niedziela, 30 marca 2014

Dwa światy

Psychologia, socjologia, religia, filozofia są często zgodne w swoich założeniach w sprawie istoty człowieczeństwa. Nawet jeśli otoczka ulega interpretacji, to zdejmowana warstwa po warstwie, ukazuje esencję, sedno sprawy, które zawsze jest takie samo. Tak dzieje się w przypadku 2 najważniejszych lekcji, jakie każdy z nas musi przerobić w drodze do prawdziwego szczęścia i spełnienia. Po pierwsze – uwolnić serce od nienawiści, po drugie – uwolnić umysł od zmartwień, a odpowiedzią – kluczem na każde najważniejsze pytanie jest miłość oraz empatia – jako świadomość śmierci i jednocześnie celebracja życia. Dopiero ten klucz otwiera drzwi do Tajemniczego Ogrodu. Można dążyć do ideału np. szukając Boga nad nami albo Boga w sobie, z pomocą modlitwy albo medytacji. Zależy, w co jesteśmy skłonni uwierzyć i jakiej idei całkowicie się oddać. Na pewno warto próbować. Warto starać się nadać realny, namacalny kształt duchowemu światu. W końcu kiedyś cała nasza cywilizacja była tylko myślą, którą ktoś urzeczywistnił. Dzięki twórczej idei wcielonej w życie, możemy dzisiaj spać w wygodnym łóżku, jeździć wygodnymi samochodami, przekraczać granice za pomocą sieci internetowej. To kiedyś były tylko myśli. W dzisiejszym świecie nie ma rzeczy niemożliwych, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Warto używać jej mądrze. 

niedziela, 23 marca 2014

Wiosenne porządki

RUTYNA CZY ZMIANY?


Nadeszła astronomiczna wiosna, a co się kojarzy z tą porą roku? Wiosenne porządki, rewitalizacja, zmiany… To dobry czas nie tylko na posprzątanie swojego przydomowego ogródka, ale może także na przemeblowanie swojego własnego życia, wyplenienie przestarzałych nawyków, zrobienie miejsca na coś nowego, co może wyrosnąć, zakwitnąć i w efekcie nas zachwycić? Każdy z nas doświadcza przecież takiej chwili w swoim życiu, kiedy analizuje to, co osiągnął, gdzie jest i dokąd zmierza. Wiosna to dobry czas, żeby być może ustalić sobie nowe cele, priorytety, marzenia, aspiracje lub tylko skorygować to, co zmierza w złym kierunku. Jakich zmian oczekujecie czy też potrzebujecie w tym roku?  

Jedyną pewną rzeczą na świecie są ZMIANY. Te, które świadomie tworzymy i te, na które nie mamy może aż tak dużego wpływu. Jedno jest pewne – z reguły nie lubimy zmian, boimy się ich, a szczególnie tych dużych, rewolucyjnych, o sile huraganu, na które nie jesteśmy gotowi. One zwykle wywracają nasze życie do góry nogami, burzą wszystko to, na co tak długo pracowaliśmy. Uważamy, że to niesprawiedliwe. Tracimy balans i poczucie bezpieczeństwa. Czasami też poczucie sensu. Dążymy do tego, aby odbudować swój osobisty mikrokosmos oraz samych siebie w pierwotnym kształcie – dokładnie w ten sam sposób i z tych samych elementów układanki. Nie dostrzegamy jak duży potencjał drzemie w zmianie. Nie widzimy w niej przyjaciela i przewodnika, tylko wroga, który chce nas zniszczyć. A może często jest tak, że skoro nasza poprzednia, rzekomo misterna i solidna konstrukcja, rozsypała się w drobny mak, to świadczy to o tym, że nie była tak do końca zbudowana prawidłowo i zwyczajnie przeoczyliśmy albo zaniedbaliśmy jakiś ważny element, na który powinniśmy zwrócić szczególną uwagę? Może zamiast odtwarzać z uporem maniaka przeszłość, powinniśmy jednak zmienić strategię postępowania i skupić wszystkie siły na budowie nowej, lepszej przyszłości, próbując zmienić to, co nam dotychczas przeszkadzało i blokowało nasz potencjał?

Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z tymi samymi demonami bez względu na nasz kolor skóry, pochodzenie, płeć, wiek, status ekonomiczny czy stan cywilny, bo wszyscy żyjemy w tym samym świecie paradoksów: ciało – umysł, myśl – słowo, materia – duchowość. Może w Waszym życiu jest obecna hamletowska sentencja „być albo nie być”, a może bardziej współczesne – „być czy mieć”. Mnie najczęściej dotyka inny dylemat: „rutyna czy zmiany”.

Nasze codzienne życie opisują 2 przeciwstawne siły: fala zmian i koleina rutyny. Najważniejsze to znaleźć balans między nimi, naszą własną odpowiedź, w oparciu o osobisty kompas wartości. Sprawa nie jest taka prosta – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dzięki zmianom, które wiążą się z podjęciem WYZWANIA możemy się rozwijać, odkrywać świat i samych siebie, wychodzić poza granice swojej strefy komfortu, pokonywać swoje słabości i lęki.  Bezpieczną strefą komfortu jest natomiast wszystko to, co możemy nazwać RUTYNĄ. To, co udało nam się osiągnąć w jakiś sposób. Często długą i żmudną pracą. To, co daje nam poczucie sensu, stabilizacji, ukorzenienia, podkreśla naszą obecność w świecie i społeczną rolę. Niestety przejawia się też  schematyzmem naszego działania, co zagraża naturalnej ciekawości, zabiera entuzjazm, barwę, pasję życia, poczucie wolności, skupienie, zainteresowanie i ambicję. Rutyna jest naszą smyczą, wewnętrzną granicą, którą sami sobie ustalamy. Wyzwanie pozwala nam zerwać ten łańcuch i sięgnąć po nowe. Daje wewnętrzną siłę.

Pomimo że zmiana i rutyna to 2 różne bieguny - każdą zmianę można oswoić, przyzwyczaić się do niej i sprowadzić ją do postaci codziennej rutyny. Rutyna daje radość, jeśli zrobimy z niej RYTUAŁ. Wtedy mamy szansę mocniej przeżywać, doświadczać i czuć. Jesteśmy bardziej świadomi i skupieni na chwili obecnej, na tym, co dzieje się „tu i teraz”, zamiast błądzić myślami wstecz czy też za bardzo do przodu. Warto doceniać i cieszyć się ze wszystkiego, co jest naszym udziałem w teraźniejszości. Celebracja ważnych chwil jest ważna, bo dzięki niej życie staje się ucztą, na której zawsze będziemy mogli się rozgościć, czuć bezpiecznie i dobrze bawić, niezależnie od charakteru zmiennych, na jakie się natkniemy.


Już wiecie jaka zmiana jest Wam najbardziej potrzebna do tego, aby Wasze życie miało lepszą jakość i dawało Wam więcej radości? 

niedziela, 16 marca 2014

Życie na Wenus

PIERWIASTEK YIN


Jak moglibyście zdefiniować prawdziwą kobiecość? Czym się wg Was przejawia?

Jeżeli o mnie chodzi, pojęcie to uległo modyfikacji w moim osobistym słowniku. Przez długi czas uważałam, że lepiej płynąć pod prąd i tracić energię na brawurowe zakręty ku feminizmowi. Walczyć za sprawę bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz, po wieku doświadczeniach i wielu przemyśleniach – wracam powoli do źródła, do prawdziwej esencji, która daje największą siłę. Przewartościowałam pojęcie „kobiecości”. Na pewno przychodzą mi go głowy 3 przykłady, gdzie kobiecość mnie zachwyca.

