyjnym współczesnym hamburgerem i colą (ku uciesze
moich znajomych), w końcu trafiliśmy na wybrzeże, gdzie obserwowaliśmy jak do
brzegu przybijał największy okręt z czasów panowania Haralda Jasnowłosego – słynny
drakkar.
Przy okazji zagłębienia się w historię wikingów
w Karmøy, musiałam całkowicie przewartościować moją wizję tej społeczności,
którą miałam do tej pory. Wikingowie są przecież owiani raczej mroczna legendą
i ukazują się oczom wyobraźni jako okrutni barbarzyńscy wojownicy. Taki ich
obraz kreują też media. Jest to jednak krzywdząca opinia. To prawda, że wikingowie
byli ekspansywnymi łupieżcami, piratami, ale to tylko jeden z aspektów ich „działalności”.
Oprócz tego byli rzemieślnikami, często z artystycznym zacięciem, handlarzami,
zarządcami. Uprawiali rolę, hodowali zwierzęta. Byli niezwykle zdolnymi
konstruktorami statków (wymyślili np. ruchomy maszt). Potrafili stworzyć piękną
i efektowną biżuterię, zarówno ze srebra i złota, jak i z drewna oraz metalu. Pewnie
za chwilę zrujnuję dzieciństwo niejednemu zagorzałemu fanowi opowieści o
walecznych wikingach, ale wypada wyznać również, że w rzeczywistości
charakterystyczny hełm z rogami nigdy nie był atrybutem wojowników. Wikingowie
nie mieli tego rodzaju wynalazków. Natomiast zwierzęce rogi były używane jako
naczynie służące do spożywania alkoholowych trunków (najczęściej spożywano miód
pitny oraz piwo). Taka biesiada musiała robić duże wrażenie.
Na koniec, dla zainteresowanych, kilka innych
historycznych faktów i ciekawostek o wikingach:
Era wikingów trwała od 800 do 1050 r.
Pierwszym królem Norwegii był Harald
Hårfagre (Harald Jasnowłosy), żyjący w latach 850 – 932, który ustanowił tron
właśnie w Avaldsnes, gdzie odbywa się festiwal.
Norweskie słowo viking pochodzi od
wyrażenia fara i viking (początkowo tłumaczono je jako: iść,
ruszyć na wyprawę, później znaczenie słowa viking uległo zmianie,
tak by podkreślało piracki aspekt działalności wikingów, stąd finalne słowo zaczęto
tłumaczyć jako inwazję, atak, najazd).
Łodzie wikingów są nazywane langskip, co oznacza po
prostu długi
okręt.
Największe z nich miały charakterystyczną dziobnicę z nasadą w kształcie głowy
smoka. Stąd też nazywano je dragskip, popularny drakkar.
Tradycyjny strój skandynawskich wikingów
był bardzo praktyczny, podobny do stroju słowiańskich plemion. Dominującym
materiałem był len oraz wełna. Kobiety nosiły długie suknie i fartuchy, często
ozdobione haftem, a na głowach miały chustki. Mężczyźni zakładali lnianą tunikę
na koszulę, którą przewiązywali paskiem oraz wełniane trykoty. Wszyscy nosili miękkie skórzane buty.
Norwegian Viking Festival is a cyclical event, taking place on the
Karmøy island in Avaldsnes. Every year, historical and lively Viking settlement
appears at these picturesque areas and attracts crowd of visitors. There is
nothing surprising - the event is worth recommending. I was able to visit the
last edition of the festival (which was lasted from 6th to 9th June), along
with my friends from the language school.
A narrow gravel road leads to the village and seems to twist infinitely,
but even 30 - minute walk is not troublesome because the phenomenal views of
the road entertaining journey all the time. Norway is undoubtedly beautiful and
breathtaking picture postcard.
After reaching the destination, we come to another world. We have the
impression that we turned back the clock. We saw a reconstruction of Viking
settlement, which consists of tents and various wooden houses with daily life
of the Vikings around. We can spy with impunity. In this way, we experienced
the atmosphere of living history from the days when lands were reigned by Norwegian
Vikings. It’s great dealing: fun and entertainment are combining with didactic history lesson (hence the presence of many groups of schoolchildren as
visitors). Volunteers are enthusiasts who are extremely well prepared for the
roles that they play for us. They were very pleasant and they answered every
question that we send in their direction with a smile and great kindness. We
met people dressed as artisans, merchants and artists. There was even a
soothsayer who fathomed the mystery of reading and understanding of the ancient
runes (Viking alphabet). He proved to be extremely persuasive and charismatic
man who charmed my group. We spent a lot of time with him on the divination of
rune stones. It was absolutely magical and mystical moment.