Po pierwsze – mój numer 1 z życiowego doświadczenia, czyli moja mama. To ona uświadomiła mi, że warto czasem wrócić do korzeni, a rodzina to jedna z najważniejszych i najbardziej stabilnych wartości w życiu. Nie wiem czy sama kiedyś stworzę rodzinę, nie przeszkadza mi bycie singlem i nie boję się samotności, ale nie zmienia to faktu, że podziwiam i szanuję swoją mamę. Jak dla mnie to kobieta – skała, opoka, która przetrzyma wszystko, wielozadaniowa opiekunka domowego ogniska, mediator i pośrednik, psychoanalityk. Osoba, która potrafi ogarnąć wszystkie skrajnie różne osobowości, jakie ma w domu i dbać o potrzeby każdej z nich. Osoba, która myśli o wszystkim, wyprzedza fakty, przepowiada przyszłość, nadaje barwę. Osoba, która się stara i której zależy. Osoba, która nie chce nic w zamian, chociaż daje z siebie wszystko – stuprocentowe oddanie i poświęcenie. Kobieta dobra i pokorna. Czarodziejka, bez której nic nie działa. Supermenka codzienności. Ginący gatunek.

Podstawy kobiecości – troska, ciepło, ofiarowanie, miłość, empatia.

Po drugie – moje oczarowanie tańcem brzucha. Fascynują mnie dojrzałe arabskie kobiety, które są mistrzyniami tego stylu. Mogłabym patrzeć bez końca na ich zmysłowe, kocie ruchy. Absolutnie nie przeszkadza mi to, że ich kształty bardziej przypominają muzy Rubensa niż eteryczne baletnice. Tańcząc emanują zwierzęcym magnetyzmem i niezachwianą pewnością siebie. One po prostu kochają siebie i swoje ciała. Kochają nawet swoje niedoskonałości i nie wstydzą się ich. Dla mnie to jest właśnie kwintesencja piękna i kobiecości – silna, pewna siebie kobieta, doskonała w swojej nie – perfekcji.

Kolejny czynnik kobiecości – czuć się dobrze w swojej skórze, czerpać z tego siłę. Być boginią, żywiołem.

Po trzecie – zjawisko w kinie, czyli muzy Almodóvara. Uwielbiam zwłaszcza te filmy hiszpańskiego reżysera, w których bohaterkami są kobiety jako odważne, silne bohaterki codzienności, które nie poddają się przeciwnościom losu i idą wciąż do przodu. Kobiety, które odbierają świat poprzez swoje uczucia i wrażliwość. Te kobiety są jak mitologiczny Atlas, który dźwiga cały świat na barkach. Są oddane, wierne swoim wartościom, opiekuńcze. Najbardziej przemawiają do mnie 3 filmy Almodóvara o kobietach: „Volver”, „Wszystko o mojej matce” i „Przerwane objęcia”. Penélope Cruz i Marisa Paredes są w nich genialne.


Kobiecy pierwiastek jako odbiór świata sercem, pewien heroizm na poziomie prostych (oraz trudnych) chwil codzienności, wierność sobie.


***
Tak właśnie rozumiem „kobiecość”. 

czwartek, 6 marca 2014

Moja filozofia życiowa

WEGETARIANIZM


Jestem wegetarianką od jakiś 7 lat. Jestem nią nie dlatego, że moim celem jest utrata zbędnych kilogramów. Chociaż jeżeli miałabym traktować swój wegetarianizm jak rodzaj diety, to muszę przyznać, że jest to jedyna długofalowa dieta, jakiej jestem w stanie się trzymać. Istotą jest to, że to tak naprawdę nie dieta, a styl życia.

Przyzwyczaiłam się już na generalnie brak akceptacji otoczenia i ciągłe uwagi na najwyraźniej kontrowersyjny temat wegetarianizmu. Nie przeszkadza mi to, że jestem trochę jak wyrzutek. Właściwie nigdy mi to szczególnie nie przeszkadzało, bo zbyt mocno wierzę w swoje racje. Mam bowiem jedną cechę, o której zwykle nikomu nie mówię, a którą szczególnie w sobie uwielbiam. Jest nią współzależność. Kształtuje się ona w dużym stopniu w wyniku mojego introwertyzmu, który niestety oznacza wiele barier komunikacyjnych: np. często się zapominam i za długo przebywam w swoim świecie, prowadząc dialog sama ze sobą i rozbudowując swoje życie wewnętrzne, ale z drugiej strony prowadzi mnie to do wielu inspirujących przemyśleń. Współzależność oznacza na przykład, że wszędzie widzę powiązania i mam skłonność do nadawania wszystkiemu głębokiego sensu i znaczenia. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a moim sekretem szczęścia, satysfakcji i zadowolenia z życia, jest ustalanie mierzalnych, osiągalnych celów i marzeń. Bez nich i bez misji, tracę poczucie sensu, jestem jak ryba wyrzucona na brzeg. Mam potrzebę nadawania wszystkiemu znaczenia, bo dopiero wtedy mogę płynąć swobodnie, z pasją. Muszę w coś głęboko wierzyć.

Pamiętam, że kiedy byłam mała, rodzice często kupowali dziecięce książeczki, które później czytali mojej siostrze i mnie. To były różne bajki i wierszyki. Jedną z nich zapamiętałam szczególnie, chociaż teoretycznie powinna pobudzać dziewczęcą wyobraźnię dużo mniej niż np. Królewna Śnieżka. Książeczka zaczynała się od rymowanki, której niestety nie zacytuję, bo zwyczajnie już jej dokładnie nie pamiętam. Chodziło o to, że w wierszyku wymieniane były różne zawody i jeden zależał w jakiś sposób od drugiego, tworząc jeden wspólny łańcuch powiązań. Na przykład piekarz nie mógłby upiec chleba, gdyby młynarz nie zrobił mąki itp., itd.. Pamiętam, że bardzo mnie to fascynowało. I to uczucie zostało ze mną przez te wszystkie lata jako element mojej osobowości.


Lubię skupiać się na niematerialnych aspektach życia oraz szukać niewidzialnych nici przyczynowo – skutkowych, związków, zależności i porównań. Wszystkie razem tworzą pajęczą sieć. Z tego powodu jestem na przykład wegetarianką. Jest to wynik mojego współodczuwania. Źródeł jest wiele, ale spójrzcie na przykład na naturalny cykl życia zwierząt, od narodzin do śmierci. Człowiek z nożem i widelcem nie jest jednym z ogniw tego łańcucha. Jest agresorem, który ten łańcuch brutalnie przerywa. Celem życia zwierząt nie jest na pewno wylądowanie na naszym talerzu. One starają się po prostu żyć swoim własnym rytmem, którego my nie rozumiemy. Ja nie mam zamiaru odbierać im tego prawa i decydować o ich losie.  

czwartek, 27 lutego 2014

The capitulation

KAPITULACJA



Odpuściłam sobie definitywnie – rozstałam się z I. już jakiś czas temu. Wybaczyłam Jemu i wybaczyłam sobie do tego stopnia, że nie atakują mnie już momenty słabości, kiedy zdaję sobie sprawę, czego w moim życiu nie będzie…

Nie będzie Jego czujnego wzroku i przeszywających na wylot analiz. Przerażało mnie to w Nim, a jednocześnie fascynowało ze względu na nieomylność i mądrość Jego oceny sytuacji. Nigdy nie poznałam kogoś takiego. Nie mogłam nic przed Nim ukryć, a pod koniec już nic ukryć nie chciałam. Byłam ekshibicjonistycznie szczera. Było mi wszystko jedno.

Nie będzie też tej dziwnej więzi między nami, za którą tak tęsknię. Nieziemskiej siły przyciągania. On mówił, że zna moje myśli, tak jakby była między nami bliskość i pokrewieństwo na wyższym, duchowym poziomie. Chociaż nasza relacja od początku była wystawiona na ciężkie próby, to jednak przez chwilę mogliśmy być razem, wbrew wszystkim przeszkodom, a uwierzcie mi tych przeszkód było naprawdę baaaaardzo wiele. Pamiętam jak cudownie się przy Nim czułam w tych piękniejszych momentach naszego wspólnego życia. Czy może raczej naszego współistnienia? Fundamentalny konflikt między nami właśnie tego przecież dotyczył. On dążył do 100% - owego zespolenia, czego ja nie chciałam się nawet podjąć. Chcę pozostać sobą i budować bliskość w szacunku dla ludzkiej odmienności i indywidualizmu. Przekornie buntowałam się przeciwko Jego miłości bez pamięci i całkowitemu zatraceniu się w drugiej osobie. Nie chciałam być zjedzona żywcem. Nie potrafiliśmy się w związku z tym porozumieć, bo nie słyszeliśmy się nawzajem, mimo desperackich prób. Nie zabrakło nam miłości, zabrakło zaufania. Z perspektywy czasu nie żałuję jednak, że weszłam w ten związek bez przyszłości, bo niektóre chwile z Nim były nieziemskie, bo On był magiczny. Pierwszy raz w życiu tak mocno czułam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma jakiś cel i ukryte znaczenie, a na świecie jest pełno duchowości. I to właśnie było piękne.