We walked among the laughing visitors, passing Viking archers,
blacksmiths, jugglers, jewelry and textiles traders. In the background, we
listened of folk music band, consisting of several long-haired Vikings. After a
moment of rest and satisfy hunger with traditional Viking food (mainly flour
products, to my delight) and traditional modern hamburger and cola (to the
delight of my friends), we finally hit the coast. We saw the biggest ship from
the reign of Harald Fairhair - famous drakkar.
By the way of pore over the history of the Vikings in Karmøy, I had to
completely re-evaluate my vision of this community, which I had so far. The
Vikings are shrouded in dark legend and appeared as a cruel barbarian warriors.
This is their image create of the media. However, it is unfair opinion. It is
true that the Vikings were expansive plunderers, pirates, but it is only one
aspect of their " business ". Besides, they were craftsmen (often
with an artistic flair), traders, administrators. They cultivated fields and
bred animals. They were extremely able constructors of ships (for example they
invented movable mast). They were able to create a beautiful and spectacular
jewelry, both gold and silver, as well as from wood and metal. Probably for a
moment I ruin childhood of many fans of tales of valiant Vikings, but I must
confess that distinctive helmet with horns was never an attribute of warriors in
real life. The Vikings didn’t have this kind of invention. But animal horns
were used as a vessel for alcoholic beverages (usually mead and beer). Such feast
had to make a big impression.
In conclusion, I have a few other historical and interesting facts about
the Vikings for those from you who were interested:
Viking Era lasted from 800 to 1050 r.
The first King of Norway was Harald Hårfagre (Harald Fairhair) who lived
from 850 to 932 r.. He established the throne in Avaldsnes, where the festival
takes place.
Viking is a Norwegian word
which is derived from the phrase fara i
Viking. We originally translated it as: to go, to move on an expedition. Meaning of the word viking was changed later
and stressed the pirate aspect of the Vikings. Hence we began to explain the
final word as the invasion, attack.
Viking boats are called langskip, which simply means a long ship. The
largest of them had a characteristic stem with the ship cap in the shape of a
dragon's head. Hence this kind of ship was called dragskip (popular drakkar).
Traditional dress of Scandinavian Vikings was very practical and similar
to the outfit of Slavic tribes. The dominant material was linen and wool. Women
wore long dresses and gowns, often decorated with embroidery, and had head –
scarfs. Men wore linen tunics over the shirts. They also had stripes and wool
hoses. Everyone wore soft leather shoes.
środa, 5 lutego 2014
The heart of the matter
Najtrudniejsze są dla mnie pytania o rzeczy
najważniejsze. Włączam wówczas przycisk „wzmożona czujność” i przybieram
ochronną, wypracowaną latami, więc skostniałą, ale za to uniwersalną formę.
………………………………..……O – D
– D – A – L – A – M
S – I – Ę…………………………………,
………………………U
C
I
E
K
A
M……!
Z drugiej strony, w stanie zbyt długiego
oczekiwania, zaczynam wymyślać spiskowe teorie, co całkowicie burzy mój spokój.
Wprowadziłam i zaczynam wdrażać nową zasadę
do mojego życia: lepszy straszny koniec niż strach bez końca.
The questions about the most important, crucial matter are the most
difficult for me. I switch on the button "increased vigilance" and assume
my protective form which I worked out for years, so it is fossilized but also
universal.
………………………………I
…………………...……D – R
– I – F – T……………………………………………………..
A – P – A – R – T…………,
...........................……………..I
……………….…………………………………………………R – U – N……………………………………………………………………………..
A – W – A – Y…………………………!
On the other hand, if I wait too long, my mind starts to create
conspiracy theories, which completely disturb my calmness. So I put into
practice a new rule to my life: better a terrible end than fear without end.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