***


Nauczyłam się, że warto wybaczać ludziom absolutnie wszystko i uwalniać się od wszelkich negatywnych emocji – żalu, zazdrości, złości, poczucia winy i poczucia krzywdy, bo one uderzają przede wszystkim w nas – w adresata, a nie w odbiorcę. Są szkodliwym, zbędnym balastem, który nas unieszczęśliwia, obciąża i nie pozwala iść dalej. Dlatego też wybaczam – innym i samej sobie, starając się inspirować tym, co było dobre oraz wyciągać lekcję z tego, co było złe. Kluczem jest, by być jak tabula rasa w każdej nowej relacji, uczyć się na błędach, ale nie żyć przeszłością. To trudna umiejętność, ale gra jest warta świeczki, co do tego nie mam wątpliwości.

wtorek, 18 lutego 2014

Viking Festival

FESTIWAL WIKINGÓW



Festiwal wikingów jest cykliczną imprezą odbywającą się na norweskiej wyspie Karmøy w Avaldsnes. Co roku na tych malowniczych terenach pojawia się historyczna, tętniąca życiem osada wikingów, która przyciąga tłumy zwiedzających. Nie ma w tym nic dziwnego – wydarzenie jest warte polecenia. Udało mi się odwiedzić ostatnią edycję festiwalu (trwającą od 6 – tego do 9 – tego czerwca) wraz z grupą znajomych ze szkoły językowej. 




Do osady wiedzie wąska żwirowa droga, która zdaje się wić prawie w nieskończoność, ale nawet około 30 – minutowy marsz nie jest uciążliwy, bo zjawiskowe widoki na trasie cały czas umilają wędrówkę. Norwegia jest bez wątpienia przepiękną, zapierającą dech w piersiach widokówką.





Po dotarciu na miejsce przeznaczenia trafiamy do zupełnie innego świata, a ściślej mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie. Naszym oczom ukazuje się bowiem rekonstrukcja osady wikingów, na którą składają się namioty oraz różne drewniane domki, a wokół toczy się codzienne życie wikingów, które bezkarnie możemy podglądać. W ten sposób doświadczamy atmosfery żywej historii z czasów, kiedy na norweskich ziemiach królowali wikingowie. Świetna sprawa, łącząca dobrą zabawę i rozrywkę z pouczającą lekcją historii (stąd też obecność wielu grup uczącej się młodzieży jako odwiedzających). Wolontariusze to pasjonaci, którzy są niebywale dobrze przygotowani do ról, które odgrywają. Są przesympatyczni, z uśmiechem i wielką życzliwością odpowiadają na każde pytanie, które pośle się w ich kierunku. Spotykaliśmy osoby przebrane za rzemieślników, handlarzy, artystów. Był nawet wieszcz, który zgłębił tajemnicę czytania i rozumienia starożytnych run (alfabetu wikingów). Okazał się niezwykle przekonującym, charyzmatycznym człowiekiem, który oczarował moją grupę. Spędziliśmy u niego mnóstwo czasu na wróżeniu z kamieni runicznych. Było absolutnie magicznie i mistycznie.











Ciągle spacerowaliśmy wśród roześmianych zwiedzających, mijając wikińskich łuczników, kowali, żonglerów, handlarzy biżuterią i tekstyliami. W tle rozbrzmiewała folkowa muzyka zespołu składającego się z kilku długowłosych wikingów. Po chwili odpoczynku i zaspokojeniu głodu tradycyjnym wikińskim jadłem (głównie mączne produkty, ku mojej uciesze) oraz tradycyjnym współczesnym hamburgerem i colą (ku uciesze moich znajomych), w końcu trafiliśmy na wybrzeże, gdzie obserwowaliśmy jak do brzegu przybijał największy okręt z czasów panowania Haralda Jasnowłosego – słynny drakkar.








Przy okazji zagłębienia się w historię wikingów w Karmøy, musiałam całkowicie przewartościować moją wizję tej społeczności, którą miałam do tej pory. Wikingowie są przecież owiani raczej mroczna legendą i ukazują się oczom wyobraźni jako okrutni barbarzyńscy wojownicy. Taki ich obraz kreują też media. Jest to jednak krzywdząca opinia. To prawda, że wikingowie byli ekspansywnymi łupieżcami, piratami, ale to tylko jeden z aspektów ich „działalności”. Oprócz tego byli rzemieślnikami, często z artystycznym zacięciem, handlarzami, zarządcami. Uprawiali rolę, hodowali zwierzęta. Byli niezwykle zdolnymi konstruktorami statków (wymyślili np. ruchomy maszt). Potrafili stworzyć piękną i efektowną biżuterię, zarówno ze srebra i złota, jak i z drewna oraz metalu. Pewnie za chwilę zrujnuję dzieciństwo niejednemu zagorzałemu fanowi opowieści o walecznych wikingach, ale wypada wyznać również, że w rzeczywistości charakterystyczny hełm z rogami nigdy nie był atrybutem wojowników. Wikingowie nie mieli tego rodzaju wynalazków. Natomiast zwierzęce rogi były używane jako naczynie służące do spożywania alkoholowych trunków (najczęściej spożywano miód pitny oraz piwo). Taka biesiada musiała robić duże wrażenie.




Na koniec, dla zainteresowanych, kilka innych historycznych faktów i ciekawostek o wikingach:

Era wikingów trwała od 800 do 1050 r.

Pierwszym królem Norwegii był Harald Hårfagre (Harald Jasnowłosy), żyjący w latach 850 – 932, który ustanowił tron właśnie w Avaldsnes, gdzie odbywa się festiwal.

Norweskie słowo viking pochodzi od wyrażenia fara i viking (początkowo tłumaczono je jako: iść, ruszyć na wyprawę, później znaczenie słowa viking uległo zmianie, tak by podkreślało piracki aspekt działalności wikingów, stąd finalne słowo zaczęto tłumaczyć jako inwazję, atak, najazd).

Łodzie wikingów są nazywane langskip, co oznacza po prostu długi okręt. Największe z nich miały charakterystyczną dziobnicę z nasadą w kształcie głowy smoka. Stąd też nazywano je dragskip, popularny drakkar.

Tradycyjny strój skandynawskich wikingów był bardzo praktyczny, podobny do stroju słowiańskich plemion. Dominującym materiałem był len oraz wełna. Kobiety nosiły długie suknie i fartuchy, często ozdobione haftem, a na głowach miały chustki. Mężczyźni zakładali lnianą tunikę na koszulę, którą przewiązywali paskiem oraz wełniane trykoty. Wszyscy nosili miękkie skórzane buty.







Norwegian Viking Festival is a cyclical event, taking place on the Karmøy island in Avaldsnes. Every year, historical and lively Viking settlement appears at these picturesque areas and attracts crowd of visitors. There is nothing surprising - the event is worth recommending. I was able to visit the last edition of the festival (which was lasted from 6th to 9th June), along with my friends from the language school.




A narrow gravel road leads to the village and seems to twist infinitely, but even 30 - minute walk is not troublesome because the phenomenal views of the road entertaining journey all the time. Norway is undoubtedly beautiful and breathtaking picture postcard.




After reaching the destination, we come to another world. We have the impression that we turned back the clock. We saw a reconstruction of Viking settlement, which consists of tents and various wooden houses with daily life of the Vikings around. We can spy with impunity. In this way, we experienced the atmosphere of living history from the days when lands were reigned by Norwegian Vikings. It’s great dealing: fun and entertainment are combining with didactic history lesson (hence the presence of many groups of schoolchildren as visitors). Volunteers are enthusiasts who are extremely well prepared for the roles that they play for us. They were very pleasant and they answered every question that we send in their direction with a smile and great kindness. We met people dressed as artisans, merchants and artists. There was even a soothsayer who fathomed the mystery of reading and understanding of the ancient runes (Viking alphabet). He proved to be extremely persuasive and charismatic man who charmed my group. We spent a lot of time with him on the divination of rune stones. It was absolutely magical and mystical moment.







We walked among the laughing visitors, passing Viking archers, blacksmiths, jugglers, jewelry and textiles traders. In the background, we listened of folk music band, consisting of several long-haired Vikings. After a moment of rest and satisfy hunger with traditional Viking food (mainly flour products, to my delight) and traditional modern hamburger and cola (to the delight of my friends), we finally hit the coast. We saw the biggest ship from the reign of Harald Fairhair - famous drakkar.








By the way of pore over the history of the Vikings in Karmøy, I had to completely re-evaluate my vision of this community, which I had so far. The Vikings are shrouded in dark legend and appeared as a cruel barbarian warriors. This is their image create of the media. However, it is unfair opinion. It is true that the Vikings were expansive plunderers, pirates, but it is only one aspect of their " business ". Besides, they were craftsmen (often with an artistic flair), traders, administrators. They cultivated fields and bred animals. They were extremely able constructors of ships (for example they invented movable mast). They were able to create a beautiful and spectacular jewelry, both gold and silver, as well as from wood and metal. Probably for a moment I ruin childhood of many fans of tales of valiant Vikings, but I must confess that distinctive helmet with horns was never an attribute of warriors in real life. The Vikings didn’t have this kind of invention. But animal horns were used as a vessel for alcoholic beverages (usually mead and beer). Such feast had to make a big impression.




In conclusion, I have a few other historical and interesting facts about the Vikings for those from you who were interested:

Viking Era lasted from 800 to 1050 r.

The first King of Norway was Harald Hårfagre (Harald Fairhair) who lived from 850 to 932 r.. He established the throne in Avaldsnes, where the festival takes place.

Viking is a Norwegian word which is derived from the phrase fara i Viking. We originally translated it as: to go, to move on an expedition. Meaning of the word viking was changed later and stressed the pirate aspect of the Vikings. Hence we began to explain the final word as the invasion, attack.

Viking boats are called langskip, which simply means a long ship. The largest of them had a characteristic stem with the ship cap in the shape of a dragon's head. Hence this kind of ship was called dragskip (popular drakkar).

Traditional dress of Scandinavian Vikings was very practical and similar to the outfit of Slavic tribes. The dominant material was linen and wool. Women wore long dresses and gowns, often decorated with embroidery, and had head – scarfs. Men wore linen tunics over the shirts. They also had stripes and wool hoses. Everyone wore soft leather shoes.










środa, 5 lutego 2014

The heart of the matter

Najtrudniejsze są dla mnie pytania o rzeczy najważniejsze. Włączam wówczas przycisk „wzmożona czujność” i przybieram ochronną, wypracowaną latami, więc skostniałą, ale za to uniwersalną formę.



………………………………..……O – D – D – A – L – A – M


S – I – Ę…………………………………,




………………………U
C
I
E
K
A
M……!




Z drugiej strony, w stanie zbyt długiego oczekiwania, zaczynam wymyślać spiskowe teorie, co całkowicie burzy mój spokój.


Wprowadziłam i zaczynam wdrażać nową zasadę do mojego życia: lepszy straszny koniec niż strach bez końca.





The questions about the most important, crucial matter are the most difficult for me. I switch on the button "increased vigilance" and assume my protective form which I worked out for years, so it is fossilized but also universal.



………………………………I


…………………...……D – R – I – F – T……………………………………………………..


           A – P – A – R – T…………,





...........................……………..I  


……………….…………………………………………………R – U – N……………………………………………………………………………..

                                                     
                                                         A – W – A – Y…………………………!



On the other hand, if I wait too long, my mind starts to create conspiracy theories, which completely disturb my calmness. So I put into practice a new rule to my life: better a terrible end than fear without end.